16.12.12

Sobotnia noc bez gorączki

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/
wyjazd za Gdańsk. pozornie, bo to tylko jakiś nowy kawałek obwodnicy

Wątek 1. 

Kocham jeździć bez większego celu. Chociaż co jakiś czas. I kocham jeździć bez celu z M. Jako pasażer. Moja dominacja lubi chodzić sobie w cholerę i oddać mnie w ręce faceta. I daję się rozpieszczać, dopieszczać i po prostu kochać. Jako pasażer śpiewam i tańczę z radiem, komentuję jak głupia wydarzenia na drodze. Totalna blondynka. Dziś moim hitem był gość w maluchu, który bokiem przedriftował przez skrzyżowanie w Gdańsku. Inny przejechał na maksa przez czerwone światła. Po tym jak pruł, byłam prawie pewna, że leciał na letnich oponach. On hamował pewnie już dwa skrzyżowania wcześniej, tylko mu nie wychodziło. Pod Pruszczem inny wtoczył samochód prawie do samej Raduni. No zima jak ta lala. Strażacy narobią się za wszystkie czasy i to niekoniecznie ściągając kotki z drzew.
Dżizas, to są chwile, gdy niemożliwie kocham to miasto. Tu mieszka niemało ludzi z taką fajną, pokręconą wyobraźnią. Gdańszczanie zdają mi się być najbardziej wyluzowanymi mieszkańcami tego kraju. Mimo tego mrozu od morza, mimo wiatru i śniegu. Co jakiś czas każdemu odpala palma i nikt nie robi z tego halo. Po prostu mamy radochę. 

Czasami rozmawiam z kolegami i sobie planujemy odcięcie Gdańska od reszty kraju, uwolnienie miasta i przesunięcie go jeszcze trochę na południe, żeby cieplej było. Takie tam rozmowy przy kawie. Patrząc na historię kraju, to niejedna rewolucja wyszła stąd. Już dawno żadnej nie było i zaczyna nas nosić ;-)

Jako pasażer lubię się też droczyć, drażnić, podkręcać. Wychodzi ze mnie cała wredność niezajęta drogą i kierowaniem. Jak na złość - M. to lubi. Słuchacze, jeśli się zdarzają, mają ochotę wyskakiwać oknem. Kompletnie nie wiedzieć czemu. Pół drogi potrafimy się kłócić o takie pierdoły, że czapka mi się filcuje. Matko, jak ja to kocham.

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/
pasażer Nostromo
Wątek 2. 

Takie jeżdżenie, w ogóle samo w sobie, fantastycznie przeczyszcza mózg. I myśli. I wszystko staje się takie totalnie nieważne. Dziś okazją było fenomenalne na skalę ludzkości odkrycie nowego fragmentu południowej obwodnicy Gdańska. To też jedna ze spraw, za którą kocham Gdańsk. My mamy najlepsze drogi w kraju i długo nas nikt nie dogoni, co mi jest obojętne, bo mogę takich dróg innym miastom życzyć. Jak się tak leci z jednego fragmentu na drugi, z jakąś fajną prędkością, bez korków, mimo śniegu usypiającego jak waleriana, to od razu człowiek czuje się królem świata i z tego zajebistego dystansu patrzy na resztę z lekkim politowaniem. Nic nie poradzę, my mamy po prostu dobrze. 
I tak sobie pojeździć bez sensu. Genialne. Mieć na wszystko wywalone. I sobie śpiewać jakieś durne kawałki z serii "Moves like Jagger". Mrau.





Wątek 3.

