16.12.12

Tytani blogosfery i marketingu

Rzadko w blogosferze zdarzają się afery, które warto komentować. Nikongate wywołany przez wpis Segritty, do którego nawiązałam z zupełnie innej okazji, jest jednak szczególny, bo mocno potrząsnął blogosferą i światem marketingu. Wg mnie, bardzo dobrze, że tak się stało.
Pomijam najazd laików, którzy ani nie mieli bloga, ani w życiu nie mieli do czynienia z propozycjami reklamy czy współpracy (nieważne, z której strony), pewnie nie tylko blogowo, ale nigdy w życiu.
Ta sprawa pokazała tylko (po raz kolejny), że przez facebooka głupota nie znika, tylko przestaje być anonimowa.

Co mnie cieszy w tej sprawie? Ano to, że cenię sobie akcje, którymi krytykuje się zachowania nie fair, gdy szkala się dżentelmeńskie umowy, gdy robi się w konia klienta. Takie praktyki powinno się tępić, a nie chylić pokornie głowę. Dlaczego? Dlatego, że one wszędzie niszczą biznes. Konieczność pisemnego potwierdzenia? Jasne, w przypadku umów handlowych, bez względu na charakter. Błędy, nieporozumienia zdarzają się jak sytuacje losowe, ale człowiek biznesu, z honorem, będzie umiał przeprosić za błąd i zadośćuczynić. Na czas. Daleka jestem od popierania praktyk pt "pochwal się, jak zrobić klienta w konia". Takie praktyki zdarzają się coraz częściej, co jest jakąś katastrofą. Kryzys, nie kryzys, jeśli będzie przyzwolenie na niesłowność i nierzetelność, to świat biznesu padnie w kryzysie szybciej niż by się mogło wydawać.
W całej tej sprawie uderzyły mnie dwie sprawy: strach. Blogerów, żyjących ze współpracy z firmami i marketingowców. I reakcje w obu środowiskach.

Sprawa jest prosta: dobrzy marketerzy, dobre agencje doskonale widzą błąd i dla nich nie będzie dyskusji odnośnie celowości współpracy z blogerami, ale też wiedzą nie od dziś, że dobry, wartościowy bloger wymaga szacunku. Taki bloger nie zrobi też nic, co by mogło zaszkodzić reklamowanej marce (rzetelna opinia o produkcie, z krytyką włącznie zawsze będzie więcej warta niż przesłodzony wpis sponsorowany), bo z marką, której bloger sam nie ufa, nie nawiąże nawet współpracy. Ten mechanizm odsiewa automatycznie ludzi naciągaczy, którzy mają lekceważący stosunek do blogera, a do tego przeważnie kiepski produkt. Mam swoje doświadczenia w tym zakresie też, z czasów, gdy zaczynała się komercyjna współpraca z blogerami i doskonale wiem, jak bezczelnie beznadziejne ofery dostają blogerzy. Nie zmienia to faktu, że wielu się na to godzi, przez co jednak, po tylu latach można spokojnie przeprowadzić pewną segmentację samych blogerów, jak i propozycji, jakie są im składane. Poziom reklam, akcji, wpisów też bywa różny i dowodzi amatorszczyzny obu stron - marketingowca i blogera.
Nikongate, mam nadzieję, pomoże przeprowadzić tę segmentację jeszcze wyraźniej.*


Należy sobie jasno powiedzieć: blogerzy są różni, reprezentują różny poziom doświadczenia, wiedzy, umiejętności, które nie są im przecież potrzebne do prowadzenia bloga, ale są potrzebne do współpracy z firmami, agencjami itp. Tak samo jak marketingowcy, którzy też reprezentują różny poziom wiedzy i doświadczenia. W końcu nikt nie może znać się na wszystkim.
Właściwe umiejscowienie siebie samego ale też siebie wzajemnie też pomoże zapobiec błędom i zoptymalizować wyniki. Nie każdy bloger udźwignie większą kampanię, nie każda firma może sobie na coś większego pozwolić. Sama nie będę się bawić w segmentację blogerów i reklamodawców, bo to będzie dość czasochłonne, ale nie wątpię, że ktoś się na to zdecyduje i będzie to jedno z ważniejszych działań dla blogosfery. Szczególnie, że będzie to weryfikacja wymagająca okresowej aktualizacji. Jedni i drudzy będą się przecież rozwijać, bądź np. znikać z rynku, chociaż domeną blogera z marką jest stabilność. Nie krytykuję tym wpisem ludzi bez doświadczenia, tylko niepoprawne praktyki. Każdy ma prawo działać na miarę możliwości Chodzi mi tu o tych, którzy mierzą jednak najwyżej.  
To jak w dobrze działające firmie, która zatrudnia specjalistów, którym nie trzeba patrzeć na ręce, bo wiadomo, że każdy zrobi swoje i to na najwyższym poziomie, to jak outsourcing do najlepszej firmy w danej dziedzinie.  Z innymi może bywać różnie i faktycznie mogą wymagać kontroli i narzuconego planu, bo się mają prawo nie znać i trzeba ich pokierować. Kwestia odpowiedniego rozeznania i doboru sposobu współpracy.*


