28.1.13

5 top = Filmowe wyciskacze łez wszechczasów

NAJWIĘKSZE FILMOWE WYCISKACZE ŁEZ 

Nieszczęśliwa miłość zawsze działa. Nie piszę specjalnie, dlaczego dany film jest wyciskaczem łez (tam gdzie jest to oczywiste, to jest, gdzie nie, pozostawiam do poznania).



"Miasto aniołów" (1998)


Kocham Nicolasa Cage'a. No i ta rola. I Meg Ryan. I jej rola. Płakać się chce na samo wspomnienie.
Przepiękna scena, gdy anioły zbierają się na plaży o wschodzie słońca.
Wyciskacz łez 8/10


"Uwierz w ducha" (1990) 


Film, który widział chyba każdy. Na tym filmie płacze się od początku.
Wyciskacz łez: 7/10


"Romeo i Julia" z (1997) 


Di Caprio. Muzyka. Miłość. Muzyka. Di Caprio. Pech. 
Wyciskacz łez 6/10 


"Titanic" (1997)


Pierwszy raz widziałam go na premierze w kinie. Poszłam na nią z ówczesnym chłopakiem (który wyglądał jak Di Caprio, co mnie podwójnie dobiło i który był ówczesną miłością mojego życia) i parą przyjaciół. Płakałam od wiadomej sceny przez cały wieczór w klubie, do którego poszliśmy na piwo. Cały wieczór łkałam pytając "dlaczego on musiał utonąć?" Tak, wiem, każdy myśli, że chodziło mi o statek. Wyrozumiałe towarzystwo dało mi się wypłakać bez izolowania od społeczeństwa. Kasetę video mam do dziś. Nie mam odtwarzacza. 
Wyciskacz łez: 8/10

Polska produkcja. "33 sceny z życia" (2008)



Jeśli niedawno straciło się kogoś bliskiego, ten film jest nie do zniesienia. Niestety nie miałam siły go kiedyś wyłączyć. Strasznie prawdziwy. Strasznie bliski. Umieranie jest w nim tak obok, jak w życiu. Można wypłakać oczy, długo nie można zasnąć. Cenny film. Nienawidzę go za prawdziwość. Widziałam go do tej pory raz. Szybko nie wrócę, bo jeszcze mi nie przeszło. 
Płakałam raz.
Wyciskacz łez: 10/10


Jeśli ktoś czuje się niewypłakany, to może spokojnie sięgnąć po któryś z tych filmów. W dołku ścisną na pewno. Nawet prawdziwych twardzieli, którzy wstając na koniec ukryją, że im zawilgotniały oczy. 
Wielką sztuką jest tak przedstawić wątek przerobiony dziesiątki razy w sposób, który nadal wzrusza. Tym filmom się to udaje i to doskonale.

Ponieważ to na pewno nie są wszystkie, to lista pozostaje otwarta.

Czasami trzeba sobie po prostu popłakać. Tak z głębi duszy. Jeśli brak naturalnych bodźców, to trzeba sięgnąć po film. 

Romantyczne komedie z happy endem oraz romantyczne filmu z nieszczęśliwą miłością, ale bez śmierci jak np. "Casablanca", to inna kategoria. Następnym razem.