6.1.14

Świat bez pszczół?



Proces wymierania pszczół trwa. 
Słyszę i czytam o nim od kilku lat. Dylemat? Podobno głównie pestycydy. Koszty produkcji, utracone korzyści kontra populacja owadów? Poważnie, zastanawia mnie, gdzie jest granica i kiedy świat się otrząśnie. 





To, że pochłaniam dużo miodów i produktów pszczelich to oczywiście moja sprawa i osób, które też z tego dobrodziejstwa korzystają. Nie chodzi jednak o samą kwestię smaków (o zdrowotnym znaczeniu miodów, pierzgi, propolisu już pisałam), ponieważ w tym momencie ważniejsza zdaje się być kwestia funkcji pszczół w ekosystemie. 
Doceniam bardzo, że amerykanie coś z tym robią zamiast rozkładać ręce w bezradności. Oddolnie.

Kiedyś oglądam program o fantastycznej inicjatywie, która z powodzeniem rozwija się w USA. Chodzi o firmę z Portland o uroczej nazwie Bee local
Koncepcja opiera się na lokowaniu uli w ogrodach klientów. Ule opróżniają pracownicy firmy i odkupują miód i inne produkty od właściciela ogrodu. Świetny pomysł na biznes, ale przede wszystkim doskonały pomysł na ochronę i rozwój populacji pszczół. W programie wypowiadali się ludzie, którzy w to weszli i są zadowoleni, ponieważ latające po ogrodzie pszczoły nadają mu specyficznego klimatu. Oczywiste. Przecież pszczoły nie są niebezpieczne. Pewnie, że ten pomysł nie będzie się sprawdzał w każdym ogrodzie, ale na pewno jest lepszy niż nic nie robienie. Marzy mi się, żeby ktoś wystartował z takim biznesem w Polsce a najlepiej w Gdańsku i oczywiście żeby nawiązał współpracę z moim ulubionym "Centrum Miodu", bo tam wiem, że dostaje się najlepsze, prawdziwe miody ze sprawdzonych źródeł (polecam mocno po znajomości, bezinteresownie, bo sprawdzone i pewne, to sprawdzone i pewne) 

Tak czy inaczej, sprawa pszczół niepokoi mnie niezmiennie i każde doniesienia, które wskazują, że tendencja się nie poprawia nie zmieniają tego stanu. Znajomy, któremu wspomniałam o problemie zapytał - ale co zrobić? 
Nie wiem. Czuję się dość bezradna, bo nawet nie mam ogrodu, żeby spróbować  nawiązać współpracę z pszczelarzami, żeby zaproponować udostępnienie ogrodu pod ul. Gdybym miała, zrobiłabym to. Poważnie. Może ten pomysł jakoś się rozwinie, gdzieś, coś, ktoś i odbudowa populacji pszczół małymi krokami nabierze całkiem słusznych rozmiarów. Kwestia eliminacji pestycydów, to już problem nad którym powinni nachylić się hodowcy i rządy. Ja tylko bardzo bym chciała, żeby temat nie umarł razem z pszczołami. Moje kochanie miodu jest naprawdę na końcu tego łańcucha, chociaż oczywiście jest dla mnie ważne. 
Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ludzie pozwolą na ich wyginięcie. Nie, ewolucja nie będzie wytłumaczeniem. 
Zobaczymy co będzie.