12.1.14

Para-m para-m para-m

Hej Homoseksualist(k)o,

nie wiem, jak się do Ciebie zwracać, ale wolałabym po imieniu, którego nie znam. Ponieważ niedziela to taki szczególny dzień (bo tak), to chciałabym Tobie opowiedzieć pewną historię. Historię o tolerancji.

Myślisz, że masz problem z akceptacją? Hm. No to Ci powiem, że tak Ci się tylko wydaje. To nie jest dyskryminacja. To mentalność. Nie chodzi o Ciebie. Polska tak ma, że nie lubi, gdy pary (obojętnie jakiej płci) okazują za bardzo, że są razem. Jak myślisz dlaczego na ulicach nie widać całujących się par? Czemu na imprezie nie mogą stać przytuleni? Czemu na dobrą sprawę nie widać par w przestrzeni publicznej? Bo Polska tego nie lubi. O seksie porozmawiasz z każdym, ale okazanie tego, że się jest w cholernie udanym związku jest niepoprawne polityczne, bo zawsze razi moralność wrażliwych ortodoksów albo sprawia przykrość singlom, którzy rzygają, gdy para spojrzy na siebie z czułością, albo się przytuli czy pocałuje. Co najczęściej się usłyszy? "W domu róbcie takie świństwa". Jak para idzie przez miasto w biały dzień, to niech nie próbuje się zatrzymać i całować na środku ulicy, bo takich zboczeń nikt nie chce oglądać (bo nie można przecież nie patrzeć). A w ogóle niech się nie obnosi z tym, że jest parą.





Homoseksualist(k)o,  a ty myślisz, że czemu hetero randkują po nocach? Że światło księżyca jest niby takie romantyczne? No jest, ale trzeba się chować po parkach i wydmach nadmorskich, żeby się spokojnie pomiziać na świeżym powietrzu. Nie, nie mówię nawet o seksie. Wiesz, takie normalne, poleżeć z głową na jego piersi, albo odwrotnie i się całować leniwie. Czy usiąść na nim i się po prostu przytulić. Nie, my takich rzeczy też nie możemy, bo to paskudne i razi innych. Wiesz, ja jestem romantyczką i całująca się para zawsze mnie rozczulała, za czasów singla też. A już w ogóle całująca się w deszczu, w bramie, albo gdy ona chce usiąść  na nim (wygodniej niż odwrotnie), na kocu latem, na polanie,  w parku i opleść go sobie udami, masując mu plecy. Nie, no zboki. No dobra. Dalej.

Mam taki szczególny obrazek w głowie z czasów, gdy mieszkałam w Niemczech. Wracałam ze szkoły i na stacji metro całowała się para. Chłopaków. Cholera, jacy oni byli obaj przystojni. I to było właściwie jedyne, co pomyślałam. I fajne wyglądali. Jak to całująca się para. Ludzie przechodzili obok bez jakiejkolwiek reakcji. Wiesz, tam w ogóle dość zwykłym obrazkiem są pary miziające się w miejscach publicznych. Kawiarnie i kawiarenki buzują od podniecenia. Ludzie zamiast to tępić jakby czerpią z tego wzajemnie energię.

W Polsce pewnie już by obrzucili tych dwóch chłopaków jajkami, a jakaś przechodząca babcina zdzieliłaby ich torebką, albo jakaś zgorszona matka stojących obok dzieci pewnie by już dzwoniła po wszystkich znajomych. Bo to takie ZŁE. No taka specyficzna poprawność polityczna.

Flesz. Inna scenka też z Niemczech. Impreza w ogrodzie. Od razu widać pary. Są albo objęci, albo w jakiś sposób się "oznaczają". Widać to w ich spojrzeniach. Tam swobodnie żyją w jednej przestrzeni i single i pary. Bez najazdów, dogryzania, docinek i hamowania, a jak już to bardzo humorystycznie. Nie, nie tylko w takich okolicznościach. Granice wyznacza kultura, a nie fałszywa i karykaturalna przyzwoitość.

Dlatego nie bierz tego do siebie. Tu tak jest i na pewno nie jest to kwestia płci. Tu wszystko się dzieje po ciemku i w ukryciu, albo na dzikim uboczu, bo inni nie lubią, gdy ktoś okazuje sobie uczucia, bliskość a już zupełnie pożądanie (nie mówię - uskuteczniają, ale pokazują, bo całowanie się na ulicy nie jest niczym więcej). Większość ludzi widząc to, się peszy i czuje niezręcznie i nie wiem co jeszcze, bo tylko o tym słyszałam.

Wiesz po czym poznać w Polsce turystów, szczególnie zagranicznych? Oni o tym wszystkim nie wiedzą i zachowują się totalnie naturalnie i swobodnie. Przejdź się kiedyś ulicami miast turystycznych w sezonie i zrozumiesz, o czym mówię. Tylko bajer polega na tym, że oni się zachowują po prostu normalnie, jak para, a nie dlatego, że są z dala od domu i nikt ich nie widzi. Plusem turystycznych miast jest to, że to jest akceptowane, ale zapewniam cię, że nie wszystkim się to tak samo podoba.
No taki kraj. Także jak chcecie walczyć o prawo do otwartości, to zrozumcie, że walczycie z niechęcią do okazywania uczuć, bliskości i namiętności jako takich. To nie kwestia płci.

Nie bierz tego do siebie. Za kilka lat Polska wejdzie do 20 najbogatszych krajów i może ludzie zajmą się innymi sprawami niż tym, że ktoś się całuje na ulicy ;-)
Do tego czasu pokochaj to, jak owoc zakazany a pozwalaj sobie na zbyt wiele, wyjeżdżając zagranicę albo będąc w totalnie ustronnych miejscach, których w końcu też nie brakuje. Od kiedy tak jest? Heh, od zawsze, człowieku, od zawsze. No taki kraj. Romantyzm w pierwotnej formie jest dopuszczalny na tradycyjnych weselach, bo tylko wtedy można się swobodnie całować wśród okrzyków "gorzko" ;-)

Miłej niedzieli.
I życzę Ci, żebym kiedyś zobaczyła Cię na ulicy w rozkosznym pocałunku z Twoim partnerem/ partnerką. Po prostu się uśmiechnę, ciesząc się Twoim zakochaniem. Pamiętaj, co kraj to obyczaj i nie ma co się tym przejmować. Tak po prostu jest. Polska jest pruderyjna i nie walcz z tym. Tego się na siłę nie zmieni. Czasu trzeba.

A, i wyżyj się w Walentynki. To jedyny dzień, gdy nikt nie może Ci nic powiedzieć.



Moje pokolenie kochało ten kawałek. Cywilizowany świat ;-)