7.1.14

Na zdrowie



Debata na temat picia i prowadzenia samochodu osiąga Zenit absurdu.

Jak bezmyślnym trzeba być, żeby wsiadać za kierownicę po alkoholu? Po jakiejkolwiek dawce. Dlaczego to tak dziwne i po co pytam? Bo jeśli coś się stanie, to człowiek do końca nie będzie wiedział czy to nie przez to małe piwo, czy lampkę wina. Przesadzam? Nawet jeśli, to wolę przesadzać w tę stronę i wyznawać zasadę: piję, nie jadę.
Bez "ale".
Przy okazji, jeśli coś się stanie, to i tak będzie wina kierowcy pod wpływem. Słabe, nie? Well.




Cholera, no odrobina wyobraźni. Wypadki się zdarzają i nie da się ich całkiem wyeliminować (dlatego są wypadkami), ale jeśli istnieje cień prawdopodobieństwa, że możesz im zapobiec, że np. danego dnia będziesz prowadzić, to daj spokój. Jeśli libacja dnia poprzedniego była taka, że budząc się doskonale wiesz, że jeszcze jesteś pijany, to daj spokój. Wyszło inaczej? Trudno. Są taksówki, masz znajomych, niech cię ktoś odwiezie, jest komunikacja miejska, prześpij się. Są rzeczy, przy których nie ma wyjątków, bo wyjątki mogą mieć  skutki niewarte żadnej imprezy, czy lampki wina do obiadu.

Nie czekaj na kary prawne, nie sprawdzaj punktów, dozwolonej ilości promili. Niech to będzie bez znaczenia. Masz prawo jazdy, a nie licencję na zabijanie.

Odłóż kluczyki i się napij, albo jedź i nie pij.

Nie wygłupiaj się udowodniając, że "szybko spalasz alkohol" albo że "masz mocną głowę".
To akurat nie jest tylko Twoja sprawa.