31.1.13

Równowaga w odżywianiu - WTF?



Zawsze, gdy pojawia się temat zdrowego odżywiania, znaczenia jego dla zdrowia, dla samopoczucia trochę mnie to spina, bo ludzie jeszcze ciągle w to nie wierzą. Zdania ciągle są podzielone. Po części słusznie, dlatego, że krąży mnóstwo legend i zabobonów w tym temacie. Tylko jak się pomiędzy nimi poruszać, nie tracąc jasności obrazu, nie popadając w skrajności?


Wiem. To trochę trudne. Wiem też jednak, że jedynie na początku.
Wystarczy przyjąć zasadę wykluczania skrajności.

Równowaga jest najlepszym założeniem przy temacie zdrowego odżywiania.

Żyjemy w takich czasach, że nawet "zdrowa" żywność nie jest pozbawiona "chemii". Nie może być. Ta "chemia" gwarantuje nam bowiem pewne bezpieczeństwo, że się nie potrujemy czymś np. starym. Produkty skrajnie świeże typu owoce, warzywa, mięso, nabiał oczywiście musimy kupować w sprawdzonych miejscach i od pewnych producentów. Tu nie ma wyjścia.

Wszystko inne wymaga od nas odrobiny zaangażowania i zdecydowania, jakiej filozofii się trzymamy, licząc się ze skutkami. 
Jakimi? Ano takimi, że np. nieodpowiednie jedzenie, źle zbilansowane będzie nam szkodzić. Od bólu brzucha, po złe samopoczucie. Tak. Właśnie cała szczęśliwa przeczytałam dziś, że naukowcy potwierdzili to, co medycyna chińska, co pięć przemian i filozofia zdrowia wie od setek lat: odżywianie ma wpływ na nasze samopoczucie. Na nasz nastrój. 
Banalne przykłady? Rozdrażnienie, nerwowość, przygnębienie, apatia, brak siły, nadpobudliwość, po depresje czy zwykła radość, to jest bardzo związane z odżywianiem. 
Radość to oczywisty przykład, związany chociażby z popularną w tym względzie czekoladą, ale też niestety mitem poprawiającego humor cukru. Stąd te zajadanie się słodyczami, które jednak działa bardzo krótkofalowo robiąc więcej szkody w organizmie niż dając pożytku. Pięć przemian, zdrowie żywienie ma swoje odpowiedniki w innych produktach o smaku słodkim (którego tak naprawdę potrzebujemy, odczytując to mylnie jako potrzebę białego cukru). Sięganie po słodycze jest po prostu efektem niewiedzy. Innym przykładem są afrodyzjaki. Tak, działają one na niektórych pobudzająco, budzą ochotę na seks. Czemu? Proszę bardzo: działanie afrodyzjaków (co ja się będę produkować ;-)

Każdy posiłek dostarcza nam określonej energii. Zasila organy. Zasila mózg. Mózg, który steruje naszymi odczuciami i emocjami. 
Świetny artykuł znalazłam na Newsweeku: Mózg na talerzu. Nie wszystkie założenia pokrywają się z pięcioma przemianami, ale większość i to najważniejsza. 
Dla mnie jest to oczywiste od kilku lat, gdy przeszłam na kuchnię pięciu przemian, gdy zaczęłam je wdrażać. Niestety nie jestem wierna jej zasadom,  ponieważ nadal dość często zdarza mi się zjadać dania nieprzygotowane wg zasad, albo po prostu "zakazane". Różnica jest jednak taka, że robię to z pełną odpowiedzialnością za skutki. Zdaję sobie sprawę, jakie będą efekty odstępstw. Nie, nie powoduje to szczególnej poprawy, ale kuchnia pp jest u mnie obecna każdego dnia. Przynajmniej w jednym posiłku. 
Doskonale czuję się po każdej zjedzonej potrawie, przygotowanej wg pięciu przemian. Pożywne śniadanie, albo obiad albo kolacja, zjadana z reguły późno, bo mam dość przesunięty zegar i kolacja o 20tej jest dla mnie normalna. Co dobre, nie wpływa to negatywnie na moją wagę ani zdrowie. Jeśli pofolguję (z przyjemnością), to z przyjemnością też wracam do pp. 

Najważniejsze jednak jest wiedzieć, że nasz charakter, nasze nastroje są bardzo silnie sterowalne przez jedzenie. Przez dostarczane składniki, minerały, witaminy, mikroelementy. Dobór produktów świeżych, regionalnych, samodzielne gotowanie gwarantują nam dostarczanie tego, co najlepsze. 
A tym samym świetne samopoczucie. 
Co jednak zrobić, gdy to wszystko wydaje się nadal zbyt skomplikowane? Wprowadzać zrównoważoną kuchnię stopniowo. Zanim się po coś sięgnie, chociaż moment się zastanowić, jak to na nas zadziała. Z czystego egoizmu. 


