7.7.12

Szczególnie dziś

Norma. Powszechność. Nawet nie zdajemy sobie na co dzień sprawy, jak bardzo w wielu kwestiach nasze normy są różne w zależności od środowiska, jak bardzo żyjemy w kokonach słuszności własnych przekonań i ograniczeń. To o czym i jak mówimy, świadczy o nas tak samo, jak to, o czym nie mówimy. Niby oczywiste. Niekoniecznie. 

Temat slow life przewija się faktycznie coraz częściej. Jak zakładałam bloga, to ciężko było znaleźć jakieś punkty zaczepienia zakorzenione u nas, dziś można spokojnie znaleźć coraz więcej porządnych miejsc i "miejsc" w sieci, które propagują coraz lepiej slow life i slow food w coraz lepszy sposób. Mądrze. Cieszy mnie to. Lubię być indywidualistką (chociaż kocham też pracę zespołową, wszystko zależy od okoliczności ;), lubię być w mniejszości, lubię iść pod prąd, ale mam nadzieję, że kiedyś slow life będzie traktowane jak coś normalnego i oczywistego, że jego elementy będą powszechne i z nim kojarzone. 

Standardy. Normy. Bardzo często dziwi mnie poruszanie niektórych tematów. Dlaczego? Bo dopóki stanowią obiekt gorących dyskusji, dopóty nie będą normą. Tak kwestie społeczne, polityczne, ale też lifestylowe. Dziwi mnie, że nadal w Polsce wałkowany jest temat dyskryminacji (przecież to trwa od kiedy pamiętam), że nadal powiela się stereotypy typu "miejsce kobiety jest w...." wyrażane przez mężczyzn. Proszę zauważyć, że kobiety nie mówią, że miejsce mężczyzny jest tu czy tam. To normalne, że mężczyźni sami sobie te miejsce wybierają. I jakiego wyboru nie dokonają, będzie dobrze. Kobiety nadal są oceniane pod kątem "wybrała karierę", "wybrała siedzenie w domu" itd. Albo o związkach homoseksualnych, czy też in vitro (Ostatnio p. Kuźniar na stacji TVN24 powiedział, że za chwilę gościem będzie Pani X., która ma odwagę powiedzieć głośno, że jej dziecko poczęte zostało metodą in vitro. Zawstydził mnie jego komentarz). Dla mnie takie rozmowy są jak rozmowy o prądzie. Albo o wodzie w kranie. 
Używanie takich określeń, komentowanie wyborów drogi życiowej kobiet, komentowanie czyjejkolwiek orientacji seksualnej jest dla mnie dowodem naszego nieprzystosowania do norm krajów bardziej rozwiniętych, przez co rozumiem, bardziej otwartych, tolerancyjnych i nie dziwiących się już murzynom na stanowiskach prezesa. Dziwienie się, jest objawem zaściankowości. Z jednej strony czasami trafia się na ludzi, którzy dziwią się np. warunkom w jakich żyją tubylcy, dajmy na to, w dżungli amazońskiej. A że bez prądu, gadżetów i wynalazków. Żyją. I mają się dobrze. Dla nich to normalne, że jak chcą zjeść, to idą na polowanie a nie do sklepu. Co w tym dziwnego? Mamy dostęp do tak wielu materiałów o świecie, mamy możliwość podróżowania, mamy dziesiątki, setki, tysiące książek, filmów, dokumentów, relacji, że naprawdę nie powinno już nas aż tak wiele dziwić. No głupio mi czasami, gdy ktoś się dziwi rzeczom oczywistym.
Za chwilę te same osoby ocenią kobietę, która zdecyduje się samodzielnie wychować dziecko, nie chce wychodzić za mąż (bo powinna), postawiła na karierę, albo postawiła właśnie na zajęcie się domem i rodziną bez stawiania się przed dylematem - zostać po godzinach i skończyć projekt czy jechać po dziecko do przedszkola, zamiast znowu liczyć na niańkę. To jej sprawa. Ew. jej i partnera. To oczywiste.
Normy. Normy to coś, czego się ciągle nie komentuje. Nie rozmawia się o tym, że niebywałym cudem są fale radiowe, albo internet w telefonie. No jest. Normalna sprawa. Kiedyś nie było, teraz jest i nie ma JUŻ czego komentować. Jeśli ktoś komentuje, to znaczy, że dla niego to jednak nowość. No bywa. Nie wszystko jest nam dane znać. I wszystko pięknie. Wszyscy ciągle (mam nadzieję) poznajemy coś nowego. 

