21.1.13

Okularnicy, czyli rzecz o okularach

Kocham nosić okulary. Zadziwia mnie potrzeba korygowania wzroku (pomijając ryzyko, które jest już podobno coraz mniejsze i nawet mój astygmatyzm to teraz kosmetyka). Ja po prostu kocham nosić okulary. Od 6. roku życia (gdy byłam zmuszana do noszenia, bo faktycznie nie dość, że oprawki miałam najładniejsze z możliwych na tamte czasy, czyli okropne, to jeszcze lewe oko miałam zaklejone taką pasiastą folią korygującą).  Potem się oswoiłam, poddałam, przecierpiałam okres wyzwisk i kpin i podrosłam. I wtedy też zaczął się naprawdę okres kochania okularów. 
Miałam w życiu chyba wszystkie możliwe kształty i wersje. Nie miałam nigdy szkieł kontaktowych. I nie będę miała.




Z doświadczeń 30 lat:
Oprawki 
Oprawki bezramkowe. 
Za:
- ładnie ich nie widać :-)
- są bardzo delikatne i naprawdę ładnie wyglądają na twarzy
- są leciutkie

Przeciw:
- niezmiernie łatwo się rozkręcają.
- niezmiernie łatwo się odkształcają (co np. przy cylindrach nie jest tym bardziej dobre)
- bardzo wrażliwa konstrukcja wymusza bardzo ostrożne obchodzenie się z nimi (rozbieranie się "przez głowę" z okularami na nosie - niemożliwe. Powyginają się lekko).
Cena zależna od producenta. Bez znaczenia dla w/w cech.


Oprawki designerskie 
Miałam Marco Polo i Dolce&Gabbana. Poza tym, że były markowe i miały logo, to nie były jakimś objawieniem jakości. Rozkręcały się, były strasznie delikatne i wrażliwe, ale zaznaczam, że miałam delikatne i wrażliwe modele. Kiedyś tylko takie wybierałam.
Cena ok. 1000zł, ale ostatnio widziałam u optyka Hugo Bossa za 400zł. Przy obecnych Solano za 240 zł to nie duża różnica. W jakości też. Oprawki designerskie cechuje marka. Jeśli to kogoś bardzo kręci, to na pewno może się tym spokojnie kierować. Jakościowo nie odbierają od oprawek firm, które się po prostu w oprawkach specjalizują. 

Generalnie, z reguły nie patrzę na markę, tylko na to, jak się w nich czuję. Jak mi pasują. Wypróbować można wszystko. I tak też robię i robiłam.

Obecnie mam oprawki zwane "nerdami". Zakochałam się w nich, gdy zobaczyłam je na nosku przeuroczej blogerki - MojejTrawy.
Właściwie podobne nosiłam na samym początku, czyli 30 lat temu, tak w ramach wracającej mody ;-) 

I co? Są genialne. Brak "nosków" eliminuje ich wyginanie i odkształcanie. Oczywisty mechanizm wyginania  zauszników. Są lekkie i nie uwierają ani za uszami, ani nosa. Lekko zjeżdżają, co pozwala wykonywać genialny gest poprawiania. Kocham te okularki ;-) 

Co będzie następne? Nie wiem. Nie wiem, co będzie za 2-3 lata. A te mają dopiero 4 miesiące. Jeszcze nie zdążyły mi się nawet opatrzyć.

Czym się kierujemy przy wyborze? Oczywiście gust gustem, ale dobrze jest dobierać oprawki do stylistyki, do kolorystyki,  do twarzy (oprawkami nadaje się jej dodatkowo wyrazu. Zawsze). Są jak biżuteria i makijaż w jednym. Dlatego ja osobiście nie noszę nigdy kolczyków. Dla mnie to przedawkowanie ozdób na twarzy. Makijaż oczu? Uważajmy, bo zależy jakie są szkła, jak działają. Chociaż i tak nosząc okulary można sobie na dużo pozwolić. Makijaż oczu może być spokojnie mocniejszy. Wybierając oprawki radzę zwracać uwagę też na te czynniki, które wymieniłam powyżej. Stabilność, konstrukcja oprawki są ważne. Ja wymieniam okulary co 2-3 lata, więc dobrze jest być pewną wyboru. 

Na marginesie - Ostatnio okulistka powiedziała mi, że te 2-3 lata to też generalnie optymalny czas na wymianę szkieł (niekoniecznie oprawek), ponieważ (o dziwo!) tracą one też swoje właściwości i moc. 

Szkła
Fotochromy. 
Na czym polega działanie? Krótko mówiąc białe szkła robią się czarne pod wpływem promieni UV. Same szkła za wydatek ok 700-1.000 zł (bez oprawek). Lepiej jednak wybrać najlepsze (i w tym wypadku najdroższe), ponieważ szkła i producentów różni czas reakcji na zmianę. Dobre szkła ściemniają się (i to na bardzo, bardzo ciemno) błyskawicznie i błyskawicznie, po wejściu do pomieszczenia się rozjaśniają. Dobre szkła są też zupełnie białe, gorsze marki są już wyjściowo lekko przydymione. 

