23.1.13

Seks i sport



Najlepszą, odwieczną i najskuteczniejszą formą relaksu jest seks.




Dlatego też, nigdy nie zrozumiem komentarza znajomych, którym mówię, że kocham sport, bo mnie męczy, bo wyciska ze mnie pot i łzy i słyszę w odpowiedzi - seks jest lepszy.

Jeśli ktoś mi mówi, że najlepszy na zmęczenie jest seks, to albo nie uprawiał nigdy żadnych sportów, albo traktuje seks jak trening wyczynowy. No tak czy inaczej, nie się czym chwalić ;-)

Seks to seks. Można go uprawiać samodzielnie bądź z kimś. Pod okiem trenera. W grupie.

 = 

Sport to sport. Można go uprawiać samodzielnie bądź z kimś. Pod okiem trenera. W grupie.

No nie.

Zupełnie inny rodzaj energii i zmęczenia.
Może dla niektórych to to samo - spojrzeć rano za okno, poczuć ścinający chłód i rozważając poranny jogging wybrać jednak piękny szybki poranny seks. Widzę ten dialog w głowie. 

Naprawdę nie pojmę nigdy tego porównania. I raczej na pewno nie chcę pojąć, jak dla kogoś seks może dawać takie same doznania jak sport, bądź odwrotnie. 
A co z intymnością, a co z bliskością, z zapachem i smakiem skóry i ciała, a co z kompletnie inną interakcją? No gdzie tu znak równości? Niektórzy go stawiają uprawiając sport i uprawiając seks? No to cóż. Udanej zabawy ;-)

I nieważne, przy przez taniec, który jest bardzo zmysłową formą sportu i generuje też szalone ilości erotyki, czy przez inne dyscypliny, które doprowadzają nas do euforii przez zmęczenie. Żadna nie jest porównywalna z seksem. Mogę tylko życzyć, tym, którzy porównują, żeby kiedyś zrozumieli różnicę. 

Seks i sport się fantastycznie uzupełniają. 
Nie zastępują. Nie stawiamy "lub" gdy powinno być "i". Po co sztuczne wybory?



A że jedno i drugie podnieca, daje emocje? No i dobrze. Tak ma być ;-)

Ci, którzy traktują seks jak sport, mają po prostu kiepską kondycję. Psychiczną. Chyba nawet współczuję ich partnerom. Seksualnym.

Za każdym razem jak trafiam w życiu na ten wątek, to kończy się to wyczerpującą dyskusją. I dalej nie wiem, dlaczego, skoro tego się nie da porównać :-)

Jeszcze raz. Dlaczego? Krótko powiem:  seks z definicji (jakikolwiek) może uprawiać każdy, bez względu na  kondycję. Sport (mówimy ciągle o sporcie wymagającym kondycji, czyli NIE np. wędkarstwo) wymaga jakiejkolwiek kondycji. Chociażby z tego względu seks nigdy nie zastąpi sportu a sport seksu. Czy to już jest jasne?

Pewnie nie, bo właśnie zakończyłam kolejną dyskusję na ten temat, oczywistym odniesieniem do Kamasutry. Tak. Jasne. Wszyscy mają ją w małym palcu. Stopy.

Szczególnie ci, którzy trzymają się usilnie z dala od sportu. Wymówka leniwych. Nic więcej.


Seks i sport się uzupełniają. Nie zastępują. 
I nie wiem właściwie, jak w ogóle można było wpaść na pomysł zastępowania ich sobą.
I kto po sporcie obraca się na bok i zasypia? :-)