11.12.12

Ja i książki cz. 2

Książki to ja czytam tylko na papierze. Tak grzmiałam do niedawna jeszcze. I grzmiałabym dalej, gdybym nie musiała przeczytać e-booka. Właściwie ten moment przyszedł przez Tomka Tomczyka i jego BLOGERA, którego zrecenzowałam niezwłocznie po przeczytaniu wersji papierowej. Najpierw jednak miałam e-booka, którego odebrałam na urlopie w Zakopanem. Gdy wróciłam z gór i zobaczyłam link w skrzynce mailowej od razu ją pobrałam. Powiedziałam sobie, że jednak nie po to wyjechałam na urlop z M., żeby czytać książkę. Przeczytałam pierwsze strony, jedną z nich wrzucam: 

BLOGER Tomek Tomczyk 
Dobrze, że to był jeden z ostatnich dni urlopu. Włączyłam cierpliwość. Po powrocie do domu miałam nadzieję znaleźć w skrzynce wersję papierową. Nie było. Pozostało mi przeczytać e-booka. Wtedy też się okazało, że wersja nie ma dla mnie znaczenia. Spędziłam nad "Blogerem" całą noc i dzień. Po przeczytaniu i nieprzespanej nocy czułam się pijana treścią. Nie, nie chodzi o poradnik. W końcu od tej strony ta książka nie mogła mnie zaskoczyć. Chodzi o zawartą w niej historię i co najważniejsze styl, zdania. Czytając książkę raz, albo szybko, często umykają nam smaczki. 

Do "Blogera" wróciłam jeszcze raz, po otrzymaniu wersji papierowej, przeczytawszy ją na podobnej korbie (książkę oddałam w chwili wzruszenia jeden dziewczynie, która ma wg mnie wielki potencjał na blogera, chociaż pracy przed nią też sporo, to dałam jej ten rok, może dwa, chyba że się podda). 

Dziś wróciłam do e-booka. I wiem jedno: nienawidzę jej autora :-) Znacie te uczucie, gdy czytacie coś i jakieś pojedyncze zwroty, zdania, trafiają w sam środek świadomości? Gdy jakieś pozornie banalne stwierdzenie rozdziera jakoś dziwnie od środka? Gdy się zastanawiacie, dlaczego on pisze o rzeczach, które nosicie w sobie od zawsze? Jakim cholernym trafem pisze o czymś, co mam w sobie? Uwielbiam czytać takie zdania po kilka razy.
To niby poradnik, a za każdym razem, gdy otwieram tę książkę (no proszę, otwieram e-booka), to te zwroty są jak wyrwane z moich myśli. Znowu. Strasznie mnie to irytuje, bo o ile jestem czytelniczką Kominka od chyba początku i mimo to, nie dam odebrać sobie dystansu, o ile przeszłam wiele przy jego tekstach i obserwując jego czytelników, gdzie miałam najlepsze pole do obserwacji zachowań ludzi, gdzie widziałam rzeczy, jakie ciężko zobaczyć na jakimkolwiek innym blogu (jak to wspominam, to mi się wydaje, że mi się to śniło, bo takie rzeczy nie dzieją się naprawdę), gdy wiele razy się z nim nie zgadzałam (bożesztymój, jak jego teksty potrafiły i potrafią mnie zdrażnić), to pamiętajmy, że blog jest miejscem autora, zawsze!, gdzie wiele razy się niezmiernie wzruszyłam (Requiem dla Ani, albo Kobieta idealna), albo po prostu bardzo uśmiałam, czy zadumałam. A to niby tylko blog.

