Wilk z Wall Street - giełda emocji

Wilk z Wall Street (2013)

Kocham DiCaprio niezmiennie, ale tą rolą pokazał w końcu światu, że jest naprawdę doskonałym aktorem. Z resztą w tym filmie udowodnił to nie tylko on.
Sam film (fabuła) potwierdza jedno: jak chcesz osiągnąć sukces, to musisz być szalony. Albo inaczej: szalenie wolny, musisz mieć wyobraźnię i zwykłą odwagę używania jej. Nie. To nie może być odwaga. To ma być naturalne, jak oddychanie. Jak masz jakiekolwiek blokady czy bariery, to... (machnęłam ręką). To możesz się pocieszać, że nie pójdziesz siedzieć.



Czym jest sukces? Nie, nie tym co się może wydawać. Wg mnie w tym wszystkim chodzi o hedonistyczne czerpanie z życia. Zachłanne i łapczywe, ale też beztroskie. Właściwie takim ludziom zazdrości świat. Kasy? Nie. Kasa jest tu tylko środkiem. Totalnie. Bezwstydnie. Właśnie tego szaleństwa. 
Czy go (Jordana - głównego bohatera) podziwiam? Nie :-) Podziw to nie jest dobre słowo. Tacy faceci są cudni i męczący. Kochają, rozpieszczają, zdradzają i wracają. Typ Piotrusia Pana. Jego kobieta ma wieczny cyrk na kółkach. Ale też żaden facet nie da jej takich emocji jak on i... uśmiecham się z sentymentem. Pewnie dlatego tacy goście nie poprzestają na jednej żonie. No nie da się. A między jedną i drugą cierpią całe 3 dni. Albo nie mają żadnej.
Emocje, on (ten film) jest jedną wielką bombą emocji. Wrażeń. Przeżyć. Nie tylko w pracy ze sprzedażą akcji. Nie tylko w życiu. To ludzie z inną percepcją świata. Podkręconą tym i owym. Ale przy takich ludziach nie odpuszcza efekt "wow", tylko on nie jest ładny. On jest czysty jak potok górski. Bez grama cukru. Strasznie. "Wow" mieszające się z "O Fuck" (który pada w tym filmie rekordową ilość razy w historii kina).

Moja ulubiona scena (nic nie mówi o filmie, ale to też nie zwiastun, a mój ulubiony fragment, zapętlony):


Plus jeszcze 90% reszty filmu.

Giełda emocji. Po filmie człowiek czuje się, jakby wysiadł z rollercostera. Wariactwo. Ale jakie! ;-)

Oo oommm. Ooooo ooo om.

Kocham swoje życie, a ten film tylko mi to mocniej uświadomił :-)

Komentarze

  1. Byłam z mężem na tym filmie i zakochałam się w nim, mimo, że mąż stwierdził, że boli go tyłek po tylu godzinach siedzenia to film jest boski i jest jednym z moich ulubionych. Leo-cudo, wiele scen fantastycznie zagranych, które pokazują, że jest aktorem z górnej półki. Polecam film każdemu, kto jeszcze nie widział.
    aix79

    OdpowiedzUsuń
  2. kurczę, na samym końcu żałowałam, że zamiast obejrzeć film w domu poszłam do kina. Po skończonym filmie miałam ochotę posiedzieć sobie i pomyśleć, pzemyśleć, przetrawić...a tu dookoła wszyscy się zbierali, ubierali, przeciskali. Eh. Film wbił mnie trochę w fotel.. Zastanawiające, jak kariera, jak pieniądze, a tym samym to jakie możliwości one dają- uzależnia. Jak pieniądze zmieniają człłowieka, a w sumie to chyba nie zmieniają, a wyzwalają dziwne żądze.. Ale też zastanawiające, jakie dzięki temu można mieć kolorowe życie. Bo to jak każdy z nas postępuje to jego własny wybór i nie nam to oceniać. Aj.. mogłabym tu pisać i pisać o tych moich przemyśleniach, ale z racji tego, że film był długi, oszczędzę wam tego :)
    A Leo... kozak. Kozak! Mega mi się podobał, zresztą ja bardzo lubię go jako aktoa. Przywarła do niego łatka po Titanicu i ludzie w większości z nim go kojarza. Mnie jeakoś nie :) Mój ulubiony film z jego udziałem to Body of lies. W sieci kłamstw po naszemu. Polecam, ale od raz uprzedzam, że jest to film akcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam w "Sieci kłamstw". Faktycznie dobry. Mogę się podpisać pod poleceniem.

      Po "Wilku" wybuchła u mnie dyskusja ze znajomymi odnośnie teorii "czy wszedłbyś w przekręt, za który najpewniej pójdziesz siedzieć na jakieś 10 lat, ale po wyjściu czeka na ciebie kilka milionów usd" :-)

      Usuń
    2. Niestety. Szkoda byłoby mi życia :-)

      Usuń
    3. No ja też nie. I'm so booooring :)

      Usuń
    4. Oj tam. Po prostu wolisz inne źródła adrenaliny :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl