10.9.12

Uważaj o czym marzysz, czyli Tiffany

Jakiś czas temu pisałam, że jednym z moich marzeń jest mieć bransoletkę od Tiffany. Stoi mniej więcej obok marzenia o własnym domu za miastem. W Toskanii. Tak, ta sama kolumna. 

Dziś zawitali do mnie Karioka z mężem. Karioka wspomniała przy okazji wspomnianej notki, że mi taką bransoletkę podaruje. Och, ludzie mówią różne rzeczy, ale to miłe. Takich rzeczy się nie daje, tak "o". Obiecała powiedzieć, dlaczego chce dać ją akurat mi i dlaczego w ogóle chce mi ją dać. Hm. Zostawiłam temat, prawie o nim zapominając, bo... chodzi o bransoletkę Tiffany. To już nie żarty. Właściwie o tym potem zapomniałam.  





Pod koniec odwiedzin dała mi zrobioną dla mnie pocztówkę ze swojego miasta, pocztówkę, którą zrobili razem z mężem, ze zdjęć z ich prywatnej kolekcji, to do tego z ujmującą dedykacją. To druga niesamowita dla mnie pocztówka w tym tygodniu. Jakaś magia :-) Dodatkowo dała mi mały, srebrny woreczek. A w nim bransoletkę. Po wyjęciu przeżyłam mały szok, bo oczywiście rozpoznałam specyficzny dla Tiffany splot, ale i tak bezwstydnie sprawdziłam aż grawerkę. Na niej jak nic widnieje moje wymarzone logo. Bransoletka jest po prostu piękna. Poznawszy jej historię nie mogłam się nie zgodzić ze słowami Karioki, że chyba czekała na mnie :-) 

bransoletka Tiffany prezent
Spędziliśmy razem większość dnia i jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że mam szczęście poznawać fantastycznych ludzi. Są niesamowicie fajnym małżeństwem, jakich dziś ze świecą szukać. Takie pary zawsze podbijają moją wiarę w sens szukania, czekania na miłość, którą jako niepoprawna romantyczka narzucam wręcz innym, zabraniam tracić, bo brak wiary w tak elementarne wartości niszczy ten świat. W końcu coś o tym wiem, bo sama wiem i przeżywam nie takie cuda. Wszystko jest możliwe, ale trzeba w to wierzyć. Oni też to doskonale wiedzą :-) 
Uwielbiam spędzać czas z takimi osobami. Po małej przerwie, w której dopieściłam rodzinę, ponownie się spotkaliśmy, żeby jeszcze razem spędzić wieczór. Bardzo bym chciała, żeby mieszkali gdzieś bliżej. Byliby idealnymi sąsiadami :-) 
Po ponownym dopieszczeniu kolejnych członków rodziny (przed wyjazdem się dogrzewam ich ciepłem), wróciliśmy do domu i od razu pobiegłam do bransoletki. Łapczywie, ale z zupełnym zachwytem oglądałam, podziwiałam, wzdychałam z wdzięcznością dla Karioki. Spełniła moje marzenie. I to jakie! 
Gdy jeszcze późnym wieczorem zadzwoniłam jeszcze raz jej podziękować, to po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że mogę znowu otworzyć moją listę marzeń i kolejne wykreślić. Kolejne z kolumny "zaszalej z fantazją". 
Fenomenalne uczucie. 
Niedość, że poznałam osobiście świetnych ludzi, to jeszcze to. Nie bójmy się marzyć. Nie wstydźmy się własnych marzeń. I nigdy ich nie ograniczajmy. Nie mamy nawet pojęcia, kiedy i w jakich okolicznościach się spełnią. Przekonałam się o tym znowu. 
Będę dziś spała z bransoletką Tiffany.


30.11.2014 UPDATE: dalsze losy bransoletki poznasz TU