Wnioski po obserwacji fanpage'y firm, ich niski poziom i bezsensowność (ilość lajków nadal jest dla mnie bezwartościowym miernikiem), nasuwają mi wniosek, że to jednak blogosfera będzie kiedyś dla firm najbardziej wartościowym kanałem budowania wizerunku. Na równi z tradycyjnymi mediami i product placementem w filmach i serialach. I tymi metodami, które docierają do odbiorców, konsumentów a nie bezwartościowych lajków.
Liczę też na to, że ta akcja usztywni bardziej kręgosłup samych blogerów (obecnych i wzrastających), bo niezmiennie najcenniejszą wartością jest ich subiektywizm, z którego wielu rezygnuje ulegając potulnie warunkom umów, przez co w dłuższej perspektywie stracą wiarygodność. A tym samym przestaną być wartościowi dla cennych graczy i odbiorców.
Blogosferę opartą o wiarygodny marketing zawsze będą tworzyć przede wszystkim ci, którzy nie godzą się ślepo na wszystko, potrafią negocjować warunki i przede wszystkim, narzucają wzajemny szacunek we współpracy i pewne zaufanie w doświadczenie (dla mnie sztandarowa była akcja Kominka z Peugeot, gdzie wziął do współpracy też Segritty i Fashionelkę). Nie śledziłam za bardzo akcji, ale bardzo mi się spodobała swobodą, jaką dał Peugeot i pomysł, jaki zrealizowali wyjeżdżają bodajże do Chorwacji, na zasadzie "dokąd dojedziemy". Zabrakło mi tylko podsumowania z obu stron, ale to już zboczenie zawodowe. Sama akcja przeprowadzona koncertowo. I takie przykłady można mnożyć. Budowanie wizerunku marki i samych blogerów bywa profesjonalne. I o to chodzi przy tych najlepszych, po obu stronach. Wielu blogerów ma tak udane akcje za i przed sobą. I to nadal będzie się rozwijać, bo dla młodszych pokoleń blogi są normalnym elementem internetu.
Reszta będzie się pluskać w bannerkach za grosze, ale umówmy się, im to może wystarczyć.

Jako marketingowiec i prawie 10-cio letni bloger, od dawna zupełnie postronny, bo działam poza tym obszarem zawodowo i poruszam się po innych kanałach, obserwuję to wszystko i czasami nadal się dziwię, że ludzie z branży obawiają się wyjścia poza szablonowe myślenie i oczekiwane opinie. No tak to się będzie jeszcze 100 lat rozwijać.

Ja jestem slow, ale ta branża mogłaby zacząć gonić USA. Toż szlaki przetarte są dawno.
Ospałe to nadal.

Dojadam mandarynki i wracam do filmu. Jutro wracam do własnej strategii marketingowej 2013 i przy niej mam więcej do przemyślenia. Ta sprawa z Nikongate jest dla mnie oczywista. Blogosferę i współpracę komercyjną popychać do przodu będą najmocniejsi. Po obu stronach rytm narzucają profesjonaliści. A jest ich nadal niewielu. Poprzeczka się podnosi. Dobrze. 2013 ma szanse być ciekawy.
A do tych laików, którzy skrytykowali Segrittę, czy jakiegokolwiek blogera, który opisuje nieuczciwe praktyki, tylko jedno: załóżcie bloga i stwórzcie markę. Wtedy się wypowiadajcie. Do tego czasu po prostu obserwujcie i się uczcie, ew. zadając niegłupie pytania tym najlepszym a nie krytykując ich. Brak przemyślenia w krytyce jest smutnym dowodem głupoty. Odkąd świat światem.