Hieny


Dziś miałam rozmowę z jednym z kolegów:
- Słyszałaś? 
- O? 
- Popełniła samobójstwo pielęgniarka, która zajmowała się księżną Kate. Popełniła samobójstwo, gdy okazało się, że telefon był pseudodziennikarską prowokacją.
- O rany..
- Głupia
- Bo popełniła samobójstwo? Potrafisz sobie wyobrazić, co ją do tego pchnęło? Ona była pielęgniarką. Nie celebrytką.
- No to może nie głupia, ale słaba.
- Słuchaj, ludzie bywają słabi. Ba, ludzie mają prawo tacy być. Ją zabiła wrażliwość. 
- Wrażliwość? To nie..
- Tak. To była wrażliwość. Wstyd. Wyobraź sobie, jak ona się poczuła. Zwykła dziewczyna, pielęgniarka, pewnie chodziła po ścianach, bo zajmowała się księżną. Wyobrażasz to sobie z punktu widzenia takiej dziewczyny? To nie był żaden rekin biznesu, kobieta interesów ze skórą jak słoń. 
- Na pewno się z niej śmiali.. 
- I to z niej robi ofiarę jako taką? Chyba sobie żartujesz. To kto ma chronić takich zwykłych ludzi? Słabych z naszego punktu widzenia. Kto, jak nie mocniejsi od nich? Mi się nie chce nawet oceniać tych pseudopismaków bez cienia sumienia w pogoni za sensacją, ale kto ma chronić takich ludzi? Prawo nie, media nie, władze nie, to kto? To była zwykła dziewczyna. 
- No ale samobójstwo. 
- Wiesz, są ludzie, którzy są bardzo, bardzo wrażliwi, mają coś zanikającego: poczucie wstydu. Ona je miała. 

Co za czasy. Można złapać znieczulice na materiały pokazywane w mediach, można się od tego odciąć, sama doskonale to potrafię, ale mieć za złe ludziom wrażliwość, wstyd, słabość, to już jest jakaś paranoja. Takich ludzi jak ta pielęgniarka ci silni powinni chronić, a nie atakować jak hieny. To właśnie powinno rozróżniać ludzi od padlinożerców, od gatunków wyjadających słabsze osobniki. Tylko że u zwierząt to natura. W naszym świecie to kompletna i popieprzona patologia. Mnie to po prostu wścieka, bo ludzie "słabi" powinni mieć prawo do spokoju swojego życia, jakie wybierają. Jeśli ktoś nie chce być obiektem na pierwszej stronie gazet z takiego czy innego powodu, to powinien mieć do tego prawo. Najkurwazwyczajniej. 

Kto i kiedy wyznaczy granice?

UPDATE:
Moralność i etyka to czysta magia, którą skutecznie opanowują nieliczni. Naprawdę popieprzone czasy. Chociaż problemem jest dodatkowo to, że ludzi są popieprzeni i chcą czytać wszelkie newsy, nowinki, lubią się oburzyć, pobulwersować, pooburzać, zająć cudzym życiem. Wina jest po obu stronach. Odbiorców i mediów i jeszcze milczeniu prawa.
Tak, czuję się niewinna, bo dla mnie media mają spełniać określone role: informować, edukować, kreować opinie. Mam w nosie stan i losy Księżnej Kate czy innych znanych i nieznanych.

W gruncie rzeczy los tej pielęgniarki mnie też nie interesuje, tylko nie chciałabym tak czy inaczej, znaleźć się na jej miejscu. Na szczęście moje kontakty z dziennikarzami są i były wyłącznie pozytywne. I daj Boże, niech tak zostanie.

Komentarze

  1. Granice powinno wyznaczać sumienie każdego człowieka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja mam pragmatyczne podejście i chciałabym, żeby nie zależało to od tak ułomnego miernika, jakim okazuje się być ludzkie sumienie. Mierzi mnie, że nikt ich nie zaskarżył, nie zrobił szumu w obronie pielęgniarki. Jeśli żyjemy w czasach, gdy pozyskanie jakieś informacji tylko dla sensacji, pozwala na stosowanie tak parszywych metod, to jakieś wyższe instytucje powinny się za to wziąć. W końcu moralność wypadałoby też jakoś wyznaczać.

