4.8.13

Spon.taniczne


Belgijskie frytki. Pierwsze w Gdańsku. Jedziemy na Przymorze. Cudo. Frytki prosto z Belgii. Specjalna odmiana. Autorski sos do tego. Wow & oh yeah. Jako wisienka na torcie kultowy WOSTOK.

- Co masz? - zaglądam do M. - Curry, a co ja mogę mieć? - odpowiada. Faktycznie. Dla niego wszystko może być z curry. Ja wzięłam sos z papryką.

Zderzenie z rzeczywistością.





Szczerze? Nie? No to napiszę szczerze.
Wostok rozczarował mnie sztucznym aromatem imbiru i estragonu i tablicą Mendelejewa w składzie. Po co? Napój za 7zł może być bardziej naturalny.
 Klimat budy jest nawet dobry, bo przypomina czasy przyczep z zapiekankami sprzed 20lat. Nie. Nie chwyta mnie. Wolę wspomnienie i wybaczam to tylko miejscom, które w zamian serwują genialne jedzenie. To nie ten przypadek. Pozytyw? Bardzo sympatyczna dziewczyna w okienku. Same frytki? W sumie nie wiem. Zataplał je sos. Sos, zupełnie nie w moim guście. Bez sosu byłoby najlepiej. Sól powinna wystarczyć. Lekcja na przyszłość: gdy chcemy poznać smak kultowych frytek, to nie bierzmy do nich sosów. Co i tak nie zmienia faktu - frytki nie powinny być tak twarde, tylko chrupiące.
 Jak grzeszyć, to ze smakiem. Nie tam.


(...)
Pl
us.

 Inna data.

 Wracamy w nocy z G&T. Ludzie w moim klimacie. Za nami fajny wieczór. T. trenuje pole dance i dobrze nam się o tym i nie tylko, rozmawiało przy winie.

 Dojeżdżamy do naszej dzielnicy.

 - M. pojedźmy nad morze - mówię
- Kto chce nad morze? - chwyta temat G. Decyzja zapadła. 

Stogi nocą. Nie byłam tam chyba z 10 lat i zapomniałam, jaki tam jest genialny widok na port. Wszystko jednak blednie na tle księżyca, który wyglądał jak wielki czerwony żagiel na morzu. Niestety telefon tego nie chwycił. Jednak jeśli ktoś właśnie przebywa nad morzem, to polecam spacer po północy, którąkolwiek z plaż. Klimat jest wart wszystkiego. Love lato nad morzem. Pogoda jest w tym roku cudowna.