20.10.12

Otulenie. I trochę o naturze szablonów

Tak samo jest z szablonami na blogi, jak z urządzaniem mieszkania. Ogrom możliwości mnie rozstraja. Nie lubię tego. Serio. Z każdym jednym blogiem w życiu miałam i miewam ten sam problem, dopóki nie trafię na coś, co mi odpowiada na dłużej. Szablony to jest coś, co zmieniam częściej niż smak ulubionej herbaty. Zmienia mi się z nastrojem, porą roku, ogólnym samopoczuciem. Jak dla mnie, to po prostu rekompensuję sobie brak możliwości zmiany urządzenia mieszkania co rok. Albo dwa. Albo domku. Aż znajdę swój ideał. A nie da się w jednym miejscu, na jednym blogu, połączyć wszystkich stylów i charakterów pomieszczeń. Nie da się od razu złapać tego, czego się szuka. Bo się szuka czasami latami ;-)

Na bloga wchodzę jak do trzeciego pokoju, którego nie mam.  I chcę czuć w nim określony klimat, bo to mój blogasek (każdy jeden), moje miejsce, moje kochane i lubię się na nim dobrze czuć (z całą sympatią do czytelników - to ja mam się tu dobrze czuć. Jak w mieszkaniu. Jeśli komuś odpowiada, to świetnie, cieszę się, jeśli nie, no to trudno. Ja na cudze meble też nie patrzę, bo niech każdy ma na miarę swoich możliwości i wg gustu). Z blogami jest naprawdę jak z mieszkaniami, domami, zamkami, apartamentami, loftami, balkonami, ogrodami. 


Są blogi, na które wchodzę i czuję się, jakbym siadała koło autora w jego ogrodzie. 
Są blogi, które są tak minimalistyczne, jak to możliwe, bo liczy się treść (przeważnie są to blogi technologiczne) i miejsce na reklamy (absolutnie bez krytyki)
Są blogi, które mają klimat nowoczesnego penthausu. Szkło, nowoczesny design, surowe wyposażenie. I czasami to jest bardzo, bardzo ok. Sprawdza się np. u ludzi dużo podróżujących lub na fotoblogach. Szablon stanowi tło dla treści, zdjęć, filmów. Bardzo często takie penthausowe szablony spotykamy na bardzo popularnych blogach i dobrze one do nich pasują. 
Są blogi, które są jak przytulny dom, pełen ciepła, radości, przeważnie jeszcze zapachu gotowanych potraw. 
Są blogi tak intymne w swoim urządzeniu i temacie, że czuję się jakbym wchodziła do pokoju z klimatyczną muzyką, kilkoma świecami i słuchała myśli autora/ki. 
Są blogi po prostu swojskie, jak wiejski domek nad jeziorem.
Są blogi, które są łudząco podobne do portali i serwisów. Takich praktycznie nie czytuję. Blog to blog. Blogi dla mnie (bez względu na tematykę) mają oddawać charakter autora. Namiastkę. Nie przywiązują mnie strony bezosobowe. Nie są dla mnie blogami. Nie obchodzą mnie trendy, gusta, co się powinno bądź nie. Blog jest stroną prywatną i bardzo lubię, jak ten prywatny klimat po prostu ma. Nieważne, czy jest prowadzony amatorsko, czy przy wsparciu speców od szablonów/stron itp. Prywatny klimat to podstawa, dla mnie, jako czytelnika.

Ostatnio miałam szablony dynamiczne, które bardzo mi odpowiadają. Są nowoczesne, lekkie i inne w obsłudze niż standardowy szablon. Bardzo mi to pasowało przez wiosnę i lato. Teraz jednak wchodząc czułam się jakbym wchodziła do wielkiego pomieszczenia pełnego nowoczesnych mebli i dodatków, ale przeszywająco zimnego.

Zapragnęłam strasznie czegoś ciepłego. Takiego na jesień, takiej jesienno-zimowej rezydencji. I mam.  Stary dworek, z salonem i kominkiem, siedzę w głębokim fotelu z nogami opartymi na podnóżku, za mną ściana-biblioteka (one robią najlepszy klimat), przede mną wielkie okna na duży, stary ale zadbany ogród, obok na stoliku stoi stylowa lampka, przed nią kubek gorącej herbaty (na zimę odchodzę od zielonych i wracam do czarnej), niedługo dołączy nowa książka Wiśniewskiego i jest mi dobrze, ciepło, przyjemnie. Jestem strasznie ciepłolubna i jesienno-zimową porą będę się dogrzewać na wszelkie sposoby. Na blogu też. Otulać. Wszystko jest na swoim miejscu. Jeszcze tylko: 


Kocham jesień. Za to, że nakazuje mi się wyciszyć, zrelaksować. Jesień jest slow. Pięknie, magicznie, w gorących barwach pełnych wszelkich odcieni czerwieni cieszy oczy, cieszy ciepłym wiatrem przełamywanym deszczem, mówi szeptem "slow down", zobacz, popatrz. Odetchnij. Otul się. Już pora.
I znowu mi dobrze.