Okularnicy, czyli rzecz o okularach

Kocham nosić okulary. Zadziwia mnie potrzeba korygowania wzroku (pomijając ryzyko, które jest już podobno coraz mniejsze i nawet mój astygmatyzm to teraz kosmetyka). Ja po prostu kocham nosić okulary. Od 6. roku życia (gdy byłam zmuszana do noszenia, bo faktycznie nie dość, że oprawki miałam najładniejsze z możliwych na tamte czasy, czyli okropne, to jeszcze lewe oko miałam zaklejone taką pasiastą folią korygującą).  Potem się oswoiłam, poddałam, przecierpiałam okres wyzwisk i kpin i podrosłam. I wtedy też zaczął się naprawdę okres kochania okularów. 
Miałam w życiu chyba wszystkie możliwe kształty i wersje. Nie miałam nigdy szkieł kontaktowych. I nie będę miała.




Z doświadczeń 30 lat:
Oprawki 
Oprawki bezramkowe. 
Za:
- ładnie ich nie widać :-)
- są bardzo delikatne i naprawdę ładnie wyglądają na twarzy
- są leciutkie

Przeciw:
- niezmiernie łatwo się rozkręcają.
- niezmiernie łatwo się odkształcają (co np. przy cylindrach nie jest tym bardziej dobre)
- bardzo wrażliwa konstrukcja wymusza bardzo ostrożne obchodzenie się z nimi (rozbieranie się "przez głowę" z okularami na nosie - niemożliwe. Powyginają się lekko).
Cena zależna od producenta. Bez znaczenia dla w/w cech.


Oprawki designerskie 
Miałam Marco Polo i Dolce&Gabbana. Poza tym, że były markowe i miały logo, to nie były jakimś objawieniem jakości. Rozkręcały się, były strasznie delikatne i wrażliwe, ale zaznaczam, że miałam delikatne i wrażliwe modele. Kiedyś tylko takie wybierałam.
Cena ok. 1000zł, ale ostatnio widziałam u optyka Hugo Bossa za 400zł. Przy obecnych Solano za 240 zł to nie duża różnica. W jakości też. Oprawki designerskie cechuje marka. Jeśli to kogoś bardzo kręci, to na pewno może się tym spokojnie kierować. Jakościowo nie odbierają od oprawek firm, które się po prostu w oprawkach specjalizują. 

Generalnie, z reguły nie patrzę na markę, tylko na to, jak się w nich czuję. Jak mi pasują. Wypróbować można wszystko. I tak też robię i robiłam.

Obecnie mam oprawki zwane "nerdami". Zakochałam się w nich, gdy zobaczyłam je na nosku przeuroczej blogerki - MojejTrawy.
Właściwie podobne nosiłam na samym początku, czyli 30 lat temu, tak w ramach wracającej mody ;-) 

I co? Są genialne. Brak "nosków" eliminuje ich wyginanie i odkształcanie. Oczywisty mechanizm wyginania  zauszników. Są lekkie i nie uwierają ani za uszami, ani nosa. Lekko zjeżdżają, co pozwala wykonywać genialny gest poprawiania. Kocham te okularki ;-) 

Co będzie następne? Nie wiem. Nie wiem, co będzie za 2-3 lata. A te mają dopiero 4 miesiące. Jeszcze nie zdążyły mi się nawet opatrzyć.

Czym się kierujemy przy wyborze? Oczywiście gust gustem, ale dobrze jest dobierać oprawki do stylistyki, do kolorystyki,  do twarzy (oprawkami nadaje się jej dodatkowo wyrazu. Zawsze). Są jak biżuteria i makijaż w jednym. Dlatego ja osobiście nie noszę nigdy kolczyków. Dla mnie to przedawkowanie ozdób na twarzy. Makijaż oczu? Uważajmy, bo zależy jakie są szkła, jak działają. Chociaż i tak nosząc okulary można sobie na dużo pozwolić. Makijaż oczu może być spokojnie mocniejszy. Wybierając oprawki radzę zwracać uwagę też na te czynniki, które wymieniłam powyżej. Stabilność, konstrukcja oprawki są ważne. Ja wymieniam okulary co 2-3 lata, więc dobrze jest być pewną wyboru. 