      Usuń
    2. Ludzie nie do takich rzeczy się posuwają, żeby zdobyć jakieś informacje... Wiesz, myślę, że gdyby większość osób nie czytała brukowców, pracujący dla nich "dziennikarze" czy paparazzi nie mieliby co robić. Wszystko sprowadza się do szarego Kowalskiego, czy pana Smith, który po prostu chce wiedzieć czy Kate jest w ciąży, czy nie. Popyt, podaż... :(

      Usuń
    3. Dlatego uważam, że jedno i drugie powinno dostać po łapach. Karioka, no ile można? Ale znieczulica jadąca po pielęgniarce, "bo była słaba"? Wiesz, myślę, że ludzi "zwykłych", którzy nie mają żadnego parcia na szkło, którzy nie łamią prawa, którzy żyją sobie swoimi życiami, ze swoimi sprawami, radościami i smutkami, ale we własnym małym świecie, powinno się zostawiać w spokoju.

      To może nawet nie brak moralności tak do końca. To pusta i bezpieczna bezmyślność.
      Mnie doprowadza do rozpaczy, że z życia ludzi robi się na moment szoł na pół świata. Jakby wszyscy musieli marzyć o popularności, bez względu na to, co za nią stoi i idzie. To jakaś pełna paranoja. Ktoś kręci film, gdzieś tam z góry, w którym pada ostatni klaps z komentarzem "Szkoda, pielęgniarka nie dała rady, jednak słaba była, ale prowokacja pierwsza klasa"?
      Nie. To nie film, to nie gra. I to jest ten problem.

      Usuń
    4. Co mnie dziwi (czasami), wszyscy zdają się być tym zmęczeni, znudzeni, ale bardziej zmęczeni, a to się toczy jak koło z góry. Brakuje kogoś, kto podstawiłby kij, o które te koło się zatrzyma. Przewróci.

      Usuń
    5. Pielęgniarka była ofiarą. Ponoć tamta "dziennikarska" para przeprosiła, bo nie spodziewali się, że ich żart może wywołać taką reakcję. Następnym razem (o ile do czegoś takiego dojdzie) jest szansa, że się zastanowią - o ile takie osoby posiadają w ogóle jakąkolwiek wrażliwość. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że dla kasy i sławy zrobią wiele :(

      Pamiętasz sprawę śmierci księżnej Diany? Wtedy też zrobił się szum, że gdyby nie jadący za tamtym samochodem paparazzi, nie doszłoby do tragedii. Boję się, że tacy ludzie pozbawieni są jakichkolwiek skrupułów :(

      Życie wirtualne i gry mają to do siebie, że nie są realne, ale jeśli ktoś zasady z sieci przenosi do życia, mamy taki efekt, jak teraz - z pielęgniarką. Ona popełniła samobójstwo - realnie, nie w trakcie gry. I nikt, ani nic jej tego życia nie przywróci :(

      Usuń
    6. Jasne, ale już wtedy trzeba było narzucić jakieś granice i karność. Nic takiego się nie wydarzyło.
      Widzisz, sprawa jest w tym, że dobrej prowokacji ulegnie KAŻDY. Dobrze ustawionej. To jest sztuka sama w sobie i dobrze się sprawdza. Dobrą prowokację to warto i za darmo zrobić, jeśli ma czemuś konkretnemu służyć, to nie w tym rzecz. Kwestia podejścia (chociaż ta prowokacja była po prostu słaba jak barszcz z torebki). Może to nie jest widoczne z dialogu, który faktycznie miał miejsce, ale mnie zdrażnił głównie komentarz "bo ona była słaba". No kamą. Zagrywki psychologiczne dobrze rozegrane zadziałają na każdego.

      Prowokacjom ulegają i ludzie z najwyższych stanowisk i z różnych środowisk. Ale komentarz "łe, słaba była". No może i była. No i co z tego? To znaczy, że co? Wypadła z gry, w której nie chciała brać udziału?

      Zbierze punkty ujemne? Spada level niżej?

      Ostatnio prowokacje mają miejsce już tak często i w tak różnych sytuacjach, że ciekawa jestem naprawdę kiedy i jak i kto się nad tym pochyli. Jako metodą wpływu jako taką, bo na pewno można zamknąć to w jakieś ramy.

      I na nie czekam.

      Usuń
    7. PS. dla mnie ci "dziennikarze" też są ofiarami. Jak już pisałam przy notce o kasie: są granice, przy których się mówi "nie".

      Usuń
  2. Marzenko, tamten komentarz "bo ona była słaba" świadczy tylko o tym, kto go wypowiedział - mierzy bowiem ludzi swoją miarką, czyli chyba faktycznie tak, jak napisałaś - według niego taka osoba "spada level niżej"...

    Właśnie - kto się nad tym pochyli i czy w ogóle to nastąpi??

    Dla niektórych nie ma ŻADNYCH granic...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl