14.2.13

Odpychanie w miłości

Fajne w byciu mężatką jest to, że mogę się - na zupełnie zupełnym luzie - przyjaźnić z facetami. Tzn. zawsze mogłam, ale przed ślubem czasami musieliśmy sobie wyjaśniać, że nic od siebie nie chcemy i chcemy być przyjaciółmi. Bez seksu. U mnie to nie działało z seksem. Ze mną trzeba było chodzić itp. Taki typ. Co kompletnie nie przeszkadzało mi mieć przyjaciół facetów. I to z reguły z kategorii "łamacze serc". 

Strasznie lubię przyjaźnie damsko-męskie.

Dlatego też wolę męskie towarzystwo. Faceci są fajni.

Dziś część popołudnia spędziłam z jednym z moich ulubionych typów "Ja nie chcę związku. Uprzedziłem ją". Dlaczego lubię ten typ? Bo sama taka byłam.  Od chemii do związku droga wiedzie gdzieś przez trasę Ziemia-Jupiter. Jasne, że nie chodzi o zmyślne przeciąganie jakiś etapów, tylko o to, że... od chemii do związku droga jest daleka, po prostu. To droga wykluczeń. U siebie też. Poznawania. Ten typ ma tak, że nie chce rezygnować z wolności i wbrew pozorom, wiem po sobie, wcale nie jest oczywiste, że obiekt naszej kolejnej wiecznej miłości, nie będzie uważał, że związek to szereg zobowiązań, obowiązków, ograniczeń i wyrzeczeń. W 99% przypadków okazuje się, że tak jest. To no cóż. Masa oczekiwań, wyobrażeń zgasiła nie jedną chemię. 

Więc lubię facetów, którzy nie chcą związku.

Dzisiejsze spotkanie dało mi znowu pozytywnej energii, bo znam go na tyle, że wiem, że kiedyś będzie idealnym facetem dla kobiety idealnej dla niego.
Gdy na nią trafi, to zadziała mechanizm magnesu. Będzie się odpychał, ona też i pewnego dnia zabraknie im argumentów, żeby nie byli razem. Dopiero wtedy zaczyna się "bycie razem". Nie mimo, nie za. Po prostu.


Walentynki mnie rozczulają. Romantyzm na zawołanie w tym roku na  mnie nie działa, ale jeśli kiedyś mi wróci, to nie będę narzekać. Ja jestem permanentnie zakochana i mam je cały rok, ale życzę dzisiejszym romantykom powodzenia. W każdym sensie ;-) 


Związek to dodanie i rozwijanie skrzydeł, a nie ich ucinanie.
Przynajmniej dla niektórych.