23.9.12

To tylko seks, czyli Friends with benefits

Ostatnio Kominek urzęduje czy urzędował w Nowym Yorku. W notkach znęca się nad czytelnikami m.in. zdjęciami jedzenia, w większości totalnie nie slow, za to totalnie apetycznego, ale też świetnie oddał klimat tego miasta.    

Ale jak się już myśli o NY, to trzeba powiedzieć o filmie (nie, "Śniadanie u Tiffany'ego" to oczywista klasyka) nowszej generacji:  "To tylko seks". Związek dla seksu nie jest niczym niebywałym, ba, zaszkodził już wielu związkom filmowo skutkując małżeństwem, chociaż podobno da się i bez tego efektu. I bez miłości. I bez seksu. I na chwilę. Szkoły są różne. Nieważne. Filmy jest fajny, ale to, co mnie w nim urzekło od pierwszego razu (to znowu odgrzany staroć), to scena tańca na ulicach. Dziś mnie ominęła parada samby w Gdańsku i na pocieszenie włączyłam sobie tę scenę flash mob z "To tylko seks":


Poproszę takie coś w Gdańsku. Koniecznie. Niech taniec wpisze się w klimat ulic. Da się, prawda? :-)