15.12.12

Wędzenie, moja ulubiona obróbka

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/
polędwica. dopiero co wędzona. smak nie do opisania.

A na dobranoc coś pysznego. Tylko żeby zachować pamiątkę tego smaku. Oczywiście, że na co dzień kupuję wędliny z regionalnych masarni, wędzone naturalnie, w dymie, które nie mają w sobie nic, poza przyprawami z marynaty, ale ta ze zdjęcia, to rarytas. Pan T. z mojej firmy wychodząc rzucił niedawno - nie będzie mnie 4 dni. Jadę do domku na wieś wędzić mięso.
- Poważnie? A wędzi Pan też na sprzedaż? To ja się piszę.
Popatrzył na mnie i wyszedł.
Wczoraj przychodzi i mi pokazuje cudo ze zdjęcia. Powąchałam. Zapach dymu olchowo-bukowego (Nie mam pojęcia jaki faktycznie, chociaż mogłam zapytać, ale ten mi ładnie pasuje), ale też mięsko polędwicy i lekko przebijający czosnek i przyprawy. Oczywiście, że wzięłam i teraz zajadam drugą noc odkrawając sobie po cienkim plasterku. Bez pieczywa. 

I takich smaków nam trzeba. Niech wracają pełną parą produkty regionalne, pyszne, ze smakiem i zapachem, jaki pamiętamy z dzieciństwa. 

Tak bardzo cenię slow food...  Mruczę wciągając kolejny plasterek i słuchając Chilli Zet.

 Uwaga, zaznaczam jednak, że wędzenie nie jest akurat najzdrowsze, ze względu na dym, który wnika w mięso czy rybę, ale jeśli się nie przesadza i sięga po wędzone czasami, to czysta rozkosz. Po prostu nie jadajmy tego zbyt często.