15.8.13

3 pytania, czyli co ja sobie wyobrażam?



Czasami słyszę magiczne pytania (w tzw. realu). Pytania dalece egzystencjalne, a dotyczące mojego blogowania, o którym nie mówię wszędzie, ale zdarza się. Spontaniczne sytuacje rozmów, które czasami rodzą się w dziwnych okolicznościach. Blogowanie to niezbadany kosmos (niektórym się wydaje inaczej, podobnie jak z prawdziwym kosmosem).

Postanowiłam zebrać 3 pytania, które wynikają pewnie z trendu i odpowiedzieć w najodpowiedniejszym miejscu, czyli tu.







1. Czemu blogujesz?

Bo lubię. Blog jest dla mnie jak sztaluga. Jestem niespełniona artystycznie i blogowanie działa na mnie terapeutycznie. Bardzo mnie cieszy, gdy trafia tu ktoś, kto czegoś szuka. Fantastycznie, gdy okazuję się pomocna, inspirująca, uspokajająca. Ostatnio pewien czarujący mężczyzna, także blogujący, powiedział na spotkaniu, że we mnie czuje się równowagę. To komplement stulecia, ponieważ slow life by marzena jest obrazem, lustrem mnie. Czyli to widać. To ważne, żeby blogi były spójne z autorem. To chyba najważniejsze. Uwaga, wcale nie jednoznaczne z pozorami. Umiejętność oceny autora po blogu = umiejętność oceny ludzi. Ktoś coś na blogu kreuje? Znasz się na ludziach, to to też zauważysz. Nie, nie skrytykujesz. To kreacje kolorują świat. Budzą go z ospałości.

Zastanawia mnie różnica między blogowaniem dla siebie i dla innych. Czy coś takiego istnieje? Wątpię. Pisząc otwartego bloga robi się to dla siebie  i dla innych. Tworząc cokolwiek w otwartej przestrzeni robimy to dla siebie i dla innych. Dla mnie moje blogi są sztalugami. Każda notka to jakieś zapełnienie przestrzeni. Ekspresja. Tak właśnie do tego podchodzę. Tak. Jest to dla mnie ważne. Lubię archiwa. Im dłużej piszę, tym bardziej.


Slow life. Prawda jest taka, że świat zamula w niewłaściwym zorganizowaniu. Skąd wiem? Gdy ja wrzucam wysoki bieg, to wszyscy zostają daleko w tyle. A niby tacy zabiegani.
Gdyby się zatrzymali i popatrzyli na to  z boku, to by zrozumieli.
Przynajmniej mam czas, na co chcę.


2. Czemu nie zarabiasz na blogowaniu?

Na pewno przyjmę świetną propozycję współpracy (np. chciałabym mieć stałego patrona, jak marzyć, to marzyć). Cuda się zdarzają. Jakość. Jestem nierealistką, bo wiem, jakie są realia.
 W tym miejscu rozwiewam podejrzenia: nie współpracuję i nie współpracowałam z magazynem SLOW. Polecałam, bo szczerze mnie zachwycały nabyte numery. Od dawna jednak nie miałam przyjemności.


Zdarta płyta "co ty sobie wyobrażasz?". Co ja sobie wyobrażam? :-)

Gdybym blogując myślała o tym, co myślą o mnie inni, to zaczęłabym myśleć jak oni i robić to, czego oczekują, a mówiąc wprost - oczekiwania innych są z reguły cofające w rozwoju bądź skrajnie egoistyczne, pod nich. Rzadziej inspirujące i motywujące.

 Lubię ludzi i sytuacje dające mocne i konkretne win-win, bo to działa długofalowo. Tak, jestem wymagająca. Nie pasuje? To już nie mój problem, ale rozumiem. Szanuję. Idź sobie.

Wyprzedzam czasy i nierzadko jakaś notka wybija się po miesiącach i leci w świat niewiadomymi poleceniami (klucz dla mnie zupełnie niezrozumiały). Dobrze. Ja nie mam żadnej strategii do bloga, bo by mi to zabiło chęć pisania. W dużej mierze blog żyje swoim życiem. Dobrze. To twórcze i inspirujące, dla odmiany dla mnie.

Widzisz? Tu nie ma społeczności. I przyznam, że mi to szalenie odpowiada. Czy komuś tego brakuje? Nie sądzę. Mnie na pewno nie. Znając zasady funkcjonowania w social mediach dokładnie je łamię. Nie mój klimat. Chociaż pewnie kiedyś za tym zatęsknię. Gdy przyjdzie coś nowego :-)

Czasami dostaję takie maile czy komentarze, że mi serce topnieje. Albo gdy mogę o czymś z bloga porozmawiać w realu i odwrotnie. Tak. O to chodzi. Tym karmi się moja dusza blogerki. Nic nie poradzę i znowu "dziękuję" za ten feedback.

Służbowo też kocham być skuteczna. Jestem kobieta konkret. Prywatnie niemniej. Nie, to nie empatia. To próżność. Artystyczna potrzeba widzialnego wyniku. Jak z malowaniem obrazu. Każdy udany motyw to sukces.

Leniwie wychodzę z założenia, że co mi jest pisane, to będzie. Mam kilka mocnych scenariuszy siebie. Każdy dobry. Najlepszy? Każdy. Kocham swoje życie. Moje myśli i tak krążą na wielu orbitach. Jest dobrze. Równowaga w pełni. Blog to moja prywatna sztaluga. Właściwie dwie. To moje kosmosy. Potrzebne mi do równowagi. A to akurat bezcenne.


