25.10.12

Fetysze, fetysze, ach te fetysze

Fetysze. Kiedyś zaczęłam ten temat powierzchownie, ale dziś mam nastrój do niego wrócić.
Zapach, feromony rządzą światem zmysłów nie mniej niż dotyk. Dotyk ma rzadziej okazję zadziałać. Zapach ciała, zapach perfum otacza nas prawie cały dzień. Działa. Och jak bardzo. Są ludzie, których zapamiętuje się po zapachu. Dzięki niemu. Niby moment powitania, chwila nieznacznego zbliżenia, uścisk dłoni, ruch głową i wystarczy. Kod dostępu do wyobraźni.



Dotyk jako fetysz? Oczywiście. Pomijając ten stricte związany z seksem, uwielbiam ten dotyk niekontrolowany, mimochodem, niewymuszony. Bez podtekstu. Są jednak sytuacje, gdy sekundy dotyku pozostają w pamięci na długo. Na zawsze. Czasami to właśnie uścisk dłoni, niektórzy potrafią zrobić to w taki sposób, że robi się gorąco. Czasami objęcie na powitanie lub pożegnanie. Niektórzy mężczyźni są stworzeni do przytulania. Jakiś czas temu miałam taką sytuację. Mogłabym stać w takim objęciu wieczność, czyli jeszcze chwilę dłużej. Czysta przyjemność. Muśnięcia, przypadkowe kontakty powodujące przebiegający przez ciało prąd. Zdarza się. Fantastyczne chwile. Spojrzenia, uśmiech, gesty, zdarzają się tak niepowtarzalne, tak seksowne, że można się nimi rozkosznie delektować mrużąc oczy z zadowolenia. Uroki życia. Uroki bycia kobietą, z których korzystam, gdy tylko mam do tego nastrój. Gdy nie mam wyłączam odbiór i nadawanie. Nadmiar powoduje przesyt. Lubię się tym wszystkim delektować, ale tylko wtedy, gdy mi to odpowiada. Wtedy też tylko to zauważam. W końcu jestem kobietą. Mogę wszystko. Na szczęście nie na wszystko mam ochotę.  

Fetysze kojarzą się ze skórą, bdsm, szpilkami, bielizną, albo przedmiotami uznawanymi za dziwne. Cholera wie czemu, bo wg mnie nie ma dziwnych. Po prostu nie każdy umie je odpowiednio zastosować. Przede mną też jeszcze trochę, chociaż raczej nie wszystko widzę w odniesieniu do siebie. Nie mówię "nigdy", bo ludziom z wiekiem odpala. Nie wiem co mi odbije za 20lat. Albo jutro. Oh, bawi mnie uśmieszek albo speszenie u ludzi pruderyjnych. Oczywiście, że nie na każdego musi, może działać to samo, oczywiście, że na każdego działa jednak "coś". Ba, ja uważam pruderię za taki sam fetysz, jak każdy inny. Jestem wręcz przekonana, że niektórych to podnieca jak innych rozwiązłość, czy zabawy z bitą śmietaną, która po ostatniej akcji już zupełnie zmieniła lokalizację. Kolana to coś nowego... Ludzie są różni. Ich seksualność też.
 Te fetysze, które wymieniłam są dla mnie fetyszami codzienności. Jestem nimfomanką bodźców. Zawsze byłam. To sól i pieprz dnia. To kardamon z cynamonem malutkiej mikroczęści wrażeń. Czy każdy może się czuć w mojej obecności zagrożony? Niestety mało kto. Chociaż właściwie to dobrze dla mnie, bo gdy trafiam już na taki dotyk, spojrzenie, zapach, gest to mam flesz eksplodujący w ułamku sekundy we mnie całej. Niezauważalny dla innych. Fantastyczny. 
Czy każdy coś takiego czasami przeżywa? Nie każdy się nad tym zastanawia, zauważa własne reakcje, odczucia. Nie każdy chce takie chwile wyłapywać. Ja jednak kolekcjonuję chwile. Od zawsze. To one budują wspomnienia, skojarzenia. Im wyraźniejsze, tym lepiej.



Uwielbiam to, że żyję w męskim świecie. Faceci są doskonali do wszystkiego, do rozmowy na każdy temat, od teorii fizycznych, przez relacje damsko-męskie, po wyższość jedzenia eko nad chemicznie pompowanym, nie robią problemu, gdy o coś pytam, tłumacząc rzeczowo i cierpliwie. Jako kobieta mam nieskończony wachlarz możliwości budowania relacji, rozbrajania sytuacji podbramkowych, idealnie jest być kobietą mediatorem, negocjatorem, ale też łatwiej mi wykorzystywać wszelkie miękkie cechy, które facetom nie pasują. Nigdy nie próbuję udawać faceta mimo męskiego mózgu (częściowo). To idiotyczne. Gdy słucham, że kobiety w męskim świecie muszą rezygnować z kobiecości, to chce mi się śmiać. Czy zniewieściali faceci w świecie kobiet dobrze wychodzą na tym dopasowaniu? No właśnie. Więc czemu niewieścieją? Czemu kobiety zamieniają się w facetów? Bo ulegają. I tracą na tym. Ale zaczynają to rozumieć, gdy ciężko to odwrócić.
Poza tym, z mało którą kobietą da się pokłócić jak z facetami, nie raz strzelając piorunami, aż wióry lecą. Genialni są. A przy tym, gdy trzeba, pomocni, troskliwi, gentelmeni. Przy facetach można być amazonką, damą, przeciwnikiem, sprzymierzeńcem, wszystkim co przyjdzie na myśl, ale niekoniecznie kretynką, chociaż.. to też wybaczą, jeśli same z tego dobrze wybrniemy. Nigdy nie umiałam budować takich relacji z kobietami. Ale też nie buduję z facetami takich relacji jak z kobietami. Zupełnie inne światy. Męski świat jest dla mnie jednak fenomenalny. Fetysz sam w sobie.

Dziś  wystarczyło pomachanie z daleka z uśmiechem pewnego mężczyzny. Można oszaleć. Chce się oszaleć. Po takim dniu można spokojnie zrobić awanturę (kobiety nazywają to gwałtem) o szybki seks. Mężowi ledwo żywemu od grypy. A potem podać mu theraflu, zrobić zimny kompres na czoło i położyć spać. W końcu przejął tę grypę dzielnie ode mnie ;-)
Fetysze są wszędzie, można zrobić nimi wszystko, co nas otacza, detal, coś stałego, coś ulotnego, szczegół, całokształt, ważne jednak jest, żeby mieć ich wiele, naprawdę dużo, bo wystarczy jeden, żeby sobie zrobić dobrze. Tak po prostu. W końcu to nasza sprawa, co nas podnieca. Bawmy się tym. Bez ograniczeń. Uśmieszek na ustach z tylko nam znanego powodu jest bezcenny.