11.10.12

Pięć przemian, Ciesielska, diety i coś extra

Doładowałam energię najnowszą książką Anny Ciesielskiej "Filozofia smaku" i od razu nabrałam apetytu na kilka potraw. Oj będzie mi się w kuchni działo tej zimy... Uwielbiam jej długie przepisy, kocham styl pisania, może dlatego że przypomina mi moją ukochaną babcię. Taka niewymuszona, lekka, głęboka mądrość z delikatnym sosem nowoczesności. Pani Ciesielska pięknie idzie przez życie, bardzo slow, bardzo mądrze a przy tym z tą wielką wiedzą o pp. Muszę jeszcze pomyśleć i poukładać się z jej słowami. 




Pięć przemian jest tak bardzo logiczne, tak spójne a przy tym Anna Ciesielska pisze z perspektywy swojego doświadczenia, liczonego w dziesiątkach lat, że aż chce się tego uczyć nadal. To nie jest proste jeśli nie traktuje się czegoś wybiórczo i powierzchownie, czyli normalnie jak na te czasy. A ja w końcu jestem slow. Za to cenię książki Ciesielskiej, że nie są tak tabloidowym uproszczeniem pięciu przemian, jakie zdarzało mi się czytywać. 
Przy okazji, bieżący SLOW porusza temat pieciu przemian. Cieszy. Cieszy mnie cicho, że coraz częściej trafiam zarówno na materiały o jakości jedzenia (co jest bardzo ważne), z coraz większą ilością osób można o tym porozmawiać, żeby nie usłyszeć "zdrowa, eco żywność? No jak cię stać, to sobie szalej". Wiedziałam, że jeśli ktoś tak reaguje, to jest dalej niż bliżej, ale wiem też, że to jedna z kwestii pt "nic na siłę". 
A potem i tak słyszę "Chyba miałaś z tym rację". Zapewniam, na pięć przemian, na eco, na zdrowe odżywianie stać każdego. I co ciekawsze, praktycznie każde znane danie da się przygotować wg pp. Od kanapek, przez herbaty, zupy, desery, zapiekanki, makarony, gulasze, po pieczenie. Warunkiem są, jak w każdej szanującej się diecie, dobre składniki, świeże, przyprawy, mnóstwo przypraw, ale imbir i kurkuma (również zawarta w curry) schodzą faktycznie kilogramami. 
Cieszy mnie, że praktycznie nie słyszy się już o stosowaniu diet potwornie szkodliwych, opartych na jednym produkcie czy np. samym białku. Tamte diety, tak modne w ostatnich latach chyba faktycznie przestały być po prostu modne.

I tu mały myk z półki moich ulubionych obserwacji:
Ludzie zaczęli wierzyć w prostsze metody typu pigułki, herbaty odchudzające, przyspieszające spalanie, zmniejszające apetyt itp. Kolejna magia, tylko bez konieczności zmiany diety? Nie. 

A co takiego? Już objaśniam, otóż te nowsze metody, preparaty są nie tyle placebo, co zawierają mieszanki suplementów, które można kupić w nieporównywalnie niższej cenie.

Co jest tajemnicą marketingu takich specyfików na odchudzanie? Dodatkowe zalecenia: zero cukru, więcej warzyw i owoców, mniej węglowodanów (mąki pszennej) i ruch. Dużo ruchu itp. Wymienia się to jako uzupełnienie do np. tabletek, napoju. Nie nie kochani. To jest filozofia dopisania do tabletki zasad, które zna chyba każdy i za darmo. Tabletka bez tej filozofii jest  niegroźnym suplementem. Niegroźnym, ale za te pieniądze faktycznie lepiej wykupić karnet na siłownię i zacząć wprowadzać zmiany w diecie. Za gorsze uważam napoje, które mają zastępować posiłek. Od czasu do czasu, jak ja cię mogę, ale ile można tak funkcjonować? To jest też tak złudne w tego typu produktach, że ludzie budują jakieś wyobrażenie, że te preparaty zrobią coś za nich. Właściwie schudną ich za nich. Well... jak miałeś siłę, czas, kasę i ochotę sam przytyć, to nie licz na to, że samo się to schudnie, zniknie. Pomijam powody typu choroba, gdzie się niknie w oczach. W normalnym przypadku żadne tabletki nie zmenią za nikogo diety, przyzwyczajeń, nie zaczną uprawiać sportu. Jedyne co jeszcze z zewnątrz może pomóc to dietetyk, trener, masażysta po treningu. Całą resztę trzeba przerabiać samodzielnie. Samo się nie przytyło, samo się nie schudnie. 

Przy okazji polecam pp też osobom, które chcą dbać o linię. Ilość przypraw i rodzaj przypraw równoważy kaloryczność wszystkiego, pomagając organizmowi przyswajać to co ważne i potrzebne. Fantastyczna sprawa. Cieszy mnie jednak ostatnio najbardziej, że w osiedlowym sklepie właścicielka, kochana Danka, zdecydowała się w końcu na stałe wprowadzić wędliny z jednej z Kaszubskich małych przetwórni. To zawsze jest problem, że takie wędliny, przepyszne, wędzone naturalnie, długodojrzewające trzeba było kupować w kawałku. Od jakiegoś czasu mam u Danusi coraz szerszy asortyment regionalnych wędlin i produktów. Genialna sprawa kupić kilka plasterów różnych rodzajów i zjeść ze świeżą grahamką z masełkiem i np. chrzanem (też regionalnym, takim, żeby popłakać) i szczyptą imbiru i kurkumy. Mmmmm. Czasy się zmieniają na lepsze przynajmniej w zakresie świadomości ludzi. W końcu.