25.8.13

Blue Jasmine



Cate Blanchett. Mam do niej słabość, bo ma idealną klasę.

Woody Allen wrócił do formy. Nieprawda. Dla mnie zawsze jest. Nawet jeśli jest w gorszej formie, to i tak reszta świata jest daleko za nim.

Blue Jasmine. Mocny film.
Mało w nim komedii, mało przesady. Dużo życia. W końcu Allen jest mistrzem przekuwania obserwacji w obraz.





Wychodząc z kina z przyjaciółką zastanawiałam się, czemu kobiety tak lubią udawać, że nie widzą. Odwracają głowę, aby uniknąć zakłopotania, mówią o wolności, gdy partner zdradza, udają, że nie widzą, gdy je oszukuje, wcale nie w imię milionów, prezentów i pięknego poziomu życia od strony materialnej. Wyrachowanie? Naiwność? Miłość? Nieporadność życiowa bez mężczyzny u boku? Nie wiem. Nie znam się. Niezależność nie potrzebuje mężczyzny. Ja żyję w zupełnie innej kompilacji. Na planecie - jestem niezależna. Facet nie służy mi do zdobywania pieniędzy. Sama dbam o swoje potrzeby. Dopiero wtedy mogę kochać. Bycie kobietą na utrzymaniu męża, z założenia? Jak to jest? Kiedyś nie pracowałam 4 miesiące. Straszne to było. Brak własnego źródła dochodu. I te komentarze: "niech cię mąż utrzymuje". I tłumacz, że tak nie chcesz. Nigdy nie chciałam. Jakbym chciała, to bym bogato wyszła za mąż. Miałam okazję kilka razy w życiu. Facet to nie towar na wyprzedaży. Pieniądze same w sobie nie są jego wartością dla mnie. Dla mnie. Dla innych są ważne jak kolor oczu, czy kształt ust. Ok. Dla mnie ważniejszy jest potencjał i charakter. Zaradność. Kasa to zawsze tylko efekt. Ważny. Ale efekt. Facet ma być dla mnie partnerem. W każdym wymiarze.

Wracając...

 Dżizas. Jak ja cierpiałam, gdy nie mogłam pracować. Depresja to było mało. Jak Jasmine, która musi zapracować na siebie. Jak to jest, że dokładnie odwrotna sytuacja wywołuje jednakowe reakcje, odczucia? Dla niej praca była poniżająca jak dla mnie jej brak.


Przyjaciółka, z którą byłam w kinie jest taka jak ja: samodzielna do granic przyzwoitości. Też mają osobne konta z partnerem. Nie kontrolują wzajemnie wydatków. Ich relacja jest podobna do mojej z M.

Jesteśmy współczesnymi amazonkami. Dziwny typ.
Nasi faceci mogą być pewni jednego: jesteśmy z nimi, bo ich kochamy. Gdy są na szczycie i zarabiają krocie, gdy są na zakręcie, to po prostu jesteśmy obok. Nieważne jak idzie zawodowo, mogą na nas liczyć, jak my na nich. Wsparcie, gdy trzeba. Poza tym każdy robi swoje. Na co dzień wymijamy się, żeby spotkać się w nocy, czy w ciągu dnia, na tyle, ile trzeba, ile potrzebujemy. Wiemy o sobie ile mamy wiedzieć. Wiele nie wiemy. Nie chcemy. Nie potrzebujemy. Lubimy nie wiedzieć, ale czujemy, że to, czego nie wiemy i tak jest ok.

Jesteśmy tymi typami par, które potrzebują niedomówień, niewiadomej. Nie pierzemy sobie myśli  i nie opowiadamy, jak minął dzień. Uszanowanie autonomii. Szczyt dojrzałości.
Zaufanie? Nieprawda, że trzeba kontrolować. Nie partnera.
Nasza dojrzałość nie potrzebuje dowodów.

To druga para, poza moim małżeństwem, która nie potrzebuje dowodów. Drogie prezenty, wyjazdy, spontaniczne wyjścia i wyjazdy w środku nocy. Jak jest kasa, to się szaleje. Jak nie ma, to się czeka, aż wróci. Jak nie ma, to nie wpływa na związek. Związek może się rozpaść przez wszystko, ale nie przez kasę. Ona jest jak barometr i czasami lubi sprawdzać, testować ludzi. Przychodzi, rozpieszcza i i odchodzi na chwilę. Jak zaufanie. Zdasz - nie zdasz. Bujaj się ze swoją słabością, wątpliwościami, poczuj się głupio, gdy pochopnie ocenisz. Ha! Rozumiesz? Wiesz o co chodzi?

Odpłynęłam z jednym z wątków.


Allen i miłość.
A co z próżnością, pogardą, prostotą, klasą, szczerością, relacjami rodzinnymi? Za chwilę.

 Film jest jednym z najlepszych ostatnich lat. Allen wrócił. Odsuwając się od romantycznych komedii daje nam porządny kawałek kina.

Kurde, ten facet ma dar.
Mały, brzydki a geniusz naszych czasów.

Dziękuję mu za to. Dobrze mi ten film zrobił jak dotyk własnych dłoni.

Jasmine jest niesamowitą kobietą, która jest przystosowana do życia w luksusie, nie znajdując się poza nim w sposób wręcz upośledzony, potrzebuje mężczyzny, bogatego, wręcz koniecznie. Jej siostra, samodzielna, dzielna, chociaż żyjąca skromnie, pełna niewiary w siebie z podejściem, że Jasmine ma lepsze geny. Ich relacja wywołuje momentami dreszcz. Jest jak lekcja BHP, pokazująca, jak można się krzywdzić.

Film doskonale pokazuje, jak różne mamy definicje szczęścia. Jak różne są nasze oczekiwania w stosunku do siebie, innych, odnośnie relacji damsko-męskich. Jak buduje się korelacja między pogardą i litością. Ten wątek jest świetny.

Naprawdę podziwiam Allena.
Świat psychologii leży u jego stóp, a on go zamyka w filmach.

PS Spokojnie, prawie zupełnie pomijam fabułę. Jak to ja.