29.1.13

Smaki w myślach

Na mojej liście marzeń osobną kategorią są "podróże". Miejsca jako takie, ale też powód. Cel, odwiedzenia akurat tego czy innego miejsca. Poza względami oczywistymi, poczuć klimat miejsca, poznać ludzi, pobyć wśród nich, pooddychać tamtym powietrzem, bardzo ważne dla mnie jest skosztowanie tamtejszych kuchni. Z całym szacunkiem, ale nie widzę szansy zjedzenia regionalnych potraw z innych krańców Europy czy świata w Polsce. Nawet, jeśli się przywiezie lokalne produkty, to to nie jest to samo. I nie może być. Dla mnie różnica jest w samym lokalnym jedzeniu w Polsce, a co dopiero z Europy czy świata. Dlatego chciałabym podróżować dla poznawania też autentycznych smaków. 




Oczywiście numerem 1 jest ciągle podróż koleją Transsyberyjską.
Bez zmian. Tu względu kuchni są drugorzędne. Chociaż mój niecny plan przewiduje przystanki kilkudniowe w wybranych miejscowościach, po to, żeby właśnie spróbować lokalnych kuchni. Pobyć z ludźmi. 


Od dawna na mojej liście jest też Toskania. Tego chyba tak samo nie trzeba tłumaczyć. Zdecydowanie za dużo się naoglądałam i nasłuchałam. Moi znajomi obcokrajowcy, którzy próbują przenieść na obcy grunt różne potrawy, wybierając nawet najlepsze składniki, importowane, lokalnych producentów i tak zawsze przyznają, że to nie jest to samo. I nie może być. Czy to dania włoskie, czy nawet niemieckie, albo greckie czy hiszpańskie. Stąd moja tęsknota za podróżami. Za Włochami, za Toskanią z jej widokami, ale ostatnio dołączyła do niej surowa Sycylia. Ech Włochy. Oczywiście. Elena zachorowała mnie na nie zupełnie. Slow samo w sobie.


Od kilku lat jest na mojej liście Barcelona, ale poza kuchnią, marzy mi się  m.in. spacer po parku Gaudiego. Właściwie mogłabym tak spędzić kilka dni. W samym parku. Napatrzeć się do zmęczenia. Wychodzić tylko coś zjeść (o ile na terenie nie ma jakichś jadłodajni) i spać. Albo i nie ;-)  Ciepłe noce spędzane na powietrzu są fantastyczne. Od tych nad morzem począwszy.


Tak na dobrą sprawę, chciałabym przejść się ścieżkami bohaterów większości filmów Allena. Tymi sprzed czasów kręcenia w Europie też. Czyli Nowy Jork. Ale on nie jest nawet na mojej liście, no jest, ale to musiałby być jakiś przypadek, zrządzenie losu i przyjęłabym go z głębokim zwdęchnięciem. Dla Allena i dla Central Parku.  Właściwie powstało tam tyle filmów, że ok. W ostateczności może być, jednak to Europa mnie podnieca

"Vicky, Cristina, Barcelona" jest jednym z moich ulubionych filmów Allena. Dobrze, że wszedł do Europy (czekam na film z Gdańska ;-)
Z kim bym nie rozmawiała, kto był w Hiszpanii, to nie można się w niej nie zakochać. No i Barcelona. Tam chce się wracać. Tak, też tak czuję ;-) Mam ją na liście od kilku lat, ale ciągle daleko. Kiedyś umówiłam się z jedną z przyjaciółek, że polecimy tam razem na weekend. No i tak za każdym razem, gdy się widzimy, to to sobie przypominamy. Do tego moją perełką w opisie Barcelony jest tekst Mojej Trawy. Ona tam była i cudnie to pokazała.


W ubiegłym roku doszła Kuba i pragnienie zatańczenia salsy. Na miejscu.  Z tamtymi ludźmi. Do szpiku autentycznie. Spędzić kilka nocy na hawańskich imprezach. Do tego czasu ćwiczę salsę w miarę możliwości i czekając na powrót regularnych zajęć ;-)  
chciałabym do nich dołączyć. 
czuje się ten klimat. 
Oczywiście przy tym wszystkim chcę też wrócić w Tatry i zdobyć jakiś szczyt. Tak po prostu. Po spacerze na Morskie Oko wiem, że chcę większego wyzwania.
I to wszystko są przeżycia, podróże, które bardzo mi się marzą. Wiążą się ze wszystkim, co cenię w podróżowaniu, co wymieniają chyba wszyscy, którzy podróżują. Nieważne jak często. 
Jednak to, co mi się marzy najczęściej to święty spokój i możliwość spokojnego delektowania się chwilą.
Bez wrażeń, a z doznaniami, przede wszystkim kulinarnymi i wzrokowymi. Czyli dobre jedzenie przy pięknym widoku w dobrym towarzystwie ludzi, którym się nigdzie nie śpieszy. A takich na świecie nie brakuje.
Na szczęście to znajdzie się wszędzie, tu na miejscu przecież przede wszystkim, ale od niedawna na dalekie miejsce wysunęła mi się Kreta. Grecka kuchnia przemawia do mnie swoją lekkością i prostotą. Czuję też, że tam przestanę się obruszać na owoce morza, z których na dziś toleruję jedynie małże. No może czasami krewetki. Ośmiornicę czy kalmara trzeba mi podsuwać podstępem. W Grecji by się to zmieniło. Przede wszystkim dlatego, że tam dostałabym je świeżutkie, nierozmrożone (oczywiście przy odrobinie szczęścia). Nie przetransportowane z drugiego krańca kontynentu. Owszem, kocham uroki globalizacji, bo cenna jest możliwość zakupu produktów z innych krajów, ale dla mnie to nadal nie to samo. 
Kocham ryby i tam dałabym temu zupełnie upust. Owszem, tu sobie też nie żałuję, ale jednak nadal nie w tym rzecz. Grecja? Kocham świeże sałatki, proste, z dużą ilością oliwki z oliwek, z fetą, z pomidorami ze wszelkich postaciach.
http://www.yemmy.pl/artykuly/85199-kuchnia-grecka-czyli-jak-jesc-zdrowo-i-ze-smakiem
Mogę też zajadać się po prostu świeżym pieczywem z oliwką z oliwek. No i może lampką wina. Chce mi się podróżować kulinarnie, muzycznie, regionalnie. Dotykać wszystkiego z bliska i próbować na miejscu. Już sobie zbieram informacje o Krecie.

Mam cichą nadzieję, że 2013r. pozwoli mi na to. Dotychczasowe kierunki zdecydowanie mi się opatrzyły i pora ruszyć dalej. Same podróże są przecież też absorbujące, więc docierając na miejsce marzy mi się usiąść w miejscu z cudnym widokiem, fantastycznymi zapachami, życzliwymi ludźmi i po prostu dobrze zjeść. Skrajnie świeże, lokalne dania i produkty. 
I na pamiątkę zabrać dla siebie i bliskich specjały. Z oliwką z oliwek na czele,  z oliwkami marynowanymi na różne sposoby włącznie. Do domowej sałatki jak znalazł. Znajomość kuchni z przepisów, z restauracji to nie to samo. Bardzo chciałabym poznać smaki w tych krajach. A na dziś najbardziej pobyć po prostu w greckiej lokalnej, małej knajpce. Totalnie slow. Właściwie za każdym razem, gdy staję przed wyborem miejsca na urlop waham się wybierając z reguły te same kierunki i otoczenia, bo zbyt duży wybór mnie ogłusza. Pora to zmienić. Tyle smaków na mnie czeka, oby z M.To by było optymalne. Uwielbiam z nim podróżować.