Na marginesie - Ostatnio okulistka powiedziała mi, że te 2-3 lata to też generalnie optymalny czas na wymianę szkieł (niekoniecznie oprawek), ponieważ (o dziwo!) tracą one też swoje właściwości i moc. 

Szkła
Fotochromy. 
Na czym polega działanie? Krótko mówiąc białe szkła robią się czarne pod wpływem promieni UV. Same szkła za wydatek ok 700-1.000 zł (bez oprawek). Lepiej jednak wybrać najlepsze (i w tym wypadku najdroższe), ponieważ szkła i producentów różni czas reakcji na zmianę. Dobre szkła ściemniają się (i to na bardzo, bardzo ciemno) błyskawicznie i błyskawicznie, po wejściu do pomieszczenia się rozjaśniają. Dobre szkła są też zupełnie białe, gorsze marki są już wyjściowo lekko przydymione. 

Na początku wybrałam je przed zrobieniem "prawka", bo chciałam, żeby mi się ściemniały szkła, gdy prowadzę samochód. Nie przewidziałam, że to niemożliwe, ponieważ szyba samochodu zatrzymuje promienie UV. Plusem jest brak konieczności noszenia drugiej pary okularów przeciwsłonecznych (jeśli komuś bardzo zależy, a ja akurat to kiedyś praktykowałam. Niezmiernie uciążliwe).

Minusem fotochromów jest fakt, że na wszystkich zdjęciach robionych na zewnątrz, z ostatnich 4-5 lat, mam przyciemnione szkła.
Plusy? Są świetne i mimo wszystko plusem jest fakt tego ściemniania na zewnątrz, ponieważ latem nie  mrużyłam oczu na słońcu. Zdjęcie okularów mnie oślepiało i zamieniało dosłownie w kreta, ale w końcu ich przecież często nie ściągałam. Wrócę do nich, jak zaczną mi mocno przeszkadzać zmarszczki ;-) Minusem jest jeszcze to, że fotochromy ściemniają się naprawdę zawsze, gdy jesteśmy na zewnątrz. Zima nie zima, deszcz, śnieg, słońce promienie UV działają non stop i non stop mamy przyciemnione szkła. 
Gdy rozmawiamy z ludźmi, to mamy jakby okulary przeciwsłoneczne na nosie. Czasami niezręcznie jest tłumaczyć i przepraszać, że to fotochromy (nie muszę tłumaczyć, że rozmawianie z okularami słonecznymi na nosie jest niegrzeczne?. Rozmówcy patrzy się w oczy. Po prostu). Ale fotochromy są i tak fajne. 

Ich pielęgnacja nie niesie ze sobą żadnych utrudnień. Szkła jak szkła. Dobre są odporne na zarysowania i te 2 lata można je spokojnie nosić.

Poza tym, to obecnie już chyba wszystkie szkła są plastikowe, z lekkich materiałów. Warto zawsze brać dodatkowo filtr antyrefleksyjny. Filtr UV jest też raczej standardem, ale warto się upewnić. Szkła obecnej generacji właściwie są odporne, nie parują łatwo, nie łapią zacieków. Czysta przyjemność. 

I na koniec: co do czyszczenia? Przyznam, że  po wypróbowaniu wszelkiego typu nowości, mikrofaz, mikrofibr, ściereczek nasączanych i nie, wróciłam do starej, sprawdzonej irchy. Nie do porównania. 

I tak się nadal zastanawiam, jak w dzisiejszych czasach okulary mogą jeszcze budzić kompleksy? Jest tak cudny wybór oprawek, jest tyle kombinacji i możliwości, okulary zawsze nadają tego lekko inteligentnego sznytu (jak to ostatnio usłyszałam) :-), ale pomijając, są po prostu fenomenalnym dodatkiem, biżuterią, jak te kolczyki. Czy naprawdę jest się czego wstydzić? Ja akurat jestem ortodoksem i w gruncie rzeczy, ciężko mnie zobaczyć bez okularów, ale poza tym, uciekanie do szkieł ze wstydu... Poważnie? 