Na początku wybrałam je przed zrobieniem "prawka", bo chciałam, żeby mi się ściemniały szkła, gdy prowadzę samochód. Nie przewidziałam, że to niemożliwe, ponieważ szyba samochodu zatrzymuje promienie UV. Plusem jest brak konieczności noszenia drugiej pary okularów przeciwsłonecznych (jeśli komuś bardzo zależy, a ja akurat to kiedyś praktykowałam. Niezmiernie uciążliwe).

Minusem fotochromów jest fakt, że na wszystkich zdjęciach robionych na zewnątrz, z ostatnich 4-5 lat, mam przyciemnione szkła.
Plusy? Są świetne i mimo wszystko plusem jest fakt tego ściemniania na zewnątrz, ponieważ latem nie  mrużyłam oczu na słońcu. Zdjęcie okularów mnie oślepiało i zamieniało dosłownie w kreta, ale w końcu ich przecież często nie ściągałam. Wrócę do nich, jak zaczną mi mocno przeszkadzać zmarszczki ;-) Minusem jest jeszcze to, że fotochromy ściemniają się naprawdę zawsze, gdy jesteśmy na zewnątrz. Zima nie zima, deszcz, śnieg, słońce promienie UV działają non stop i non stop mamy przyciemnione szkła. 
Gdy rozmawiamy z ludźmi, to mamy jakby okulary przeciwsłoneczne na nosie. Czasami niezręcznie jest tłumaczyć i przepraszać, że to fotochromy (nie muszę tłumaczyć, że rozmawianie z okularami słonecznymi na nosie jest niegrzeczne?. Rozmówcy patrzy się w oczy. Po prostu). Ale fotochromy są i tak fajne. 

Ich pielęgnacja nie niesie ze sobą żadnych utrudnień. Szkła jak szkła. Dobre są odporne na zarysowania i te 2 lata można je spokojnie nosić.

Poza tym, to obecnie już chyba wszystkie szkła są plastikowe, z lekkich materiałów. Warto zawsze brać dodatkowo filtr antyrefleksyjny. Filtr UV jest też raczej standardem, ale warto się upewnić. Szkła obecnej generacji właściwie są odporne, nie parują łatwo, nie łapią zacieków. Czysta przyjemność. 

I na koniec: co do czyszczenia? Przyznam, że  po wypróbowaniu wszelkiego typu nowości, mikrofaz, mikrofibr, ściereczek nasączanych i nie, wróciłam do starej, sprawdzonej irchy. Nie do porównania. 

I tak się nadal zastanawiam, jak w dzisiejszych czasach okulary mogą jeszcze budzić kompleksy? Jest tak cudny wybór oprawek, jest tyle kombinacji i możliwości, okulary zawsze nadają tego lekko inteligentnego sznytu (jak to ostatnio usłyszałam) :-), ale pomijając, są po prostu fenomenalnym dodatkiem, biżuterią, jak te kolczyki. Czy naprawdę jest się czego wstydzić? Ja akurat jestem ortodoksem i w gruncie rzeczy, ciężko mnie zobaczyć bez okularów, ale poza tym, uciekanie do szkieł ze wstydu... Poważnie? 

Ciekawostka, ostatnio trafiłam na jakiś program, reportaż, o polskich modelkach w Mediolanie. Jedna z dziewczyn na stałe nosi okulary. Śliczna buzia, w końcu modelka, ale te okulary mnie zaskoczyły, bo raczej jasne, że są zawody, gdzie te oprawki nie przejdą. Ale żeby w modelingu? Uśmiechnęłam się. Jak te czasy się zmieniają. 

Bycie okularnicą to dla mnie zaszczyt. Są wady, które się kocha. U siebie i u innych. Właściwie są takie, bez których można być uboższym. One nas definiują. I bardzo dobrze. Noszenie okularów jest genialne. Znam kilka okularnic, które wyglądają w swoich okularkach po prostu cudnie. No i tak to działa :-)
Czemu ten tekst? Bo zdarza mi się słyszeć roztrzęsione - będę musiał/a nosić okulary.
No dramat. Faktycznie. Tragedia roku. Och ludzie. Weźcie przestańcie. Okulary są świetnym gadżetem.


PS. Facet w okularach... Mrau. Moje dwa małe duże stylistyczne ideały: moi bracia, którzy są strasznie wysocy, łysi, mają fajny kształt głowy i do tego noszą okulary (oni akurat sięgają też czasami po szkła kontaktowe). Wyglądają rewelacyjnie. Naprawdę rewelacyjnie. I doskonale o tym wiedzą wykorzystując ten look z premedytacją ;-)