19.8.13

Składka strachu

Dawno, dawno temu, za górami i rzekami pewna Marzena wzięła kartę kredytową w banku GeCapital. Z biegiem lat korzystała sobie z karty radośnie i beztrosko. Jakiś czas temu bank GE został połączony z BPH. Marzenie było to obojętne. Jedyny zgrzyt powstał, gdy prawie 3 godziny trwała aktywacja kanału internetowego, ale powiedzmy sobie, że 3-godzinny pierwszy raz z kilkoma podejściami może się zdarzyć najlepszym bankom.
To co Marzena lubi szczególnie, to prywatna opieka medyczna, którą ma za jakąś śmieszną składkę do karty. Długi czas Marzena płaciła też składkę na ubezpieczenie od utraty pracy i życia. Albo zdrowia. Już nie pamiętam.
Z przyjemności tej jednak zrezygnowała i żyje dalej szczęśliwie.




Tak by się zaczęła bajka. Sceneria z kreskówki Disneya. Przechodzimy do reala.
Zapnij pasy.




Strasznie mnie dziś bolała głowa. Przedziwne uczucie, bo mnie nigdy nie boli głowa. Umieram od tego gniecenia mózgu, ale bywa. Za dużo mam do załatwienia, żeby uciekać w ból głowy.

Zadzwonił mój prywatny telefon.  Poczekałam aż chwilę pogra mój ulubiony kawałek salsy. Odbieram.
Pani z banku BPH. Hm. Proszę, żeby dziś nie przedstawiano mi żadnych produktów, ofert ani usług. Z reguły grzecznie rozmawiam, ale dziś ten ból głowy nie dawał szansy na nadprogramową uprzejmość.
Pani z banku drąży. Ok. Taka praca.
Bla, bla, bla.
- Czy ma pani ubezpieczenie karty na wypadek utraty pracy, zdrowia bądź śmierci? - pyta pani, mimo, że doskonale wie, że nie mam, bo by nie dzwoniła.
- Proszę pani, dobrze pani wie, że nie mam, ale zapewniam panią, że to mój wybór i świadoma decyzja. Miałam ubezpieczenie kilka lat. Wystarczy.
- Nie była pani z niego zadowolona? - słyszę z drugiej strony
- Było cudowne - pomyślałam, ale odpowiadam - Nie korzystałam z niego, więc nie mam opinii. Nie chcę go wznawiać. Czy możemy dziś zakończyć ten wątek? - pytam grzecznie, bo głowa mnie boli i naprawdę nie chce mi się o tym dalej rozmawiać
- A czy nie boi się pani, tego co się stanie, jak straci pani pracę albo zdrowie? - pada pytanie oświecające, naprowadzające.

Argument działający na każdego rozsądnego człowieka. Zabezpieczenie. Bezpieczeństwo. Nie zostanę z problemem. No przecież! A już prawie do tego dopuściłam! No co ja bym bez tego wsparcia i kluczowego pytania zrobiła?

- Wie pani co? Mam tak niski limit, że kompletnie mnie to nie martwi. Zupełnie. To ostatnia rzecz, która by mnie martwiła w przypadku utraty zdrowia czy pracy, bo mnie to nie zrujnuje. Coś jeszcze?

Pani pożegnała się i oddaliła w stronę zachodzącego słońca.


No drogi banku BPH. Jak wy będziecie manipulować mną poprzez strach, to się pogniewamy.


To ja proponuję, żeby AC sprzedawać sugestywną motywacją - a nie boi się pan/ pani, że ktoś w samochodzie niechcący okna powybija, lakier porysuje?

Powodzenia, ale to nie jest jednak najlepsza droga do mojego serduszka.

Ja rozumiem (w końcu jestem marketingowcem), jak ważne są emocje w reklamie, ale najgłupsza wróżka nie buduje wróżenia na strachu. Przemyślcie to drogie ubezpieczalnie. Ja mam tego ubezpieczenia chcieć dla poczucia komfortu a nie wykupić je ze strachu. Niech ktoś pokaże wam różnicę palcem. Ja nie będę. Kultura osobista mnie powstrzymuje, bo pokazywanie palcem jest niegrzeczne ;-)

Na koniec jeszcze jedna sprawa, równie istotna: jeśli ktoś prosi, żeby dziś nie składać mu ofert, to tego dnia się odpuszcza. To kwestia i kultury i skuteczności.