Ciekawostka, ostatnio trafiłam na jakiś program, reportaż, o polskich modelkach w Mediolanie. Jedna z dziewczyn na stałe nosi okulary. Śliczna buzia, w końcu modelka, ale te okulary mnie zaskoczyły, bo raczej jasne, że są zawody, gdzie te oprawki nie przejdą. Ale żeby w modelingu? Uśmiechnęłam się. Jak te czasy się zmieniają. 

Bycie okularnicą to dla mnie zaszczyt. Są wady, które się kocha. U siebie i u innych. Właściwie są takie, bez których można być uboższym. One nas definiują. I bardzo dobrze. Noszenie okularów jest genialne. Znam kilka okularnic, które wyglądają w swoich okularkach po prostu cudnie. No i tak to działa :-)
Czemu ten tekst? Bo zdarza mi się słyszeć roztrzęsione - będę musiał/a nosić okulary.
No dramat. Faktycznie. Tragedia roku. Och ludzie. Weźcie przestańcie. Okulary są świetnym gadżetem.


PS. Facet w okularach... Mrau. Moje dwa małe duże stylistyczne ideały: moi bracia, którzy są strasznie wysocy, łysi, mają fajny kształt głowy i do tego noszą okulary (oni akurat sięgają też czasami po szkła kontaktowe). Wyglądają rewelacyjnie. Naprawdę rewelacyjnie. I doskonale o tym wiedzą wykorzystując ten look z premedytacją ;-) 


Komentarze

  1. Przemysław Pochyły21 stycznia 2013 11:02

    Jest jeszcze jedna opcja na rozwiązanie problemu słońca przy noszeniu okularów. Od kilku lat na rynku dostępne są oprawki z dedykowanymi nakładkami przeciwsłonecznymi. Są one na tyle dyskretne, że po ich założeniu okulary wyglądają dokładnie jak okulary przeciwsłoneczne. Do tego to ty decydujesz kiedy chcesz chronić się przed słońcem. Kiedy nakładki nie są ci potrzebne, chowasz je do futerału (wsówka) i wrzucach do torby, czy do kieszeni. Co istotne oprócz ochrony przed słońcem, zapewniają jeszcze ochronę przed refleksami słonecznymi (mają warstwę polaryzacyjną), co jest nieocenioną właściwością, gdy jedzie się samochodem i po deszczu postanowi wyjrzeć słońce. Ceny takich oprawek zaczynają się już od ok 300,00 zł. Serdecznie polecam takie rozwiązanie wszystkim niezadowolonym z fotochromów. Dla mnie jest to rozwiązanie idealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ba, obecnie można dobrać takie nakładki już praktycznie do każdych okularów :-) Świetnie sprawdza się w końcu schowek na okulary w samochodzie.

      Usuń
  2. Wszystko cacy, jak sie nie gra w pilke. Wtedy okulary moga byc niebezpieczne i zdecydowanie lepsze sa kontaktowe. Chyba ze pancerne, udaroodporne oprawki przywiazane do glowy paskami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brat Zacoezyciela, ogólnie życie jest niebezpieczne z natury, bo kończy się śmiercią, o śmierci przedczesnej z powodu używania patrzałek nie słyszałam. Ad vocem okularów, słoneczne wymyślili Eskimosi. Nie słyszałam, obecnie by okulary czy to słoneczne, czy korekcyjne były passe. A, że są fantastycznym gadżetem, no to wynalazek końca XX wieku, obecnie są częścią biżuterii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja lubie jak jest niebezpiecznie. Tylko nie lubie, jak kawalki rozbitego pilka szkla soczewki wbijaja sie w galke oczna, takie male zboczenie.

      Usuń
    2. Bracie, ale przyznam, że szybciej piłką złamiesz oprawkę, niż potłuczesz szkła. One są plastikowe. Szklanych już teraz chyba się nie kupi (chyba). Mówi się na nie dalej "szkła", tak jak na "szkła kontaktowe", w których też jest tyle szkła, co w soczewkach plastikowych :-)

