22.2.13

Słońca!



Już mam dość zimy. Naprawdę szczerze i na maxa dość. Postanowiłam, że w przyszłym roku, co by się nie działo, w środku zimy pojadę gdzieś, gdzie jest jasno i ciepło. Ten brak słońca, światła wyczerpuje mnie za bardzo. Już mam dość. Kochałam zimę, ale co za dużo, to nie zdrowo. W tym roku ciągnie się to przepotwornie.  Żeby było więcej słonecznych dni, to byłoby pół biedy, ale chmury tak gęsto spowijają niebo, że naprawdę mam tego powyżej kokard. 

Z tego co widzę, to klarują mi się już plany urlopowe. Jeśli wypalą w takim kształcie, jaki jest możliwy, to cudnie (nawet nie będę zapeszać, bo perspektywa jest dla mnie zbyt niesamowita. Pożyjemy, zobaczymy). 
Jeśli nie wypalą w tym kształcie, to będę mocno wierzyć, że wypalą w innym. Nie biorę urlopu latem, bo nie widzę sensu (mieszkając nad morzem i tak po pracy spędzam czas na powietrzu), więc dla mnie i tak optymalna jest ucieczka przed szarugą. Góry mogą być we wrześniu, ale zimę chcę spędzić chociaż częściowo w cieple i świetlne słońca. 

Baterie mi siadają. Już za bardzo. O ile daleka jestem od depresji, bo za bardzo potrafię to kontrolować, o tyle nie mogę już fizycznie. I strasznie mnie to zaczyna irytować. Dlatego, żeby nie jęczeć i nie narzekać dziś, to sobie zapisuję: za rok zimę chociaż częściowo chcę spędzić na słońcu. Załadować baterie. Dopełnić energię. No po prostu koniecznie. Ko-nie-cznie. Szkoda, że w tym roku to przegapiłam i nie założyłam jeszcze na początku ubiegłego roku. Nie męczyłabym głowy tą zimą.

Niech się spełni. No proszę (patrzę w niebo).

I oby jeszcze wytrzymać do wiosny.

PS. Już samo wyobrażenie tego robi dobrze.
I jak sobie myślę o słońcu na twarzy i na skórze i świecącym w oczy, to robi mi się błogo.
Tak. Koniecznie.


Kolega właśnie mi powiedział, że na dziś to można się wybrać do Dworu Oliwskiego  i skorzystać ze "słonecznej plaży" czyli doświetlania. Chyba się skuszę. Muszę sobie jakoś pomóc :-)

I refren! :-)