18.10.12

Ja i robot

Idziemy z J. Targi. Berlin. Rozmawiając zbliżamy się do jakiegoś stoiska, przy którym stoi robot. Patrzę na niego kątem oka błądząc myślami w rozmowie. Robot nie byłby niczym szczególnym na takich targach. Postać porusza się mechanicznie. Kilka kroków przed nami idzie chłopczyk zbierający firmowe gadżety. Na każdych targach nie brakuje ludzi, którzy przychodzą po długopisy, torby, naklejki, smycze. Chłopczyk idący przed nami też jest tu po to. Patrzę na robota  zbliżając się. Chłopak przystaje na wysokości robota... który w tym momencie obraca się w jego stronę, kiwa przywołującym, mechanicznym gestem ręką a właściwie samą dłonią i rzuca coś. Ten gest mnie trochę zaskoczył i wybił z rozmowy. Podchodzimy. Robot zwraca się w naszą stronę. Patrzę zaskoczona, bo widzę już, że to mim, ale jego oczy... Tęczówki ma zakryte czerwono-białymi soczewkami, o wzorze przypominając dwukolorowe koło fortuny. Zatrzymałam się jak zahipnotyzowana, widzę, że sięga po coś do szufladki. Zaraz mi to rzuci. Proszę gestem, żeby chwilę zaczekał. Zwracam się do J. - zrób nam, proszę, zdjęcie.

I idę do robota. Bez pośpiechu, bo te oczy budzą przerażenie, ale naprawdę przyciągają. Żadnego mrugnięcia, zastygła mimika i wzrok. 
Podeszłam powoli patrzą w jego oczy. Czułam się jak Dorotka z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz". Robot stojąc na podeście wyciągnął do mnie powoli dłoń. Wyciągałam swoją rękę również w zwolnionym tempie na zmianę patrząc mu w oczy i spuszczając wzrok, bo te spowolnione zbliżanie się dłoni było filmowe, przez moment było to jak scena z obrazu Michała Anioła. Robot był ideałem. Idealnym oddaniem postaci, jakie widywałam w filmach s-f. Ktoś zatrzymał czas, zmienił przestrzeń przenosząc mnie w jakąś futurystyczną przyszłość. Wyobraźnia mnie nie zawiodła, sceneria również. Powoli wzięłam z jego palców... cukierka. Robot skinął mechanicznie idealnie głową, ja dygnęłam w podziękowaniu z uśmiechem zachwytu chwilą, którą sobie właśnie daliśmy 


udało się uchwycić




Robot wyciągnął dłoń ponownie. Myślałam, że chce mi po prostu podać rękę, a on wziął moją dłoń i ją pocałował. I chwilę zamarł z moją dłonią na wysokości twarzy. Patrzyłam z dołu zaskoczona w jego biało-czerwone oczy i wyszeptałam tylko po niemiecku "ależ jestem ciekawa, jaki masz kolor oczu". Tak jak stał z moją dłonią, tak stał. Nie drgnął ani jeden miesięń, ani jedna zmarszczka na jego twarzy. Po prostu tak chwilę staliśmy patrząc sobie w oczy. Spojrzałam w bok, żeby wrócić do rzeczywistości. 


To był najbardziej magiczny moment, jaki przeżyłam od bardzo dawna. O może kiedykolwiek?