Po powrocie doszło do mnie, co mnie tak ostatnio wnerwiało w fb. No przecież nie znajomi, bo nie dodaję ludzi, których nie chcę widzieć. Ale dzięki podsumowaniu roku, które fb wygenerowało, zobaczyłam o co chodzi. Zadałam sobie kluczowe pytanie - po co mi fb?
Ja jak szalona lajkuję każdą stronę i firmę, którą lubię, nieważne czy za produkty, usługi czy po znajomości. I co się okazało? Że wchodząc na fejsa widzę potworny śmietnik. Tak na dzień dobry, mam zapieprzoną tablicę wiadomościami z firm, portali i Bóg wie czego. No każdemu normalnemu człowiekowi powinno się zrobić niedobrze od ilości konkursów, promocji, superokazji, wyjątkowych ofert, wyprzedaży, wpuszczania na rynek nowego produktu. AAaaaaa!!! Uf. No i siedziałam dziś godzinę ponad odlajkowując. Odlajkowałam jakieś 300 stron (99% firm i produktów). Poważnie. Zdałam sobie sprawę, miałam jakieś olśnienie, że po co ja śledzę stronę firmy, skoro mam jej noże, ciuchy, tusz, perfumy, kremy, produkty spożywcze, kieliszki czy kawę, albo że czasami kupuję tam książki, skoro dostaję od nich 5 mln maili miesięcznie (które też muszę ogarnąć, ale to będzie krok 2). No po co? No ja też nie wiem. W końcu kupuję i doceniam ich produkty, tak? No tak. Out. Wszystkie firmy poszły w eter (z małymi wyjątkami). Uśmiech mi wracał z każdą odlajkowaną stroną. A to chyba nie tak miało być? No ale tak wyszło.

Co ciekawe, wiele fanpage było już od dawna nieaktywnych (po roku nieaktywności można to raczej założyć), wiele wzbudziło moje niemałe "ale o co chodzi?", bo ja ich nigdy nie widziałam (nie mówiąc o lajkowaniu), co tylko potwierdza teorię o sprzedaży fanpejdży. 

Jak skończyłam, posortowałam te co zostały (na razie jeszcze pobieżnie) i na mojej ścianie nastała jasność i tak jakoś jest o niebo lepiej i widzę, co piszą moi znajomi a osobną zakładkę mam dla "stron". Te strony, które śledzę w zakładkach i rss powyrzucałam z fb (większość). Po jaką cholerę mam się dublować? Fb nigdy nie zastąpi mi tego, co istotne, szczególnie, że w tej płynącej masie i tak więcej mi umykało niż trafiało, a nie miałam nerwów przewijać wcześniej niż pół ekranu czyli jakieś 10min.
Wiadomości zaczęłam śledzić przez appkę z wiadomościami z różnych gazet. Jakoś nic się nie zmienia. Myślałam, że fb mi to zastąpi, a okazuje się, że trafiające tam informacje stanowią w większości śmieci i fanpage prowadzone są jak dramatyczne przypomnienia o istnieniu czegoś. Bez sensu, ale to nie moja broszka. Dzięki podsumowaniu fb roku 2012 przekonałam się, że nie jest dla mnie jakoś nawet samo w sobie ważne. Nic mnie bez niego by nie ominęło. Jak kiedyś bez gg czy bez nk. Właściwie to dobrze. Ba, to bardzo dobrze. Jakoś zaczynam trochę rozumieć 90% moich znajomych i znanych mi ludzi, którzy o fb mają zdanie "a po co mi to?". Gdyby zobaczyli mojego walla, to tym bardziej by nie wiedzieli. Ja też. W końcu wiem i w końcu znowu mi tam dobrze i będę zaglądać bez irytacji. W końcu wszystko jest dla ludzi. Nawet fb ;-)

Moja rada - jeśli ktoś myśli, że na fb można mieć centrum dopływu informacji z wielu różnych dziedzin od newsów, przez gospodarkę, technologie, naukę, lifestyle, kuchnię, wydarzenia, rozrywkę i jeszcze, że stanie się kombajnem informacyjno-kontaktowym, to wyprowadzam z błędu. Nie ma cienia szansy. Zawodowo potwierdziło mi się, że fanpage nie jest dla każdej firmy, a przekonanie o tym było dla mnie ważne. Wiele firm straciło w moich oczach na swoim wizerunku. Do każdej teorii można dobrać argumenty. Moja mówiła, że fb może firmie być zbędne bądź szkodliwe. Mam już wystarczający materiał.

I wniosek z tego mam jeszcze jeden - nie mogę się wkurzać na fb za własne działania. Ja strasznie nie lubię szukać winny w innych. Ale o tym innym razem.