18.1.13

Co bierzesz?

Słuchałam dziś rano do śniadania wyznań Amstronga. To ten kolarz, który 7 razy pod rząd wygrał Tour de France. Dawno temu.

Nie rozumiem za bardzo sensu takich wyznań, bo co one zmienią? Skorygowane zostaną wyniki? Medale zostaną przekazane następnej, najlepszej osobie? Nie, nie w tym wszystkim rzecz. To mnie specjalnie nie zajmuje. Bardziej mnie zastanawia, do czego się posunie człowiek, żeby zdobyć nagrodę.

Kreatywność, wydajność, od wieków sięgano po dopalacze wszelkiego rodzaju. Oczywiście laik i osoba żyjąca z dala od jakiegokolwiek twórczego, wynikowego świata nie ma o tym pojęcia i się głęboko obruszy. No i ok. Niech się obrusza. Nie każdy musi wszystko rozumieć. Zieew. Może nawet niech nie próbuje.




Wielcy tego świata. Wielkie dzieła, wielkie wyniki. Ile z nich możliwych było do osiągnięcia nie tylko dzięki pracy, talentowi i wysiłkowi a dodatkowemu składnikowi? Od wieków przecież pobudzano mózg i mięśnie. Stymulowano. Patrząc chociażby na najzwyklejsze papierosy. Jeden z najbardziej popularnych stymulatorów. Jak sobie myślę o działaniu papierosów na kreatywność, to się uśmiecham trochę tęsknie pod nosem. Z e-papierosem jest mi lepiej, ale bez smrodu dymu i przytrucia mózgu czasami trudno mi wejść na poziom jakiegoś kreatywnego haju. 
Podobne jest działanie alkoholu. Łatwo jednak się w tym zatracić. Nie bez powodu wielu artystów wykańczało się używkami, no dobrze, narkotykami i to twardymi, bo używkami to się smyra po synapsach* a nie przenosi na inny stan świadomości. Przedawkowanie. Chcieli coraz więcej od siebie. Coraz dalej przesuwali poprzeczkę. Aż pękała pod zbyt dużym naciskiem. I pojawia się pytanie, czy to moja kreatywność, czy kreatywność sztucznie pobudzonego mózgu i dlaczego nie mogłabym pobudzić jej sama, bez żadnych używek? A może jednak mogłabym? A może mogę? A będę. Albo nie będę?

Doping. To mnie akurat zastanawia, bo co za satysfakcja wygrywać na nie własnych możliwościach. Na śrubie i podkręceniu? Serio. Nie czuję tego. Owszem, wygrywanie jest piękne. Podniecające. Orgazmiczne. Wiem o tym. Wygrywałam wiele razy i nie mam zamiaru przestać. Jednak gdzie przyjemność, gdy się to osiąga na dopingu? Jak z protezą? (mówię o protezach psychicznych, bo tym są wszelkie dopalacze). I jak można to odbierać za wygraną? Tak patrząc sobie w oczy? Serio. Potem pojawiają się wyznania jak Amstronga. Bez sensu. Trochę upokarzające i nie wiem, czy on się po tym wyznaniu faktycznie poczuje lepiej. Ja bym się na jego miejscu czuła jednakowo chujowo, tyle, że po prostu podzieliłabym się tym chujowym uczuciem ze światem. Wow. No nie oceniam, bo to mnie zupełnie nie obchodzi, jedynie obserwuję. Bez sensu to było. Doping też. 

Oczywiście, że działanie szeroko pojętych używek jest w pewnym momencie genialne. Przez krótką chwilę. Ale jest. Potem jest tylko gorzej. Potem jest beznadziejnie. Nawet wracając do cudnych papierosów, kapeć w ustach i zapach dymu nawet na skórze, są beznadziejnymi minusami. Wiadomo. No ale samo palenie. Ten cały rytuał, ta bad girl, czy bad boy. Och i ach. No przecież wiem. Niespełna 18 lat paliłam (i nie wiem, czy nie wrócę, przecież to nałóg), to wiem. Papieros wieczorem, do wina, do pogaduch, na imprezie, ten klimat, ta bohema. Cudo. Przeszło mi.

Tak na marginesie, od czego najłatwiej się uzależnić? Co i kiedy staje się nałogiem? 

Nie wiadomo. Nie wiadomo też na jak długo, bo są przecież używki, których się próbuje i nie działają na nas zupełnie tak, jak na innych. Gdy tamci orbitują z przyjemności nam jest jedynie niedobrze. Albo jest ok, ale ogólnie samopoczucie jest tak potem beznadziejne, że nie chce się do tego wracać. Koszt kreatywności bywa wysoki. I finansowo i zdrowotnie. Kto by się tam przejmował zdrowotnym aspektem, gdy od kreatywności zależy największy kontrakt życia? Największe dzieło ma powstać, no zrozum. Pożądanie kreatywności. Pożądanie sławy dzieła, wieczność nazwiska. Piękne wizje. 

Inna sprawa, wg mnie, że jak ktoś jest naprawdę zajebisty, to nie sięga po nic. Nie musi przestawiać sobie zwojów mózgowych. Po prostu jest zajebisty i to wystarczy. Reszta jest jak Amstrong. Cała reszta jest jak Amstrong.  

Co bierzesz? Patrząc na efekty, myślisz że warto? Serio?

Daj spokój ;-) 

Wyluzuj.
Sukces jest ci pisany, albo nie. Wiesz już? 


PS. Absolutnie nikogo do niczego nie namawiam i nie odradzam. Miejcie ludzie swój rozum. Ja akurat nie potrzebuję nic, żeby mieć odpały i odjazdy kreatywności i pomysłowości. Mam wrodzone.

* wiem, pięknie mi to wyszło.