27.12.12

Pożyczmy sobie i innym

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/  morze zimą
Spacer nad morzem jest dla mnie tradycją bożonarodzeniową niezmiennie. W tym roku aura była niesamowita. Bardziej wiosenna niż zimowa, co nadało całości specyficznego klimatu.  Woda w morzu jest zimą tak niebywale czysta. Idąc lasem czuło się w powietrzu zapach grzybów. Mój brat, z którym rozmawiałam w święta powiedział - u nas jest 17st ciepła. Wyobrażasz to sobie? Ciężko poczuć, że są święta. 
Tak, odwilż w Wigilię była zabawnym zjawiskiem. Jakby pogoda powiedziała - odpuśćcie i wyluzujcie, jak ja  ;-)


http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/ Gdańsk
Spacer po samym Starym Mieście w Gdańsku to druga część mojej tradycji. Długa, jak Długa, ale Ogarna, jest dla mnie wyjątkowa. Mało kto wie, że znajduje się na niej kamieniczka, w której urodził się Fahrenheit. Na Ogarnej jest też Pałac Młodzieży, do którego bardzo długo zabierali mnie dziadkowie na wszelkiego rodzaju zajęcia: plastyczne, taneczne, śpiewu. Do dziś pamiętam młodzieżowy zespół muzyczny, w którymi wykonywaliśmy przeboje Fasolek, albo zajęcia z tańca klasycznego, po których ćwiczyłam cza-czę w łazience szkolnej, albo zajęcia na ostatnim piętrze, pod samym dachem, gdzie robiło się m.in. gobeliny. Na Ogarnej znajduje się też biblioteka Uniwersytetu Gdańskiego. Słońce odbijające się w oknach stwarzało wrażenie rozognienia. Wśród tych czerwonym cegieł było to zjawiskowe.
Od czasu rewitalizacji, do ulubionych miejsc spacerów dołączyła Szafarnia. I pomyśleć, że mieszkając tam ma się widok na prawie cały kościół Mariacki. To musi być fenomenalne.. dopóki się nie opatrzy ;-)


To, co jest ważne dla Świąt Bożego Narodzenia zostało spełnione. Rozmowy rodzinne są w naszych rodzinach akurat naprawdę pozytywnym przeżyciem (też te przez skype ;-). Wspomnienia, opowieści, rodzinnie, to rodzinnie. A w tle lecą kolędy. I czasami ktoś zanuci, ktoś się przyłączy, inni nie, bez zmuszania. Wszystkim ma być dobrze. I jest.

Pomijając wszystko: najważniejsze są życzenia. Zawsze przyjmie się dobre słowo, a już ze wzruszeniem, którego nie da żaden prezent, życzenia ułożone specjalnie dla odbiorcy, pod jego marzenia i pragnienia. Nietrafione życzenia mogą być zupełnie, jak nietrafiony prezent.
Zauważam przy tym, że o wiele trudniej jest ułożyć piękne życzenia, naprawdę indywidualne, niż kupić prezent. Do życzeń naprawdę trzeba się przyłożyć, bo dobrze ułożone będą brzmieć w głowie odbiorcy jeszcze długo. 

Dlatego też sama nie wysyłam kartek, a już zupełnie smsów z serii "wyślij do wszystkich".

Jak ktoś jest dla mnie naprawdę ważny, to piszę, albo najchętniej dzwonię. Chociaż za życzenia i tak zawsze dziękuję. Nawet za te seryjne (ok, nie mam na myśli zupełnego spamu od firm wszelkiej maści, albo od nieznanego numeru, gdyż jeśli nie mam kogoś w książce, to w święta się to z okazji seryjnych życzeń nie zmieni).

Nad życzeniami noworocznymi za to bardzo lubię pomyśleć i tym się zajmę do końca roku, razem z życzeniami, dla siebie tj, aktualizacją listy marzeń, którą prowadzę od 2006r. (z założeniami na 2007r.).
Z biegiem lat niezmienną przyjemnością samą w sobie jest skreślanie spełnionych i dopisywanie  nowych marzeń. Niektóre ciągle po prostu są i czekają. Z każdym rokiem aktualizacja tej listy, to właściwie coraz większa przyjemność.

Listę marzeń można stworzyć w każdym momencie roku. Końcówka roku jest dobra, jak każda inna pora. Aktualizację też dobrze jest robić co kilka miesięcy, szczególnie, jeśli coś się spełnia. Ba, dobrze jest też wykasować niepotrzebne kaprysy, gdy przestajemy tego chcieć, bo kaprysy też nieraz podszywają się pod marzenia. Więc jeszcze raz przypominam o liście marzeń. Kto jeszcze nie ma - do dzieła, a kto ma, to niezła pora na aktualizację ;-) 

Postarajmy się wysłać życzenia na Nowy Rok jak najbardziej spersonalizowane. 
(albo wcale, bo naprawdę nic się nie stanie, nie wypłynie to na relację, jeśli nie wyślemy, bądź nie dostaniemy "wszystkiego najlepszego".)