11.7.12

Z ukłonem

Czasami słyszymy,  że faceci wolą zołzy. Grzeczne dziewczynki mają gorzej, niegrzeczne robią co chcą, a grzeczne idą do nieba. Farmazony opowiadane jeden za drugim. To ja to sprostuję, bo wiele kobiet robi sobie tym krzywdę.

To nie jest tak,  że trzeba być znienawidzoną heterą, gnębiącą innych (w przypadku szefowej - podwładnych), zadręczać faceta (będąc w związku) wbijając go pod pantofel, być najważniejszą w rodzinie, jeżdżąc po bliskich emocjonalnie ich szantażując, odpychać znajomych udowodniając im swoją wyższość. To jest jedynie droga do zastraszania, zmuszania ludzi do kontaktu ze sobą i nie posiadania żadnych normalnych relacji. Takie egzemplarze zdarzają się i to coraz częściej, za to jestem przekonana, że to wynika ze złej interpretacji wymienionych wyżej "mądrości". 

Mała dygresja. Oglądałam ostatnio film "Mój tydzień z Marylin". Podobał mi się. Michelle Williams świetnie zagrała ikonę. 





Czy Marylin była zołzą? Czy była wredna? Popatrzcie na kobiety z klasą. Która z nich zachowuje się jak ostatnia bestia? Żadna. Prawdziwa kobiecość nie tkwi bowiem w parszywości, złośliwości sprawiającej ludziom przykrość, wszystkich cienkich zachowaniach, które niesłusznie przypisuje się ludziom sukcesu. Kobietom sukcesu. Jakiegokolwiek. Z czego to wynika? Kobiety, nie zrozumcie mnie  źle, ale bycie grzeczną oznacza jedno i to samo co u facetów: tzw. cipowatość. Nadwrażliwość. Przewrażliwienie na własnym punkcie. Branie wszystkiego do siebie i najważniejsze: bycie ciągłą ofiarą. Wszyscy w koło są źli, sami oszuści, faceci wykorzystują i rzucają, szef wykorzystuje za marne pieniądze, znajomi odzywają się tylko, gdy czegoś chcą, rodzina nie daje żyć i w ogóle kobieta taka czuje się brzydka, głupia i niekochana. No cóż. Słyszał ktoś o samospełniających się myślach? Tak. To właśnie to. Więc taka kobieta pokrzywdzona wg siebie przez los (niestety niejednokrotnie wsparta w tym przekonaniu przez przyjaciół, bo podobno od tego są), zamienia się w zołzę. Stawia na karierę, staje się heterą, idzie przez życie czerpiąc przyjemność z każdej sytuacji, w której kogoś poniży, otacza się słabszymi od siebie, żeby podbudowywać swoje nikłe ego, pozbywa się wrażliwości (chociaż nie wierzę, że można), zamienia serce w kamień, "już nigdy nikt jej nie zrani". I co? Tak. Ze skrajności w skrajność. 

Z czego to się bierze? Z wyboru niekorzystnego zachowania w trakcie wydarzeń. Własnego i cudzego. Poczucia odtrącenia, gdy kończy się jakaś znajomość (wygasa), gdy facet prosi, żeby zostali przyjaciółmi, gdy szef narzuca ponadludzkie zadania, angażujące jej weekend. W tym miejscu STOP: co się powinno wydarzyć? Kobieta, pewna siebie, spełniająca się, nie widzi w żadnej z tych sytuacji problemu. Świat jest mały, ale to nie znaczy, że musimy siedzieć w jakiejś ciasnej wiosce własnych myśli i przekonań. Trzeba, po prostu trzeba mieć otwarty umysł. I to nie oznacza godzenia się na wszystko, nie oznacza godzenia się na rzeczy, które nam nie pasują. Do każdej z wyżej wymienionych sytuacji można zastosować kilka wariantów reakcji. Wiele wariantów. I to przeróżnych. I zanim się wybierze jeden, następuje analiza danych. Powinna. Kobiety, które są pewne siebie, swojej wartości wybiorą wariant najkorzystniejszy dla siebie w danym momencie, patrząc długo- i krótkoterminowo. 


