26.7.12

Otwórz umysł i rusz ciało

Po raz kolejny będzie o salsie. Też. Chociaż dziś byłam krócej, bo nie wytrzymałam (upalność dnia przekonała mnie, że trochę jeszcze muszę poćwiczyć, zanim polecę na Kubę i zatańczę tak absolutnie w 100% naprawdę :-) 
Gdy wychodziłam instruktor puścił mi z uśmiechem oko, co odebrałam jako rozgrzeszenie za ucieczkę :-) 
Dlaczego znowu i pewnie nie ostatni raz o tym piszę? Bo jestem w tym coraz bardziej zakochana. Po prawie roku ćwiczeń, chociaż raz, dwa razy w tygodniu zauważam coraz więcej pozytywów. Z punktu widzenia osoby, które ostatnie lata, straszne "przed", wspominam jako praktycznie ciągłe siedzenie, pamiętam z jakim fizycznym bólem znosiłam pierwsze treningi. I obiecałam sobie, że więcej do tego nie dopuszczę. Plusy ruchu: 
  • lepsza kondycja (oczywiste), ale to ma przełożenie na wiele dziedzin z seksem włącznie,
  • im więcej można, tym więcej się chce, a to już staje się samonakręcającą się spiralą. Im więcej się można, tym więcej się szuka, wymyśla. Wydaje się, że jak się znalazło w życiu coś fajnego, to dobrze będzie przy tym zostać. No można. Jak ktoś nie ma potrzeby, siły, motywacji, to się tego przekonania będzie trzymał. Tak mają ludzie, którzy z mojej perspektywy pozostali gdzieś tam. Skoro im dobrze? Na zdrowie. Ruch fizyczny powoduje jednak pobudzanie zastałych nie tylko mięśni, ale też szarych komórek.
  • Jak wiadomo, ruch to strzał endorfin (m.in.). Jeśli ktoś ma problemy z emocjami, albo z poczuciem wartości, albo motywacją, niech idzie poćwiczyć, pojeździć na rowerze, pobiegać, potańczyć, ale bez alkoholu, niech się spoci, zmęczy, zdyszy. Dziwne myśli umierają błyskawicznie. Zabija je zmęczenie. Specjalnie znowu nie wymieniam w tym miejscu seksu, bo to niby oczywiste, ale nie ma co opierać wszystkiego na nim. Wiem, że seks traktowany jest jako lekarstwo, ale wg mnie lepsze jest zostawianie go w sferze czystej erotyki, chociaż to prawda, że pomaga na ból głowy, to hm, no co kto lubi. Sport ma inne funkcje, nawet mimo zabójczo przystojnych instruktorów, jest wyłącznie dla nas. Przy seksie jednak pracujemy też nad partnerem i to już wpływa na podejście, tak? No tak :-) 
  • Naprawdę fantastycznie obserwuje się się zmianę ciała. To u mnie przynajmniej powrót do przeszłości. Odbudowujące się mięśnie, zanik celulitu, który zaczynał mnie już miejscami straszyć, zanikła zadyszka występująca prawie bez powodu, no i strasznie naturalny optymizm. Dystans, sport, osiągnięcia w nim są świetnym uzupełnieniem w pozostałych sferach życia. Również zawodową. Co też zauważyłam: sport doskonale poprawia asertywność, budzi takiego zdrowego ducha walki i rywalizacji (niby się go ma, ale bez sportu jest to jednak inne), zupełnie inaczej ćwiczy wytrwałość i sukcesywność. Zmienia podejście do bardzo wielu rzeczy. I raczej wszystko na plus.
  • Salsa skutkuje u mnie tym, że często ćwiczę ją po prostu wszędzie. W domu, w firmie, w sklepach, na ulicy (kroki są tak wdzięczne, że nie można sobie czasami odmówić).  W samochodzie można ćwiczyć biodra, co w połączenie ze śpiewem, który uskuteczniam od lat, mąż zaczął się dopominać, już nie tylko "czemu nie śpiewasz?", ale też "czemu nie tańczysz?". :-) 
  • Już sam taniec jako taki podnosi samoocenę niebotycznie. Tak po prostu. Jeśli się tańczy, bo się umie, to jest to zupełnie co innego niż bujanie się na parkiecie. Naprawdę polecam. Sana się o tym przekonałam w trakcie ostatniego clubbingu w Sopocie. Fajne uczucie ;-)
  • Nie namawiam do przejścia na styl życia skrajnie fitness, bo ci co chcą, to to robią, ale nie wyobrażam sobie już statycznego życia. Następny będzie rower, tylko czekam, aż mąż mi hamulce naprawi. Obiecał w sobotę. Przy okazji pozdrawiam fanów jazdy na rowerze. Jesteście moją ulubioną grupą ludzi aktywnych :-) PS. Ci co pływają jachtami też są moimi ulubionymi ludźmi aktywności, jak i podróżnicy, ale to ta sama grupa. Ci co są ciągle w ruchu są fantastycznie. No wszyscy, których kojarzę. Serio ;-)
  • I taka moja osobista obserwacja (no wszystko piszę od siebie, ale teraz  tak szczególnie): wszyscy ludzie sukcesu, wszyscy ludzie kreatywni, ale tak naprawdę kreatywni, wszyscy którzy mają niekończącą się prawie energię uprawiają jakiś sport, od pływania, przez tenis, squasha, fitness, jogę, rower, podróże (nie tylko leżenie na leżaku...), każdą wolną chwilę spędzają aktywnie. Ten ruch przekłada się na ich efektywność. Owszem, są wyjątki, które mają to bez grama ruchu, (lub ci z przeciwwskazaniami, chociaż wg mnie to jednak wymówki, na wszystko można znaleźć pasującą do siebie dziedzinę), nie mam też na myśli ludzi bardzo młodych, którzy lecą na silne młodości jako takiej, a mniej więcej osoby w mojej grupie, koło 40tki lub więcej. I też tak chcę :-) I mało kto z nich wygląda na swoje lata. Bez operacji, bez poprawek. To widać też po stylu, po klasie. Po luzie także. Efekty sporej dawki ruchu w życiu, jakiegokolwiek sportu, są widoczne na wiele sposobów. Odpowiednia dieta + sport są najlepszym sposobem na utrzymywanie się w formie. Banał? Jasne. Mhm. Taa. Najważniejsze jest,  że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć. Życie nabiera nowego wymiaru. Bardzo dosłownie. Jak sobie przypominam leniwą (chociaż też z pewnym uzasadnieniem, ale nie będę się tłumaczyć, bo liczy się to, że to przezwyciężyłam ;-) jednak mnie sprzed roku, a patrzę na siebie teraz, to dzisiejszą siebie kocham jeszcze bardziej. I upływ czasu pozostawiam peselowi. Mnie to specjalnie nie obchodzi ;-)

A na koniec z uśmiechem, ja naprawdę ćwiczę wszędzie :-)



Jeśli ktoś jest z natury zwyczajnie leniwy, to niech sobie będzie, ale mi o tym nie pisze nawet. Lenistwo jest nudne. Rusz się ;-)

Polecam też ten tekst