3. Nie ma cię w blogosferze. Dlaczego?

Jestem. Duchem i blogiem.

Blogosfera jest dziś taką samą branżą jak inne. Ma swoje środowiska, centra dowodzenia, guru, idoli, liderów, grupy i subgrupy. Ludzie dzielą się we wszelkich kombinacjach. I super. Nieważne, czy ktoś zrobił z bloga narzędzie pracy, czy to blog kulinarny czy technologiczny albo marketingowy czy modowy, albo kosmetyczny lub klasyczny pamiętnik, albo mix. Integrowanie jest. Zawsze. Normalne. Tylko doba nie jest z gumy i ważne są priorytety. Jeśli je mamy. A mamy.

Dziesiątki spotkań, zlotów. Integracja jak należy. Jak w każdej branży. I pięknie. Ludzie w każdym wieku i przeróżni. Zawsze to kochałam w blogosferze. Od jedynego (na jakim byłam) zlotu blogerów bloxa w 2008r. zmieniło się wszystko. Rozwinęło aż po Blog Forum Gdańsk.
 Ja bywam, ale w swojej branży. Umiar must be. Wyjątki to wyjątki, ale wbrew pozorom blogosfera to nie są ciągle te same twarze. Tych samych jest naprawdę kilka. To już marki, wielu grzeje się w ich świetle. Reszta jest jak lawa. Jak wszędzie. Branża jak każda inna.

 Ludzie przewijają się przez blogosferę, jak na lotnisku. Nie wierzysz? To popatrz na blogosferę (bardzo szeroko), dziś i za 10 lat. Albo 10 lat wstecz. Polecam, bo to widzę i lubię robić przelot co jakiś czas.

Jako ciekawostka: jeszcze dwa lata temu nie było praktycznie blogów samorozwojowych, abo motywujących pozytywnych, gdzie autorzy piszą bardzo na plus, dają do myślenia (Wyjątek w blogach motywacyjnych, których jest nadal mało - Kominek. On zawsze był wyjątkiem i nie tylko w tym, ale Kominek to Kominek. Wiadomo. Czy "Bloger" wszedł już do kanonu lektur? Pewnie jeszcze nie, bo świat do niego dojrzewa. Teraz czekamy na kolejną książkę Tomka).

Dziś jest blogów pozytywnych w wydźwięku zatrzęsienie. Super, bardzo dobrze, że ludzie zakładają blogi, żeby obserwować i motywować siebie i dzielą się tym, często też fajnymi linkami czy przemyśleniami. Widzą efekty pracy nad sobą, jak rzeźbienia ciała na siłowni. Brawo. Wielka contra dla blogów "moje życie jest beznadziejne, więc ponarzekam na blogu, zamiast coś z tym zrobić". Drugą nowością są blogi "eksperckie". Fajne to to :-) Pomijając faktycznie eksperckie albo raczej tematyczne wyjątki (uśmiech dla moich ulubieńców). To nadal szczyt góry i najcenniejsza wiedza zawierana będzie w książkach.

Rozwijajmy się pomyślnie. Wszyscy. Co komu pasuje. Dzięki temu blogosfera jest tak cudnie nie do ogarnięcia.

 Za to pysznie jest spotkać się z kimś z blogerów, bądź osób, które poznałam przez blogowanie, z którymi się dobrze się rozumiem. Kilka takich pereł mam. Po tym widać, jak wszyscy się diametralnie różnimy. W jak różnych światach żyjemy na co dzień. To naprawdę fantastyczne. Ważne, żeby przy tym integrowaniu zostać sobą, ifjunowłotajmin. Przez zbyt silne uleganie wpływom blogi stają się do siebie podobne. To niebezpieczne. Uważajcie z tym. Podziwiajcie, nie kopiujcie. Pokazujcie siebie. Indywidualizm blogowania, subiektywizm blogera to podstawa i ona musi być constans. Przynajmniej tych blogów, które mnie porywają. Poza moimi :-)

Hm.


Nic to. Odwracam się i robię swoje.

Kocham blogowanie nocą. Pracę też. Latem to idealna pora.
Tęsknię za upałami. Tak na marginesie.


I tak to się pięknie kręci.
Nadal będę wyprzedzać czasy. Tak było z blogiem o slow life. Tak było z mim-em. Blogowo wystarczy.
Btw. Chyba powinnam dopisać do notki o Morskim Oku, że idzie się nad nie 5 godz w jedną stronę. W tym 2 godz się zrzędzi. Googlanie tego u mnie to jakiś żart :-)

Dojrzewa we mnie książka o małżeństwie. Jedno sobie obiecałam: będzie inna. Bo będzie. To wielkie marzenie.


Slowly. Wszystko w swoim czasie. Mam już tytuł, który jest sztalugą najsilniejszą z możliwych (mój guru też go pochwalił, hell yeah). Blogowanie pomaga zbierać myśli.

Wszystko w swoim czasie.


Na koniec mała refleksja:
Blogowanie przetrwa wiele i się nie skończy. Ba. Dopiero raczkuje. Czemu? Bo ludzie chcą mieć swoje miejsca w sieci. Nieważne czy blogi, vlogi czy blogi fotograficzne itd. To nowa forma rysowania na ścianie w jaskini, albo tańczenia wokół ogniska. Ludzka natura. Ja z tym po prostu nie walczę. Poddałam się dawno. Bo to jest:

Cudne.