26.1.14

Kupuj świadomie, bo możesz

Tajemnice korporacji
Oglądając ten program dziś w nocy, myślałam o niezmiennej hipokryzji naszych czasów.   

Naprawdę widząc masówki, produkty tanie jak na swoją grupę produktową, zastanawia mnie często, gdzie w tym koszty produkcji, pracowników, transportu (pomijam kiepską jakość).

Bardzo mnie cieszy, że są dziennikarze i fundacje (polecam gorąco stronę ekonsumenta), które robią z tego problem. Bo to jest problem. Stojąc przed półką czy regałem naprawdę powinniśmy mieć świadomość procesów. Dlaczego? Bo poniekąd jesteśmy ich etapem. 





Polska jest krajem, o którym w Europie zdania bywają różne. Wiem, bo mam z zachodem kontakt prawie cale życie. Jedno jest niestety niezmienne - Polacy dzielą się na dwie grupy: tania siła robocza i specjaliści wysokiej klasy w wąskich specjalizacjach. Co mnie smuci? Ta potężna różnica w polityce i podejściu państwa. Owszem, ja się zgadzam, że każdy powinien odpowiadać za siebie sam i budować swoje życie, ale chodzi o różnice w narzędziach. Życie w Polsce jest dla większości ludzi Spartą.  Nie ma wsparcia praktycznie nigdzie. Podatki  i opłaty wysysają z ludzi sporą część marnych (na skalę europejską) wynagrodzeń. Można mnożyć przykłady w nieskończoność. Doskonale zdaję sobie sprawę z realiów większości ludzi (tak, tych naprawdę zadowolonych z życia jest dużo mniej i często mnie to nie dziwi, bo do tego naprawdę potrzebna jest równowaga). 

Nie oszukujmy się, ale prawa człowieka w Polsce to często też mit. Szczególnie gdy rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy mają za szefów nieudolnych idiotów. Serio, nie mogę pojąć, dlaczego na kierowniczych stanowiskach są ludzie, którzy traktują pracowników jak niewolników i mobbingują.   





Czasami ktoś taki mnie pyta, co ma zrobić. Szczerze, to jest trudna sprawa, ale zapewniam, że nie ma sensu walczyć z takim szefem. Nie wygrasz. Szybciej wylecisz. Polecam nabranie możliwego dystansu i po prostu potraktowanie tego miejsca pracy jako etapu i znalezienie dodatkowego motywatora, żeby szukać czegoś innego. Problemem jest jednak fakt, że firmy chcą takiego podejścia do pracowników od osób na "kierowniczych" stanowiskach. Zastraszanie i mobbing jest elementem motywacyjno-dyscyplinującym w wieku firmach. Masakra. Tak jakby człowiek zadowolony ze swojej pracy i idący do niej z chęcią był problemem. 

Zmiana polityki firm jest św. Graalem dużej części świata. 

Co jest zdecydowaną różnicą między Polską a tzw. Europą zachodnią? Elementarna sprawa, która jest dowodem jednoznacznym - podejście ludzi do życia w swoim kraju. Przykład? Zaproponuj pracę w Polsce Niemcowi. Zaproponuj pracę w Niemczech Polakowi. Nic się nie zmienia. 

Fejspalm, gdy premier walczy o prawa polskich pracowników zagranicą. Serio. To takie żenująco - smutne. Dlaczego? Dlatego, że polski rząd powinien tak kierować polityką socjalną, podatkową itd, żeby: 
a. ludzie wcale nie chcieli stąd wyjeżdżać, 
b. jeśli by wyjeżdżali, to tylko dlatego, że chcą, że z jakiś powodów zakochali się w danym kraju, albo chcą wykonywać pracę, której nie ma w Polsce. 

To smutne, że Polacy ciągle jeżdżą do prac, których nie chcą podejmować rdzenni obywatele. Nie chodzi o sam charakter pracy (bo żadna praca nie hańbi), tylko o to, że to prace, do których szuka się ciągle ludzi też w Polsce, ale na tak głodowych warunkach, że nikt nie chce się ich podjąć. To normalne? No właśnie. 

Zdefiniowanie praw człowieka, prawa pracy, norm, spowodowało, że nagle tak mocno widoczne stało się ich łamanie. I bardzo dobrze. Rozwój cywilizacji nie polega na tym, że każdy ma smartfona, tylko na tym, że ludziom żyje się dobrze.

Jestem idealistką i marzę o tym, żeby jednak to wszystko dążyło do równowagi. Widząc, że jednak dużo się dzieje, mam nadzieję, że kiedyś to będzie normą. 


Bardzo bym chciała, żeby Polska była krajem, z którego nikt nie chce wyjeżdżać, ba, w którym każdy mógłby chcieć żyć, gdyby tu przyjechał i się zakochał w naszym kraju. 

Jednocześnie i tak bardzo wspieram organizacje i fundacje, które walczą  o przestrzeganie praw człowieka w innych krajach świata. 
Po Chinach widać, że to wszystko ma długoterminowo sens. Jak jest wspomniane w programie, produkcję przenosi się do innych azjatyckich krajów, bo praca w Chinach stała się za droga (co jest kpiną, bo te warunki są normalne, a nie wygórowane). Z czasem może w końcu praca będzie miała wszędzie taką wartość, żeby umożliwiała normalne życie pracownikom (przecież nie chodzi o takie same stawki, bo wszędzie te wartości będą różne) i przede wszystkim szanowanie praw człowieka. Jako konsumenci mamy na to bardzo duży wpływ. 

Świadome zakupy, chwila zastanowienia przed półką, niekupowanie rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy, docenianie jakości nad ilość i będzie coraz lepiej. W miarę możliwości wybierajmy produkty ze stosunkowo sprawdzonych źródeł, chociaż patrząc na ściemę procesu kontroli dostawców w podlinkowanym programie zwątpiłam trochę w sens. Nie, nie poddam się, po prostu będę jeszcze bardziej "wybredna". Muszę jeszcze przemyśleć jakiś dokładniejszy klucz, ale coś wymyślę. 

Daleka droga, ale każdy krok, każdego z nas generuje zmianę. 
Nie wątpię. 

Gdy sobie myślę, że produkty, które są na naszych półkach powstały w fabrykach, w których łamie się prawa człowieka, to kastruje mnie to z chęci posiadania. Tylko tym sposobem możemy jako konsumenci zmienić świat. 
W pierwszej kolejności świadomie (nie)kupując czegoś, co jest wątpliwego pochodzenia.
Czy chodzi o bojkot marek? Absolutnie nie. Chodzi o wpływanie na poszanowanie praw ludzi, bo w jakimś ciągu dotyczy to też nas (tak, mnie też, chociaż żyję jak pączek w maśle). Pamiętasz sprawę Biedronki? Bunt i działanie spowodowały zmianę. Dziś jej pracownicy mają normalne warunki. I podobno tak jest. O to mi chodzi. Tak powinno być na całym świecie. Jestem pewna, że jest to po prostu możliwe i nie stanowi niczego wygórowanego. Zacznijmy od siebie i swoich wyborów. Biedronka, Bangladesz nie ma znaczenia. Wszędzie są ludzie, którzy mają prawo żyć normalnie. Prawda?
Tylko ważne, żeby nie mieć tego gdzieś.

Na razie tyle.