12.2.13

Świeżym chlebem pachnące

Wieczorem zaczęliśmy.
Ja wsypywałam składniki, M. zagniatał.
Na noc  daliśmy mu spokój.



Rano docierał do mnie powoli przez sen zapach. Zapach pieczonego chleba. Dziwne. Za zapachem dotarł  szept - Marzena, wstań powoli, ale bardzo cicho.
Usiadłam na łóżku.
- Ciii
Wziął mnie za rękę
- Chodź, zobaczysz coś  :-)





To było piękne.
I pierwsze.



Nasz wspólny chleb.
A właściwie dwa bochenki.




PS. Przepis i zakwas dostałam od Mojej Trawy.

Dziękuję.