Jeszcze słowo o dietach i odchudzaniu, bo idzie wiosna i temat znowu powróci: można mi zarzucić wiele, ale na wagę i sylwetkę  nie mogę narzekać. Nie, to nie skutek liczenia, ważenia się, sprawdzania kalorii. Ba, potrafię zajadać się Nutellą w środku nocy. To efekt tego, że moja dieta jest zrównoważona.

Powiem jedno: nie widzę najmniejszego sensu ani logiki we wprowadzaniu diet jednoskładnikowych, albo innych wynalazków różnych speców. Dlaczego? To proste: założeniem takiej diety jest drastyczne katowanie się jakimiś wybranymi, mało zróżnicowanymi składnikami i daniami. Człowiek pewnie siłą rzeczy marzy, żeby już schudnąć i z radością wrócić do starych nawyków, rekompensując sobie miesiące "wyrzeczeń". Efekt jo-jo musi nastąpić. To logiczne. Logiczne jest też, że nadwagę powodują właśnie błędy żywieniowe przede wszystkim w niedostarczaniu organizmowi wartościowych elementów, zapychając go pustymi kaloriami. 
Hamburger? Fast food? Proszę bardzo. Raz na ruski rok. Ale każdy, kto się na co dzień zdrowo odżywia wie, że to jedzenie jest po prostu mało wartościowe. Dobrze ugotowane potrawy, świetnie przyprawione i smaczne zawsze wygrają z pizzą na telefon. Ta pizza jest fajnym urozmaiceniem, żeby sobie jednak z większą przyjemnością wrócić do naprawdę dobrych dań, ze świeżych składników, przyprawionych i ugotowanych z przyjemnością. To zupełnie inna jakość jedzenia. Czy są wyjątki? Oczywiście. Jest coraz więcej lokali ze zdrową kartą jak chociaż znany subway, czy green way. Do nich nic nie mam  :-)  Znajdzie się oczywiście więcej wyjątków, ale one są wyjątkami w szybkiej gastronomii.
Czym się kieruję w ocenie? Czasem czekania na danie. Wbrew pozorom, im dłużej, tym lepiej, bo wierzę, że przygotowanie dania wymaga czasu, którego nie mają dania  z półproduktów. Lubię miejsca, gdzie mogę poczekać. 

I jakoś zawsze mi szkoda ludzi, którzy się zachwycają fast foodami. To tak, jakby się zachwycić podróbką, gdy można mieć oryginał. 
Kwestia smaku i wyboru. 
I skutków.

Z całym szacunkiem, o fast foodach można powiedzieć wszystko, ale nie że są pyszne. To nielogiczne. 
Już pomijając skutki dla zdrowia. To nie jest pyszne. Po to się czasami sięga z konieczności (w podróży, w nocy już lepiej zajechać do Maka niż do niewiadomego baru, chociaż na szczęście to się trochę zmienia i coraz więcej jest miejsc - szczególnie przy szybkich trasach - , gdzie można zjeść stosunkowo dobrze) , albo dla kaprysu, ale to nadal nie jest pyszne. Nie wypaczajmy definicji.

Pyszny to jest świeży dorsz zapiekany w ziołach, którego polecam każdemu, kto trafi nad morze.

 Uwaga! W okresie 01.07-01.09 obowiązuje zakaz połowu dorsza ze względu na tarło (w sieci). W tym okresie można się jedynie łapać dorsza na wędkę. Wyprawy na dorsza są dość lubianym zajęciem kilku moich znajomych i polecam to jako atrakcję. Jednak  zakaz skutkuje tym, że chyba w żadnym barze, łotewer, nie dostanie się w sezonie urlopowym, świeżego dorsza. Pozbawiam złudzeń turystów :-) 

Naprawdę cieszy, że naukowcy zaczynają potwierdzać teorie pięciu przemian, czy filozofii zdrowego odżywiania. 
Zawsze będę powtarzać, że lepiej wydać pieniądze na dobre jedzenie niż na lekarza. W zdecydowanej większości przypadków mamy na to olbrzymi wpływ. Wystarczy to zauważyć i zrozumieć. Zrównoważona kuchnia, to nasza równowaga w życiu. Na mało co innego powinniśmy znajdować czas, jak właśnie na dbanie o siebie i własne zdrowie.

Zrozumienie istoty haseł, które są tak oklepane, czyli "jesteśmy tym, co jemy", jakość jedzenia, to jakość życia, poszukanie równowagi i wprowadzenie jej leży w interesie każdego. Im szybciej ludzie to zrozumieją, dla siebie, tym lepiej. Słowo dieta odzyska swoje prawidłowe znaczenie, bo jakąś dietę ma każdy bez wyjątku. Tylko pytanie - jaką?