20.1.13

Weź sobie czas

Co ludzi najbardziej goni w dzisiejszych czasach? Czas? Poniekąd. Jest jednak, coś, co się pod niego podszywa. Jest przebiegłe i chytre. Cwany mechanizm manipulacji. Mam na myśli maleńkie, wielkie słowo PRESJA.

Nawet na co dzień tego nie zauważamy, jak bardzo pod nią jesteśmy (tak, nawet ja, bo nie zawsze udaje mi się jej wyślizgnąć). Poruszanie się przy niej, to wyższa szkoła jazdy, bo polega na bardzo, ale to bardzo skutecznym i świadomym, jak i wybiórczym, poddawaniu się i wywieraniu jej. Nie tylko w działaniu, ale też w podejściu. Bez poczucia zmarnowanej okazji, przegapionej szansy, straconej wyjątkowej oferty, ale też w drugą stronę - bez godzenia się na coś, czego wcale nie chcemy, nie potrzebujemy i w ogóle jest bez sensu - efekt decyzji podjętej właśnie pod presją czasu.

Tak jest w wielu, bardzo wielu momentach, kiedy podejmuje się jakieś decyzje, udziela odpowiedzi "na szybko". Kiedy warunkując to czasem, nie daje się możliwości na zastanowienie, przemyślenie sprawy. Szare komórki rozgrzewają się do czerwoności od przyspieszonej analizy i rozsypują się w głowie od nadmiaru. Bywa? Pewnie bywa.







Trzeba w życiu poukładać wszystko tak, żeby zagrało. Żeby zrobić wszystko i nie zwariować. Jako kobieta slow dążę do perfekcji w organizowaniu wszystkiego i jednocześnie nie wykończaniu się. Misterne balansowanie.

Wielką sztuką jest ustalanie priorytetów. Pisałam o tym już kilka razy. Zarządzanie czasem. TU oraz TU. Czemu to wszystko tak naprawdę służy? Między innymi właśnie temu, żeby w natłoku spraw nie ulegać presji czasu. Udzielać odpowiedzi, zadawać pytania, ale ważniejsze - umieć uzyskać dodatkowy potrzebny czas. To nie zawsze jest możliwe i mam tego świadomość. I czasami jest mi ciężko się z tym pogodzić, bo ten brakujący dodatkowy czas  bywa bardzo potrzebny do zebrania wszystkich danych i analizy. Szczególnie w biznesie. W życiu prywatnym łatwiej go uzyskać, chociażby po prostu milcząc, albo mówiąc "myślę nad tym".

W biznesie czas jest kapitałem zupełnie innej kategorii. Ciężka waluta. To bardziej widać znaczenie powiedzenia "Czas to pieniądz".
Jak to jednak wygląda z dystansu i dla nas prywatnie?
Owszem, szybkie decyzje bywają potwornie ważne. Nie znoszę wręcz namolnego naciskania. W czymkolwiek. Jednak takie mechanizmy istnieją i otaczają nas z każdej strony. Stopowanie ich, stopowanie nachalności i nacisku jest sztuką, którą dobrze jest ćwiczyć tak, żeby nie niszczyła relacji ;-)
Gdy potrzebujemy czasu, zanim odpowiemy, powiedzmy o tym. Po prostu. Lepsze to, niż wycofywanie się, albo zmienianie zdania, albo żałowanie decyzji.
Przypomina mi się moja babcia, która widząc, że z czymś się szamoczę w myślach, mawiała - Kochana wnuczko, nie podejmuj decyzji, nie odpowiadaj pod naciskiem. Jeśli nie jesteś pewna, to poproś o czas do namysłu. Jeśli druga strona ci go nie daje, to po prostu odmów odpowiedzi. To zwykły szacunek. Inaczej możesz niepotrzebnie żałować. 

Jeśli tak mawiała kobieta najbardziej slow, jaką znałam, to tak jest. Życie to jedynie potwierdza i potwierdzało.

Nie ulegajmy presji, jeśli nie jesteśmy przekonani, że to to, czego chcemy, albo raczej na pewno chcemy. Podejmując decyzje pod presją, gdy jesteśmy bardzo nieprzekonani, gdy nie możemy zebrać myśli, bo są gdzieś indziej, gdy raczej jesteśmy na "nie", możemy sobie zaszkodzić. Jeśli czegoś chcemy, chcieliśmy, chcielibyśmy, to nie będziemy się wahać, odpowiadając szybko. Wahasz się? To potrzebujesz czasu. Daj o tym znać. Daj go drugiej stronie, jeśli to ty czekasz na odpowiedź.

Przypomniały mi się czasy szkolne, nawet raczej bardziej podstawówkowe, gdy obowiązywał przezabawny rytuał:
Chłopak pytał się - Czy będziesz ze mną chodzić?
na co można było odpowiedzieć - Dokąd?
Chłopak się peszył i dodawał - Nooo czy będziesz moją... dz... dzie.. dziewczyną
na co odpowiadało się sakramentalne  - zastanowię się
To były takie czasy, gdy wszyscy uczyliśmy się powoli budowania "czekania" w relacjach z innymi; i tak doskonale było wiadomo, jakiej udzieli się odpowiedzi, ale zwyczaj, to zwyczaj. Jeszcze bardziej zaawansowani tradycjonaliści przysyłali swoich kolegów z pytaniem - czy będziesz chodzić z Adamem?
Reszta przebiegała tak samo. Odpowiedź udzielało się najwcześniej dnia następnego. Właściwie chłopacy tego też oczekiwali. Jeśli jakaś dziewczyna w porywie serca odpowiadała od razu "tak", to chłopak wcale dobrze tego nie przyjął. Łatwo poszło. Oni znając rytuał oczekiwali tego "zastanowię się". Oni chcieli tej niepewności. Do następnego dnia. 
To były piękne czasy, gdy wszyscy mieli na wszystko czas. My pomyśleć - oni poczekać. Chociaż ten zwyczaj był uroczą grą, to była to dobra lekcja, dobry trening, nauka, zdobywania czasu. OK, wówczas niepotrzebnego, ale chodziło o mechanizm. W tamtych czasach nie było internetu, telefon miał mało kto, nie było komórek. Nie było nic, co by mogło przyspieszać, wywierać nacisk. 


Nieuleganie presji czasu to jest zupełny punkt 1. życia slow.
Stosowanie jej też jest wyważone. 

Czas jest nam potrzebny i nie przestanie. Skoro się go nam próbuje zabrać, wszelkimi technikami manipulacji, nacisku, ograniczonych czasowo ofert, dziesiątkami kanałów, to bądźmy w luksusowym odwrocie - bierzmy go sobie.

I dawajmy innym. Niech pomyślą.