29.9.12

Szczęście w kosmosie

Ten wrzesień jest jakimś magicznym miesiącem spełniających się marzeń wielu moich przyjaciół, znajomych i moich własnych. To jest wręcz niebywałe, ile osób w ostatnim czasie powiedziało mi o spełnieniu marzeń, o trafieniu na swoje miejsce, swój tor w życiu. Widzę, słyszę o ich szczęściu. Jak to ujęła jedna z nich "spełniły się twoje urodzinowe życzenia". Oczywiście nie ma w tym mojego udziału jako takiego, ale fantastycznie jest widzieć, że czyjaś wiara w samo to, że kiedyś się spełni, okazała się słuszna. Nigdy wcześniej nie słyszałam tak często "Wiesz? jestem po prostu szczęśliwa/y".

Wiadomość o ciąży, na którą czekali jedni, wiadomość o ułożeniu sobie życia przez inną osobę, wiadomość o układającym się dość świeżym związku kolejnej, wiadomość o spełnieniu marzeń jeszcze innych osób, moje własne spełnione marzenia. Część z nich. Tyle osób ostatnio jest szczęśliwych, że mnie to po prostu niezmiernie cieszy, uspokaja. Uśmiecham się, mogąc to widzieć i słyszeć. Jakby świat nagle zaczął kręcić się we właściwym kierunku. Fantastyczne. Słyszeć o szczęściu to po prostu fantastyczne. Jedno co mnie zawsze osłabia, budzi poczucie bezradności, to widzieć, gdy ktoś się naprawdę poddaje, popada w marazm, letarg braku wiary, nieważne w co, czy to w miłość, lepsze jutro, powodzenie w planach, poddanie się w dążeniu do czegoś. Na szczęście ten ostatni czas jest tak pełen sukcesów, szczęścia, spokoju, wewnętrznego spokoju bez rozterek.

Z radością chłonę efekt spotkania z ostatnich chwil i cieszę się tym czasem. Tym momentem. Tak bardzo warto się nie poddawać, tak bardzo warto iść dalej, właśnie po to, żeby móc przeżywać wspólnie takie momenty, gdy widać efekty wzajemnego wspierania, ale przede wszystkim własnej wiary, siły. Cudowne uczucie szczęścia innych. Szczęścia, na które czekali od dawna a ja razem z nimi. Czuję w kosmosie pozytywną energię. Jak nigdy :-)