1.10.12

Jedz, pij, celebruj. W Gdańsku

Uwielbiam Gdańsk, nie za sam fakt, że się tu urodziłam. Mało które inne miasto nie odzyskuje świetności, nie rozwija się, nie jest taką kolebką pomysłów, technologii, ale też przepotężnej historii. Żadne miasto nie ma takich dróg, tylu obwodnic, szybkiego połączenia z autostradą, jednego z najlepszych lotnisk w Polsce. Z drugiej strony cudownego Starego Miasta, któremu w całokształcie dorównuje jedynie Kraków. Na taką klasę pracuje się wiekami. Setkami lat. Z kolejnej strony Gdańsk jest kolebką wolnomyślicieli, kreatorów, naukowców. To miasto od wieków było "początkiem". Czytając jego historię zawsze rosnę z dumy. Patrząc na jego rozwój również. Tak, jestem zakochana w moim mieście. Ostatnio będąc w górach poczułam, że mogłabym tam żyć za klimat i widoki, ale musiałabym zabrać Gdańsk i okolice ze sobą. Gdańsk jest za bardzo mój. A ja jego. Za górami będę romantycznie tęsknić i chętnie tam wrócę. Na urlop. Jeśli kiedyś będę miała nadmiar pieniędzy, to kupię tam (też) góralską chatę i będę wyjeżdżać, żeby pochodzić po dolinach, górach, pochłonąć to. Jestem z Gdańska, jestem cząstką tego miasta, gdziekolwiek bym nie wyjeżdżała. Ja kocham stare miasta z mocną, wielowiekową historią i architekturą. Gdańsk to Gdańsk.

Ludzie wracają do korzeni, z różnych powodów, ale do Gdańska wraca się jak po tlen. Wie to każdy urodzony Gdańszczanin i nie tylko. Wielu ludzi, którzy tu byli, lubi tu wracać. Bardzo wielu obcokrajowców. To dobrze. Ja ich rozumiem.
Dziś spędziliśmy zupełnie rodzinny dzień świętując 33. rocznicę ślubu mojego chrzestnego i jego żony. To jest dopiero data, szczególnie jak na małżeństwo żyjące na zachodzie. Mimo objechania całego świata Gdańsk jest dla nich nadal szczególny, nie tylko ze względów rodzinnych. Bardzo doceniają zachodzące zmiany. Gdańsk dorównuje tempem rozwoju Kolonii, która jest dla mnie drugim domem. Spędziłam tam spory kawałek życia. Kawałek, który pozwolił mi poczuć, że może kiedyś tam wrócę znowu na kilka lat. Nie mówię, że nie, szczególnie, że połączenie lotnicze stało się banalne. Na razie wystarczy mi mieć tam prawie całą rodzinę i odwiedzać ich chociaż raz do roku.

Wracając do Gdańska i rocznicy. Uwielbiam spędzać czas w rodzinnym gronie, chociaż tych kręgów mam kilka z każdej strony. Naprawdę gdyby zebrać kiedyś wszystkich razem, to byłby niezły tłum. Nie zbiorę :-) Ale dziś moi chrzestni. Mam najlepszych chrzestnych w kosmosie i to takich zgodnie z założeniem tej funkcji - mogę na nich zawsze liczyć. Są moimi prawdziwymi Aniołami Stróżami. Szczególnie chrzestna, która mieszka również w Gdańsku i z nią mam najlepszy kontakt. Opiekuje się mną jak własnym dzieckiem. Mój chrzestny natomiast ma wygląd i charakter A. Paccino. Zawsze mi się z nim kojarzył, chociaż lepiej od niego wygląda. Ma jednak świetny, cholerny charakter i złośliwe poczucie humoru, ale w tym najlepszym stylu. Jubiliaci zabrali nasze niemałe stadko najpierw na obiad do greckiej tawerny "Lukkulus", gdzie byłam już kilka razy i lubię wracać. Mają tam najlepsze zupy i przepyszne dania z cielęciny. Baraninę (jeśli ktoś lubi) również mają dobrą, chociaż jadałam dużo lepsze. Łosoś ostatnim razem był za suchy.

Desery są ładne, ale nie uważam ich za mistrzowskie. Nie dziwi jednak, że nierzadko można spotkać tam gdańskich celebrytów. Miejsce na uboczu miasta cieszy się bardzo dużą popularnością. Jeśli ktoś lubi grecką kuchnię i klimat zapełnionej ludźmi tawerny, musi je odwiedzić, dla chociażby zup.

 Lepiej jednak zarezerwować miejsce, żeby nie jechać na darmo. Tam są naprawdę tłumy w weekendy.

Lukkulus

Wieczorem przenieśliśmy się do Brovarni przy gdańskiej marinie jachtowej. Równie znane już miejsce, w którym serwują piwo z własnych warzelni. Przepyszne piwo. Naprawdę. O ile nie jestem fanką piwa, o tyle tam nie sięgnę po nic innego. No i najlepsze, jeden z kelnerów, w którym zakochałam się na zabój, do tego stopnia, że poprosiłam go o wspólne zdjęcie. M. standardowo potraktował to jak mój kolejny kaprys, rodzina była ubawiona, ale sami mu po zdjęciu powiedzieli, że ma faktycznie cudowny uśmiech. No ba. Przecież inaczej nie zawracałabym sobie głowy :-) Jeszcze spacer po Starym Mieście... Pięknie jest. 
Brovarnia
Wspólne spędzanie czasu w ukochanym gronie, szczególnie z takiej okazji, jest fantastyczne. Zero polityki, problemów świata, narzekania, marudzenia. Celebrowanie chwili, wspólnego czasu. Bardzo to doceniam. Świat poczeka :-)