Jednak zawsze, co by nie było, blog Kominka był miejscem, gdzie doceniałam przede wszystkim kunszt autora, który polegał na tym, że mógł on pisać o nodze stołu a to i tak by było jakieś. To był pierwszy blog, na którym nigdy do końca nie było wiadomo co jest prawdą (z resztą, co to znaczy "prawdą") a co fikcją literacką (no dobrze, mój też taki dla mnie był, ale to było co innego i inna skala). I to było fantastyczne. Naprawdę. Taki paroletni epizod z życia ówczesnej trzydziestki (Bogowie, jak on pięknie czepiał się trzydziestek). Jeśli ktoś zna bloga na takim poziomie żonglowania emocjami i słowami, to czekam na linki (na priv). 

Jednak zawsze wiedziałam jedno i właściwie zaczytywałam się w nim, bo Tomczyk jest pisarzem i ja wręcz oczekuję od niego szarpania moich emocji. Łzy też będą wskazane (mi się pojawiły przy epilogu  książki. Tak po prostu). Kominek tego nie ukrywał, że chce pisać książki (pamiętam pierwszy rozdział książki, która jednak nie wyszła. A szkoda), tylko do diabła, niech to robi. 
Dobrze, umówmy się, prawie każdy przechodzi w życiu przez etap: napiszę książkę. "Będę pisarzem" jest popularnym hasłem jak "będę milionerem". Jednak z nim jest ta różnica, że on nim jest. Od dawna. Teraz modne jest wydawanie książek i wydają je wszyscy w różnych formach i o różnej tematyce. Po tę warto sięgnąć, żeby poszukać swoich myśli. Można też po to, żeby zostać blogerem ;-)

Już kiedyś pisałam, że uważam, że artystom wolno więcej, to oni mają przekraczać granice i wyobraźni i poglądów. Kominek dalej jest blogerem i pewnie jeszcze długo będzie (kto określa blogerów mianem artystów i ilu warto? No właśnie), jednak dla mnie Tomczyk jest pisarzem i mam nadzieję, że za kilka, kilkanaście lat, będę miała na półce kolekcję jego książek. W czytniku też. Już nie powiem, że któraś wersja jest lepsza. One się zaczęły mocno uzupełniać. Ważna jest treść książki a nie forma jako taka. I okazuje się, że same książki na to wpłyną. 

Tak, czasy się zmieniają, a ja z nimi. Nieustannie. Będę dalej wypatrywać nowości technologicznych, jeżyć się na nie i pewnie nabywać, bo to jest w końcu mocno związane z moim zawodem, ale z pokorą przyznaję, że poza książkami papierowymi mam w międzyczasie pełną bibliotekę e-booków. Dopiero od niedawna sięgam do niej częściej. Teraz wrócę do dokończenia "Grywalizacji", która swoją drogą na dobry patent: zakup książki wiąże się z jej elektronicznym podpisem - na każdej stronie jest nasz adres mailowy.

Nawołując do ochrony lasów kiedyś będzie można może zdecydować, czy jakąś książka powinna pojawić się w naszych rękach na papierze.
Dla mnie liczy się jednak mieć na stałe i swoje egzemplarze takich książek, do których chce się wracać. Do których się wraca co jakiś czas. Do "Blogera" wracam, bo nie rozumiem do końca, jak to działa, bo w końcu przecież tam nie ma nie wiadomo czego. Historia jak historia, chłopak jak chłopak, bloger jak bloger. Więc o co chodzi?

Jeśli przeczytałam tę książkę na tablecie i czytam drugi raz i dokupię znowu wersję papierową, bo mi się okrutnie podoba okładka, to znaczy, że coś się dzieje. Tomek jest jeszcze młody. Wszystko przed nim. A co najlepsze, bez praktycznie żadnej zewnętrznej reklamy jego książka rozchodzi się jak ciepłe bułki.
Strasznie mocno trzymam za niego kciuki. Niech kiedyś siedzi sobie w tym Nowym Jorku i pisze dalej.
To kolejna postać z naszego polskiego podwórka, osoba z  pasją i piekielnym talentem, i w końcu pisarzem, którego książki chcę mieć na półce obok Kosińskiego i osobą, którą jak mało kogo od lat po prostu podziwiam.

Bardziej niż siebie ;-)