10.1.13

Pora przestać udawać

Olśniło mnie dziś. Zobaczyłam. Zrozumiałam. Zobaczyłam smycz, jaką ludzie sobie zakładają na szyję zaciskając coraz mocniej z każdym dniem, aż ciężko im oddychać. 

Eureka!


Treść objawienia: ludzie uczą się udawać szczęście. Nie być szczęśliwymi, nie szczerości przed samym sobą, ale jak doskonale udawać szczęśliwego. Szczęśliwą. Gdy im się serce kraja, smutek zalewa duszę, depresja drąży nerwy oni się uśmiechają mimo oczu czerwonych od nocnych łez i żalu. 





I szczerze, to przyznam, że to jakaś totalna paranoja. Nie można tak. Ludzie, obudźcie się. Życie nie polega na tym, żeby przejść je dobrze udając, że wszystko jest ok.  Mistrzowie w tej sztuce naprawdę potrafią do szpiku kości oszukiwać nawet samych siebie. Tresują otoczenie, ale głównie siebie. 

Tak nie można. To jest bez sensu i nie służy niczemu dobremu. 

Ja jestem slow, wyczulam bardziej zmysły, również empatię, tylko nie po to, żeby wchodzić w skórę innych i współdzielić z nimi Weltschmerz, ale widzę i czuję, gdy coś jest nie tak. Zresztą każdy w miarę rozgarnięty człowiek to widzi. Ludzie generalnie widzą, że dialog 
- co u ciebie? 
- wszystko w porządku
jest ściemą, gdy ściemą jest, jak powiedziałby Yoda. I nie drążą, bo przecież oni sami też udają i też tam mówią, żeby mówić. Bo tak wypada. Bo tak się mówi. 

Ale chodzi o to, żeby odpowiadając na te pytanie tak uważać, właśnie że wszystko jest w porządku. 
I to jest zupełnie i spokojnie możliwe. Wiem, bo tak mam.
Istotą rzeczy jest przestać się oszukiwać. Siebie samego. Popatrzeć w lustro, zrobić remanent emocji, doświadczeń, poglądów i poukładać się ze sobą. Przestać udawać tworząc kolejne maski, pozy. Przestać szkolić się w oszukiwaniu samego siebie. Oczywiście każdy z nas ma tzw "wiele twarzy" (przynajmniej powinien mieć, bo złożona osobowość jest pewnym wyznacznikiem rozwoju ludzkości), ale to nie to samo. Nie w tak kardynalnych sprawach jak poczucie szczęścia, zadowolenia z życia, z relacji, z tego co się czuje i robi. Nie można udawać przed samym sobą. To chyba największa krzywda, jaką można sobie robić. 

W byciu szczęśliwym chodzi o to, żeby to szczęście czuć. Po prostu. Nie wmawiać go sobie, nie przekonywać siebie, nie mówić bzdur, że "szczęście to tylko chwile", nie dorabiać jakieś dziwnej ideologii i teorii do szczęścia. Nie nadawać mu rangi czegoś nieosiągalnego i nieuchwytnego jak zorza polarna. Bo szczęście jest po prostu stanem, który jest normalny jak każdy inny stan. Filozofom, pisarzom i grafomanom pozostawmy odrealnione opisy. Ba, sama lubię je czasami pouskuteczniać, bo przekoloryzowanie i przerysowanie jest estetycznie i emocjonalnie rozkosznym zabiegiem. Ale to tyle. Poza tym bycie aktorami w życiu nie ma doprowadzać do grania przed sobą samym. No to musi powodować frustrację, bo udawanie jest na dłuższą metę męczące i wyczerpujące.

Na pytanie, czy się jest szczęśliwym odpowiedź ma być "tak". Bez żadnych dalszych "ale". Powtórzę,
nie chodzi o umiejętność wmawiania sobie, że jest ok. Chodzi o to, żeby tak się układać ze sobą i światem, żeby przerabiać emocje, przeżycia, relacje, plany, marzenia i każdy dzień, żeby te szczęście było autentyczne. Zadowolenie z siebie i życia także. 

Nie uczcie się pięknie pisać, pięknie mówić, gdy jest źle, po to, żeby zamazać własne emocje i odczucia. Je trzeba przeżywać, przerabiać i iść dalej. 

Udawanie szczęśliwego jest bez sensu. Pora to zrozumieć. 
I zacząć być szczęśliwym. 

Właśnie teraz. 
Układać się z sobą, nie uczyć się mozolnie oszukiwać siebie, robienia dobrej miny do złej gry przed sobą itp, itd, a po prostu żyć tak, żeby puzzle układały się w zgrabną całość.  Nie chwalmy się za to, że sami siebie dobrze oszukujemy. No przecież to jakiś absurd. Prawda? No przecież oczywiście, że prawda. Widać? Widać. Dziękuję. 

PS. I naprawdę głupotą jest powtarzanie frazesów, że szczęście jest ulotne, jest nieosiągalnym celem, mistyczną nirwaną, momentem głębokiego duchowego uniesienia... bla, bla, bla. Szczęście jest szczęściem. 
Kropka.

Szczęścia życzę :-)