24.1.13

Pół na pół

Ludzie nie wierzą w sprawczą moc myśli.






"Sekret" jest zbiorem bzdur - mawiają jedni, nastawienie nie ma nic do rzeczy - mówią inni. Liczą się znajomości i bogaty tata - rzucają kolejni. Słucham z uśmiechem. 

Można negować. Oczywiście.  Tylko tak się zastanawiam, po co? Czy nie ciekawiej jest  sprawdzić,  jak jest? Ja akurat mogłabym książkę napisać, o tym, jak mocno prawdziwe to jest. Nie, nie mówię, że to moc sprawcza, bo tego się nie da udowodnić, chociaż te określenie dobrze oddaje mechanizm i przyjęcie go jako nazwy roboczej jest ok. Wiem, że myślami można tak kształtować odniesienie do rzeczywistości, że zaczynamy wierzyć we własne moce. Nie chodzi o matematyczny, realny dowód. Chodzi o efekt i działanie. O spiralę, która się rozciąga i kurczy w czasoprzestrzeni.

Bardzo często muszę znajdować rozwiązania, dla sytuacji, które wymagają doświadczenia, praktyki, wiedzy, orientacji w jakimś świecie, znajomości funkcjonowania wielu złożonych i zależnych mechanizmów. Żongluję informacjami. 
Ważne są rozwiązania otwierające też na przyszłość. Nie przejdzie u mnie pozostawienie sprawy z etykietą "nie da się". To musi być coś naprawdę poza realnymi możliwościami współczesnej wiedzy. Bezdyskusyjnie. Do takich momentów też staram się nie doprowadzać (brak zapobiegawczego przewidywania traktuję jak osobisty błąd, porażkę). Każda lekcja uczy mnie czegoś nowego. Kreowanie obrazu rozwiązania, możliwych rozwiązań, optymalnych, najlepszych, możliwych negatywnych z projektami zapobiegawczymi (bo zawsze jest jakieś rozwiązanie), to dla mnie standard. Właściwie dzieje się to tak szybko i tak często, że nie wnikam w to zbytnio, po prostu działam i biorę kolejne tematy. Ok. 
Ważniejsze jest jednak, że kreowaniem efektów, wyników tych działań  traktuję już dość podświadomie wielopoziomowo, ale bez napinania. Planowanie wymaga też sporego marginesu luzu. Na działanie dla innych. Na siłę i tak wiele się nie osiągnie. Nie na dłuższą metę. Zamęczanie zniechęci każdego. Światu czasami po prostu dobrze jest nie przeszkadzać. 

Trzeba umieć mieć spory margines zaufania  do innych. Po prostu odpowiednio ich dobierać. Oszukanie jest naszą winą. Pamiętajmy o tym. Błędem naszego matriksa.

Zaufanie nie jest naiwnością.

Dobre myśli. Banalny przykład:
Jedzie przede mną ciężarówka. Zaraz będę skręcać. Ciężarówka jest coraz bliżej, bo wlecze się niemożliwie.
Co myśli przeciętny człowiek?
Pewnie skręci, tam gdzie ja i będzie się wlec i ja za nią, bo tam nie ma jak wyprzedzić.
Prawda? Prawda. Czasami słyszę jako pasażer - pewnie skręci.
Mówisz i masz.

Co ja sobie myślę?
Pojedzie prosto. Nie skręci, prawda? :-)

Co się dzieje?
Ciężarówka jedzie prosto.
Nie chciało mi się wierzyć. Śmiałam się jeszcze długo.
Szanse były pół na pół.

Inny przykład. Miejsca parkingowe. Są miejsca, gdzie ciężko podobno zaparkować. I co? Dla mnie to legendy. Ja zawsze znajduję miejsce. I to bez jakiejś gimnastyki.
M. uważa, że mam szczęście.
Ok. Też mam taką nadzieję, nawet w to wierzę, jednak bardziej wierzę w to, że ja się nie nakręcam negatywnie. Nie mówię, że pozytywnie, że to zawsze działa, że chcę i mam. To nie kwestia jakiegoś roszczeniowego podejścia do życia, bo w końcu na to nikt nie ma specjalnie wpływu, ponieważ świat z reguły kręci się wokół siebie, tylko jakimś zbiegiem okoliczności udaje mi się być tam gdzie trzeba, wtedy, gdy trzeba. Nawet jeśli się spóźniam (jestem mistrzynią niepunktualności), to się okazuje, że dobrze wyszło, bo i tak by się opóźniło, bo coś się przesunęło, albo spóźniając się trafiam na kogoś, kogo chciałabym spotkać, albo wręcz odwrotnie. Kosmos lubi działać na luzie, bez napinania, naciskania, poganiania ani olewania. Po prostu w którymś momencie trzeba umieć dać mu spokój. I będzie dobrze.
A jeśli coś jednak nie wychodzi, to nigdy nie żałujmy. Widocznie tak będzie lepiej i może uchroniło nas to przed jakimiś komplikacjami. Uda się następne.
Więcej zaufania.
Przede wszystkim w energię naszych myśli.
I to, że gdy nasze myśli są totalnymi bredniami, to kosmos też to wie i tylko się do nas uśmiecha z pobłażaniem.
Lekko Coehlo. Trudno.
Nie da się inaczej ująć oczywistych spraw.
Zawsze jest pół na pół. Pomyślmy o obu stronach medalu i jeszcze tej trzeciej. Każda z nich niesie ten sam ładunek emocji. Tak samo silny. Nie doszukujmy się we wszystkim, co nam nie pasuje, pecha, złośliwości losu, czy innych makabryzmów. Czasami bywa różnie. Tak, bądź inaczej podejście zawsze może być nowym punktem wyjścia.
Co ja zauważyłam? Gdy coś idzie nie po mojej myśli, prawie zawsze znajduję pozytyw w tym. I podwójną siłę sukcesu, który  następuje za jakąś porażką. Ten nadchodzi zawsze. Zawsze. 
I większość życia, to są, mniejsze lub większe sukcesy. Czasami wielkie. Ich energia niesie echem jeszcze długo.

Z wielu sukcesów większość ludzi nie potrafi się cieszyć, czekając ciągle na większy. Ten mały niesłusznie i niesprawiedliwie ignorując. 

Niesprawiedliwie dla siebie. Maleńkie sukcesy, przyjemności składają się na wielką całość przerastającą co, co nam nie pasuje.

Mój ulubiony rysunek i punkt widzenia:


Bez powietrza nie doszlibyśmy daleko.
Kosmos mnie lubi. Kto jeszcze tak o sobie myśli?