Jednak rozmawianie o sprawach typu właśnie "miejsce kobiety w świecie" czy kwestie orientacji, no o tym się już w wielu miejscach na świecie już nie rozmawia i te miejsca stanowią dla mnie wzór do naśladowania. To już nie jest podniecające. Naprawdę. Wszędzie zmiany zachodziły poprzez jakieś przegadanie i rewolucje. Ale ile to może trwać? Ja mam czasami wrażenie jakiegoś dziwnego deja vu, jakby się zacięła płyta. Mediów, ludzi. Ziewam znudzona tymi tematami, problem polega na tym, że to się jakoś strasznie wlecze u nas. Gdy mieszkałam zagranicą to tam się o tym nie rozmawiało, bo już za moich czasów zmiany były dawno zakończone. W Polsce one następują strasznie powoli (ponad 20 lat to naprawdę dużo). I mimo całej miłości dla idei slow, nie widzę dla niej miejsca w tak podstawowych kwestiach. Niektóre sprawy są proste. To powinno być już dawno zamknięte. 

Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie podsumowanie EURO pod kątem, jak nas to zmieniło. Mój borze, to tak jakbym miała się zastanawiać, co zmieniła we mnie jakaś impreza (dla mniej i bardziej znajomych), których kiedyś organizowałam sporo. No a co ma zmienić? Nic. Mamy się dobrze bawić. Gospodarz pilnuje tylko, żeby nic złego się nie wydarzyło. Żeby każdy wspominał tę imprezę przyjemnie. I tak było (z małymi wyjątkami) z EURO. Większość się dobrze bawiła. Wiem, że nie wszyscy, ale nie każdy rodzaj imprezy musi każdemu pasować i OK. Ale te podsumowania mnie osłabiały. Że się okazaliśmy otwarci, że potrafimy obcować z obcokrajowcami, że da się nas lubić. że potrafimy zorganizować (WOW!) taką imprezę i elaboraty na ten temat. Naprawdę jesteśmy tak nieświadomi? Naprawdę nas to wszystko dziwi? Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że to przesada i po prostu pojedyncze artykuły.



Słyszałam w radio, że przeprowadzono badania satysfakcji z pracy Polaków i artykuł na ten temat w Wyborczej . I byłam zaskoczona. Zastanowiło mnie, jak to możliwe, że prawie połowa Polaków nie jest zadowolona ze swojej pracy, że pracują wyłącznie dla pieniędzy i nie ma dla nich znaczenia zła atmosfera, czy brak przyjemności. Jak to możliwe? Powinnam powiedzieć, że to norma. Nie powinno mnie dziwić. Powinnam. Ale nie powiem. Bo nie mogę się wewnętrznie pogodzić, że połowa ludzi wokół mnie nie lubi swojej pracy. Połowa. Jakim jesteśmy społeczeństwem? Nie będę powielać stereotypu. Niezmiennie wierzę, że kiedyś się to wszystko zmieni, stopniowo ludzie będą znajdować SENS w poszukiwaniu zajęcia dającego i pieniądze i satysfakcję. Że będą mieć odwagę realizować się w życiu. Po prostu. Pewnie wtedy przestaną też żyć cudzym życiem w krytyczny sposób, pełen jadu i nienawiści, przestaną odczuwać satysfakcję z cudzych problemów w realizacji marzeń.  Tak, wiem, jestem idealistką, ale gdyby nie tacy ludzie, gdyby nie ich większość na świecie, to nie wyszlibyśmy z fazy niewolnictwa. Idealiści (ci najsilniejsi) potrafili walczyć o wolność jednostki. W każdym wymiarze. 
To jest kolejny filar stylu slow life: wolny wybór. Wybory, które dają w rezultacie życie w taki sposób, że się te życie kocha. Po prostu. I każdy na swój sposób. Możliwości są przecież nieograniczone. Wystarczy banalnie chcieć, a nie szukać wymówek, dlaczego się nie da.

Zawsze będą jednostki, które tego mogą nie chcieć, które żywią się cudzymi niepowodzeniami, porażkami, błędami, ale nie pozwalajmy im nigdy zbliżać się do siebie. Ich się nie zmieni. Gorsze jest to, że wiele osób żyje w cieniu takich jednostek, grup i nie ma odwagi się z tego uwolnić. Mam nadzieję, że z czasem będzie się to w Polsce zmieniać. Bardzo tego życzę ludziom, żeby robili to co lubią, mieli czas i siłę na odpoczynek, na pasje, na szaleństwo, na bliskie relacje, na to, czego sobie tylko zamarzą. Oczywiście sobie też, ale ja to mam... Jestem szczęśliwa. Właściwie to wszystko czego chciałam i czego życzę każdemu. 

Właściwie to jedno z moich życzeń na dzisiejszy dzień. Niech w naszym kraju rzeczy normalne staną się wreszcie normalne. Niech ludzie postawią w życiu na coś więcej niż pieniądze, niech szukają zadowolenia i satysfakcji. Niech kolejne badania satysfakcji pokażą zmiany.

07.07.2012

PS. Ja sobie po prostu nie potrafię wyobrazić, jak można spędzać cały dzień z ludźmi, których się nie lubi, robiąc coś czego się nie lubi. Mam bujną wyobraźnię, ale taki poziom masochizmu przekracza jej granice. Zawsze wszystko można zmienić. Odwagi.