Kobieta naprawdę pewna siebie jest przede wszystkim elastyczna.


To też cechowało Marylin. To cechuje każdą kobietę, która kojarzona jest jako kobieca, a która przy tym żyje dokładnie tak jak chce. Niektóre mają tą wiedzę od najmłodszych lat, inne nabywają ją z wiekiem, większość nie zrozumie tego nigdy. I przerzucają się ze skrajności ofiary, do skrajności zołzy. 

Jeszcze jedno, dla ułatwienia: po czym poznać cipowatość? Cipowaci są ludzie, którzy nam pokazali, że łatwo ich urazić. I kobiety i faceci. Jak myślę o tym, to od razu stają mi przed oczyma osoby, które czują się wiecznie atakowane, które wiecznie walczą z demonami we własnej głowie, które myślą, że świat chce im zrobić krzywdę. To bzdura. Jeśli spotkają się dwie osoby z takim nastawieniem, to dramat gwarantowany. 

Mówi się, że kobiety kochają drani. Serio? To brzmi absurdalnie. Wg mnie przekaz jest jeden: kobiety kochają facetów, którzy je prawdopodobnie zranią. Z założenia. Ona patrzy na takiego jednego czy drugiego i wie na 100%, że spędziłabym z nim najlepsze chwile swojego życia, ale on by jej złamał serce. Nie mogę pojąć magii tego myślenia. Nie ma facetów drani. Nie ma kobiet zołz, które kochają faceci. Zołza to kobieta z założenia wredna, złośliwa i niesympatyczna. Zołzy to zołzy. Ich się nie lubi, a co dopiero kocha. Nie podobał mi się nigdy tytuł tej książki ("Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"). Zołzy to zołzy. To po prostu jakiś krzywy sposób nazywania czegoś, co jest podziwiane, pożądane. Faceci stają się draniami, bo się zakochują w kobietach typu ofiary, która zmęczy ich szybko swoją osobowością. Kobiety są famme fatal lub wg tej definicji "zołzami" z dokładnie tego samego powodu. A to są ludzie, którzy po prostu nie godzą się na coś, co im nie pasuje i mówią "nie". Owszem, często osoby takie nie decydują się na związek, bo po prostu nie trafiają na kogoś, z kim chcą go uskuteczniać. Albo jeszcze, albo wcale. Nie oznacza to, że nie trafią. Mają takie samo prawdopodobieństwo, jak każdy. Nie mniejsze i nie większe. Wystarczy wiedzieć, czego się chce od życia i od razu ląduje się w szufladzie. Smutne? Tak. Dla tych, którzy nie wiedzą, którzy ciągle szukają winy w innych. Co jest pocieszeniem? W każdej chwili mogą to zmienić. 

I naprawdę nie trzeba zamieniać się w wyrachowaną heterę, nadętego buca, bo to postawa tak samo idiotyczna jak bycie ofiarą. Bycie sympatyczny, pogodnym i jednocześnie pewnym siebie, asertywnym jest najprostszą drogą do stania się człowiekiem zadowolonym z życia. Wystarczy pomyśleć, zrozumieć to, poczuć i żyć ze spokojnym oddechem. 

Postawa życiowa jest najłatwiej modyfikowalna, a najbardziej się to komplikuje. Tylko po co? Nie wiem. Ja osobiście nie mam czasu na jedno: słuchanie zrzędzenia, narzekania, marudzenia. Jestem człowiekiem czynu. Jak coś jest złe, to się to zmienia. Krótko i na temat. 

PS. Notka zainspirowana ludźmi, którzy latami narzekają na swoje życie i nic nie robią, żeby je zmienić. Czasami spotykam takich starych znajomych i mam niesamowite deja vu. Mimo upływu lat ciągle jest źle i ciągle to samo. To jest po prostu niebywałe.
Ale przede wszystkim tym, którzy osiągając sukces, awansując, zamieniają się w totalnych dupków i jędze. Przez takie coś świetni szefowie, doskonali managerowie, kierownicy są taką rzadkością.