17.9.12

Zakopane, czyli bez szpilek na Giewoncie

Dojechać w nocy ma jeden plus: można zachwycić się rano. Stanęłam rano na balkonie, zobaczyłam góry i się popłakałam. Ten widok mnie przerósł. Dosłownie. Jako nizinno-nadmorska kobieta pamiętałam góry z dzieciństwa (czyli nie pamiętałam) i znałam ze zdjęć (czyli nie znałam). Widok z okna mnie oszołomił. Potem było już tylko bardziej. I bardziej.

Miejsce: Willa Hawrań 


Zakopane



Zakopane. Sopot południa Polski. Krupówki - wypisz, wymaluj jak Monte Casino (nawet kąt spadu podobny), Gubałówka oddaje klimat Molo (kolejka do kolejki to fenomen. Nie lubię kolejek). Dla mnie, Gdańszczanki, nie jest to atrakcja tylko element znanego krajobrazu, dlatego przeleciawszy ten fragment Zakopanego (upolowałam jedynie oscypki i precle), poszłam dalej. Zakopane ma mnóstwo fantastycznych zakamarków, klimatycznych uliczek, polubiłam Równię Krupową (usiadłszy na ławce po prostu patrzyłam na góry jedząc oscypka i słonego precla). Przeglądałam przewodnik kulturalny zdałam sobie sprawę, że na nic nie mam czasu. Tym razem. To nic. Sztuka,  teatr, sklepiki z rękodziełem (można znaleźć ręcznie haftowane chusty, stroje, wspaniałe kożuchy - po taki kożuch na pewno tan kiedyś wrócę). sklepiki z lokalną zdrową żywnością. Wszystko na uboczu. Wiadomo, nie są to najbardziej komercyjne rzeczy, bo nie każdy jest miłośnikiem koziego mleka i jego przetworów.  Jednak jak na pierwszy raz i dzień chciałam wykryć takie miejsca. Na przyszłość. Najważniejsza jednak jest bacówka, prawdziwa góralska bacówka, z autentycznym bacą. Autentyczny baca nie miał już jednak produktów, ponieważ przyjechaliśmy w nieodpowiednim momencie. Owce i kozy na halach to jednak nie ubojnia. Taka mała podpowiedź - będąc w Zakopanem czy okolicy, namierzamy bacówkę (najlepiej zapytać kogoś z miejscowych, mi pomogła kobieta, u której mieszkaliśmy). Należy się udać do bacy i zamówić to, co nas interesuje. Zapisuję sobie na przyszłość ;-) W pozostałym zakresie zakopiańską kuchnię pozostawię bez komentarza. Jadąc na dłużej niż tydzień musiałabym dokładniej poszukać, bo restauracje, w których jadaliśmy obiadokolacje nie popisały się przede wszystkim samym menu. Smakami również. Ja rozumiem, że turyści itp. (chociaż nie, nie rozumiem), ale jak się jada z reguły i założenia dobrze, to tego się szuka wszędzie, w miarę nie patrząc na cenę, a już zupełnie, gdy się szuka lokalnych smaków i trafia się na menu z pizzerii pod domem, tylko w gorszym wydaniu... Na szczęście śniadania przygotowywaliśmy sobie sami. Właśnie, ważny plus. W Zakopanem dostawałam doskonałe wędliny z lokalnych masarni. Poezja.

Właścicielka willi, w której mieszkaliśmy (a którą szczerze polecam), nie uśmiechała się przy każdej okazji. Ja się uśmiecham bez okazji i przy niej czułam się jak niezrównoważona emocjonalnie. Ona była rzeczowa, żeby się pośmiać musiała mieć powód. Kilka jej dałam ;-) Zeromarketingowa postawa z jej strony była właściwie piękna. Skrajnie naturalna. Ja chodziłam i tak jak na haju z radości i zachwytu i zmęczenia, najlepszego pod słońcem, bo chodzeniem po górach i dolinach. W końcu po to przyjechałam.
Z czym najlepiej i pozytywnie, poza specyficznymi, ale i tak sympatycznymi ludźmi i widokiem góry będzie mi się kojarzyć Zakopane? Tętent kopyt koni. Wszędzie. Zasypiając też go słyszałam. Jest hipnotyzujący.