20.2.13

Być jak elektrownia atomowa

Emocje górą.

Sporą część energii i czasu wkładam w poznawanie emocji i kontrolowanie ich. Przeczytałam w życiu stosy książek o tej tematyce. Dlaczego? Bo jestem urodzonym neurotykiem i kiedyś strasznie utrudniało mi to życie. Nawet nie innymi. Mi samej. Wybuch złości, wybuch euforii, wybuch płaczu, albo zachwyt. Dół, by za chwilę kochać życie. Wahania nastrojów trzymają mnie od zawsze na huśtawce. 
Dzięki mądrzejszym ode mnie zaczęłam poznawać i zagłębiać temat. By w końcu się uczyć kontrolowania skutków emocji.

Nie zgadzam się bowiem, że można kontrolować emocje czy uczucia. To czcze gadanie. Jeśli w danej chwili czuję to co czuję, to to czuję. Można natomiast nauczyć się kierować skutkami odczuwanych emocji. 




Niektórym emocjom warto się poddawać w czystej formie i ze swoją własną, tak bardzo charakteryzującą nas ekspresją. Coś cieszy, zachwyca? Okazujmy to na 100%. Na różne sposoby.
Kontrolujemy jednak skutki emocji negatywnych. Kierunkujemy je. Złość jest dobra n a sprzątanie. Na stres "po" czymś, żeby oczyścić sobie myśli, najlepszy jest dla mnie akurat taniec. Chodzi o wyrzucanie skumulowanej emocjami energii.

 Na smutek od wieków najlepsze jest zajęcie się czymś wymagającym skupienia. Smutek jest idealny, gdy musimy się na czymś naprawdę wymagającym skupić w pracy. Analizy? Przeliczenia? Negocjacje? Jedziemy na smutku. Euforia przydaje się na kreatywność. Szukamy pomysłu na działania marketingowe, albo treści? Poczekajmy do napływu radości. Będzie genialnie. 

Neurotycy, jak ja, mają w rękach i głowach dzięki swoim emocjom doskonałe narzędzia. Dlatego tak ważne jest, żeby nie uciekać w życiu przed emocjami, żeby nie uciekać przed żadnymi z nich tylko umieć przetwarzać generowaną nimi energię. Neurotyk jest jak elektrownia atomowa. 

I dobrze :-)
I broń boże nie dusić emocji w sobie. One wtedy wyjadają od środka. Gdzieś ta energia musi zawsze wyjść.
Rozpoznawanie własnych emocji jest podstawą. Żeby było nam samym ze sobą dobrze.
Przepływ tej energii, kontrolowany, kierunkowany jest naszą osobowością. Od nas wyłącznie zależy, co z nią, z tą energią zrobimy. I czy jej nie będziemy marnować albo kierować przeciwko sobie i innym.

Spokój jest też fajny. Można wtedy poczytać, posłuchać, pogotować, poleżeć. Wisienka na torcie wszystkich emocji, chociaż ja kocham akurat wszystkie. Stres? Nerwy? To również da się kierunkować. Ja stres "przed" czymś przerabiam na paliwo, jak wszystko inne. Lubię ten dreszczyk emocji, jak aktor z tremą przed wyjściem na scenę. Jak przed każdym publicznym wystąpieniem. To uwalnia naprawdę wyjątkowe pokłady skupienia i kreatywność, która akurat jest potrzebna w danym momencie a nie pojawiłby się bez tego kopniaka stresu. Trzeba umieć go docenić i uwolnić ściśnięty żołądek. Da się. Kwestia wprawy. I dowód zaangażowania. Brak tremy czy stresu to dowód przenudnej rutyny. 

Właściwie obojętność jest chyba objawem wyczerpania baterii.

Nie licząc sytuacji, które mamy totalnie gdzieś  :-)