27.7.12

Zobaczyć ducha

Pracuję dziś w domu. Standardzik. Za oknem chodzą kosiarki, cisza, spokój, kot śpi obok. Jakieś rozmowy przez tel, ale nic specjalnego. Siedzę w dużym pokoju przed laptopem. Kawka. Przede mną widok na przedpokój i kuchnię. Pracuję. Rozmawiałam właśnie z kolegą z pracy przez tel o jakiś uzgodnieniach, sprawdzam pocztę, mimochodem skupiona podnoszę głowę... a przede mną stoi starsza kobieta. Taka normalna. I na mnie patrzy. Ja patrzę na nią. Ona na mnie. Czuję jak robi mi się gorąco. Bardzo. Ona mówi: "chyba pomyliłam mieszkania" i wyszła. Siedzę. Opowiedziałam koledze co się stało. Siedzę. Poszłam zamknąć drzwi. Szok trwa.

Tak to zapisałam na facebooku. Wydarzyło się to dziś około południa. Zapisałam trochę później, bo musiałam ochłonąć.

Znajomi na fejsbuku rozsądnie założyli (chociaż się też przy tym bawili ;-), że mogła to być złodziejka. Przysięgam jednak, że siedząc przy stole, mając myśli zupełnie i całkowicie zajęte pracą, złodziej jest ostatnim co mi przyszło na myśl. Najpierw była pustka, zupełna. Mózg nie potrafił tego zaklasyfikować. Gdy kobieta już wyszła, co widziałam  przecież, zdałam sobie sprawę, że to, co mi przyszło na myśl zaraz po "pustce", czyli "widziałam ducha", jednak nie jest tym. Czyli to była jednak żywa kobieta. To, że stanęła we framudze (bo nie mam drzwi do pokoju) drzwi, zdało się zaskoczyć ją tak samo jak mnie. 

Później, jadąc przez miasto samochodem, wyobrażałam sobie dziesiątki scenariuszy, w tym z jej perspektywy. Np. Wracam zamyślona do domu, wchodzę na klatkę, wchodzę po schodach, otwieram - dalej zamyślona  - drzwi, wchodzę do pokoju, a tam wszystko inne i siedzi ktoś obcy. Przez pierwsze sekundy pewnie też bym się zastanowiła, czy oszalałam, co robi tu ten człowiek, co się stało z moimi meblami i dlaczego nic nie pasje. Nie wiem. Z tej strony tego nie przeżyłam. Przeżyłam z drugiej. Kilka wniosków:

1. Zamykać drzwi (czego nie robiłam nigdy, bo wolę mieć drogę ucieczki, zamiast się barykadować). Dobrze, będę się jednak barykadować. Nie z obawy przed złodziejami (której nie mam), a przed nieobliczalnością ludzkiej nieuwagi. Nie wyobrażam sobie, co by się ze mną stało, gdyby to się stało np. pod nieobecność mojego męża w nocy, gdybym przebudziła się do toalety, a zobaczyłabym nad sobą obcą postać, zapewne zastanawiającą się, co robię w jej łóżku. Nie. Dziękuję.

2.  Wiem już, jak się czują ludzie, widzący duchy (albo jakieś 90% z nich). Wyjaśniła się też dla mnie tajemnica większości zjawisk paranormalnych. Ludzie po prostu mylą mieszkania, klatki, piętra, miasta. A że są tak samo zdziwieni, jak widząca je osoba, to wyglądają dziwnie. Po tym zdarzeniu rozmawiałam z różnych znajomymi i okazuje się, że niektórzy mają też takie historie: jednemu weszła w nocy do sypialni sąsiadka z klatki obok (co się okazało również później). Co poczuli z żoną, to ich. Kobieta była natomiast tak pijana, że nie zauważyłam pomyłki. Fuknęła i wyszła. 

3. Cały czas leżał koło mnie kot, który nawet nie raczył się przebudzić. Zrozumiałam przydatność psów. 

Jest wieczór, w między czasie byłam na masażu, a ciągle nie mogę pozbierać myśli. Dobrze, że jednak nie zemdlałam w trakcie, zanim wyszła. Gdybym została z ostatnim wspomnieniem tej kobiety w drzwiach pokoju, na 100% byłabym przekonana, że widziałam ducha. 
PS. Mąż mnie uświadomił (gdy opisałam kobietę), że to była sąsiadka z piętra wyżej. Biedna kobieta, pewnie jest w takim samym szoku jak ja :-) 
PS. 2. Tytuł oczywiście z uśmiechem, jak końcem końców cały tekst. Mimo wszystko, przeżycie niebywałe.