      No i ok, umówmy się, wiele sportów powoduje noszenie oprawek niebezpiecznym bądź niemożliwym(boks? pływanie? pewnie więcej się znajdzie) i wówczas faktycznie lepiej sięgnąć po szkła kontaktowe, ale wiele dyscyplin nie wyklucza noszenia normalnych okularów.
      Bardzo długo grałam w siatkówkę i nigdy nie dostałam nawet piłką w twarz. Jak ktoś nie ma refleksu, to niech gra w inne gry, które go nie wymagają, albo niech go po prostu ćwiczy :-)

      Usuń
    3. No dobra, nakryliscie mnie, nie potrzebuje nosic okularow i nie lubie grac w pilke. Co do siatkowki zgoda, ale pilkarz nozny, jak dostanie petarde z bliska w twarz na polu karnym, to raczej zaden rekfleks mu nie pomoze. Ze nie wspomne o glosnym wypadku utraty oka (chyba niezwiazanym z oprawka) u polskiego pilkarza recznego. Tak chcialem tylko zaznaczyc, ze gdzieniegdzie (np. tez nurkowanie) klasyczne oprawki sie po prostu nie sprawdzaja i tyle. I nie mowcie mi od razu, ze istnieja okulary do nurkowanie korekcyjne. Wiem. Tylko kosztuja duzo wiecej niz normalne i nalozenie soczewek.

      Usuń
  4. I jeszcze jedno, dla mnie uciążliwe jest zapanowywanie szkiełek. Wtedy jestem o krok od ciemności, i tak nic nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, a z parowaniem szkieł, to dziwne... Moje błyskawicznie odparowują, ale poza tym to zawsze mam w torebce irchę i je po prostu przecieram :-)

      Usuń
  5. Jeśli okulary, to tylko słoneczne. W dowolnych wariantach przyciemniania, fasonach, kolorach, do torebki, do sukienki, do humoru, do dnia. Poza tym soczewki, o ile wada wzroku ich nie wyklucza. Ich zalet nie sposób przecenić. Ładna, proporcjonalna, harmonijna, inteligentna twarz nie potrzebuje oprawek, żeby... nie potrzebuje ich do niczego:) Ale zgoda, są twarze, którym okulary dodają looku (niektórym wręcz protezują), rekompensują to i owo, odwracają uwagę od niedostatków czy wad. I niech sobie noszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompleks wady wzroku leczony soczewkami? Właśnie od tego odwołuję.

      Usuń
  6. Nie. Prosty, wygodny i niekłopotliwy sposób na korektę wady wzroku. Bez dorabiania ideologii, jak to robisz z okularami.
    Btw kompleksy na tle wady wzroku? W dorosłym życiu? Who are you, woman? Na tle zeza pewnie można się nabawić i to na długie lata, na tle okularów może i też ale to chyba za dziecka? O ile nie ma się wady wzroku od dzieciństwa, to w pewnym wieku, nie oszukujmy się, wadę wzroku się ma i już. Ale kompleksy z tego powodu? No cóż. Co kto lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak wyobraźni (rozumianej jako założenie, że mogą być różne punkty odniesienia). Akwarelo, opowiedz mi o nim.

      Who are you, woman? - Już parafrazujesz moje cytaty. Pięknie.

      Usuń
    2. Kompleks, brak wyobraźni - twoje diagnozy, twoje wizytówki, opowiedz o nich. Projektujesz na mnie swoje skarby.

      Ja noszę soczewki bo odpowiadają mojemu stylowi życia, umożliwiają swobodne pójście do sauny, uprawianie sportów, przebieranie w kolorach letniej odzieży, zaspokajają moja potrzebę życia wygodnego i funkcjonalnego i jak najdoskonalszego. A ty nosisz okulary bo lubisz, czy dlatego, że w ten sposób manifestujesz "nie mam problemu z wadą wzroku, nie mam kompleksów, halo, nie mam!". Jeszcze raz - opowiedz o tym. Albo lepiej nie. Obstawiam odpowiedź na poziomie gim. Bo jestem zajebista, zadarcie ogona i klasyczny duckface.

      Usuń
    3. Dobrze. Podlansowałaś się i podbudowałaś a teraz wróć do notki - piszę do tych, którzy się wahają albo wstydzą. Wolałabym, żeby tak dziecinne komentarze nie pojawiały się na tym blogu. Jeśli potrafisz czytać ze zrozumieniem, to zrozumiesz.

      Usuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl