Slow life i minimalizm

Podniecają cię promocje z serii "zaoszczędź"?
Patrzysz na ceny i szukasz zniżek?
Pędzisz do sklepu na wyprzedaż?
Kręcą cię okazje?
Jest nieskończona lista rzeczy, które chcesz mieć, które dałyby ci szczęście? Ułatwią życie? Spełnią potrzeby?

To powiem krótko: tak ci zostanie do końca życia. I będzie tylko gorzej. Minimalizm sprowadza się do odpowiedniego zarządzania środkami, czyli: Stać mnie na to, ale tego nie potrzebuję. 






Chcesz zaoszczędzić? Nie kupuj wcale.
Jak kupujesz, to decyduj się na najlepsze. Moja ciocia zwykła mówić "Nie stać mnie na złą jakość i taniochę". Nie chodzi o snobizm, który goni chęć imponowania, chodzi o dawanie sobie tego, co najlepsze. Czasami będzie to najdroższe, czasami nie. Nie w tym rzecz. Im mniej potrzebujesz, tym lepsze wybierasz.

Nie śledź wszystkich wyprzedaży, bo tracisz to, co masz najcenniejsze: czas.
Ignoruj gazetki i bannery. Nie są ci potrzebne. Budzą tylko twoje najpłytsze potrzeby. Zaczynasz myśleć, czego nie masz. Dopiero wtedy. Przedtem wcale nie wiedziałeś, że tego potrzebujesz. Dotyczy to większości produktów i usług. Wchodzisz coraz głębiej w siatkę potrzeb. Smutne jest to, że większość z tego jest totalnie niepotrzebna. Generalnie. Mogłoby jej nie być. No ale jest. 

To ty decyduj czego potrzebujesz.  Nie oddawaj tego w ręce marketingu. Przegrasz z niedosytem i niespełnieniem. Zawsze. Musisz przegrać, bo tak ustawiona jest ta gra.

Uwolnij się.

A zobaczysz, jakie to wszystko jest proste.

Nie gromadź, nie magazynuj, nie chomikuj. Zrób sobie przestrzeń i rozszerzaj ją.
Odetchniesz pełną piersią.

Zobaczysz, jak to zwiększy twoje możliwości.
Luksus niegonienia.

Kwintesencja slow.

Wybierając cokolwiek nie rób tego pod presją mody, trendów, oczekiwań, reklam. Rozpieszczaj się najlepszą jakością.
I daj sobie czas.

Czas pokaże, co naprawdę jest ważne, a co jest napędzoną zachcianką, która da ci chwilę zabawy i pójdzie w kąt zapomniana, zabierając ze sobą czas i środki, które można było przeznaczyć na coś lepszego.

Łatwo jest zarządzać czasem, gdy nie goni się w gorączce za fatamorganą.

Wystarczy się zatrzymać i pomyśleć. Dać sobie czas. Dać czasami ten czas sprawom. To czasami jedyne, czego potrzebujesz - dać czas.


Każdego dnia.

Żeby nie zabijać czasu, myśli, nie gonić i nie uciekać. Nie mieć sobie niczego za złe, nie czuć ograniczeń, bo ich nie ma. To są nasze wybory. Zawsze. Piękna wolna wola.

To prostsze niż się wydaje.


Przy okazji polecam blog minimalistki. Zawsze,  gdy do niej zaglądam, widzę, jak często przecina się nasze podejście. To dobrze.

Jako wisienkę na torcie polecam wywiad z najstarszą blogerką w Polsce. 100 lat i blog - robi wrażenie. Wywiad i adres bloga w Natemat.
To pokolenie nie miało przeważnie wyboru. Problemem nie był aspekt ograniczonej kwoty (z założenia), tylko  brak produktów. To zupełnie zmieniało percepcję. Ja te czasy znam z opowieści moich dziadków. Bardzo ważny i mądry punkt odniesienia. Polecam.


Komentarze

  1. generalnie sie zgadzam, ale sa wyjatki. Kiedys racjonalnie ocenilem, ze majac dom drewniany nie jest mi potrzebna, jako majsterkowiczowi, porzadna wiertarka z udarem do betonu, kupilem taka za 30 PLN w promocji i do dzis mi sluzy, kompletna taniocha, cos, w cenie nawet nie wylacznika innej, markowej wiertarki. Nawet udar dziala i bywa uzywany. Poza tym tanie rzeczy maja najczesciej jedna slaba rzecz, ktora po ulepszeniu, jak sie wie jak, daje calkiem uzyteczne cos. Najczesciej zawodzi wylacznik, ktory usuniety i zastapiony innym daje rade. Ale to pod warunkiem brania pod uwage uzytecznosci calkowitej w stosunku do ceny, a nie np. estetyki jako cechy nadrzednej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątki znajdzie się zawsze. Nie w tym rzecz w tej notce. Pytanie brzmi: czy wiertarka z udarem jest mi naprawdę potrzebna? :-)
      Jeśli miałbyś jej potrzebować raz, to co, też byś kupił?

      Usuń
    2. jak ty nic nie wiesz... (tekst mojego 5-letniego kuzyna, jak przyjechalismy do ich domu i nie wiedzielismy, gdzie jest np. cukier)
      Przeciez prawdziwy menczyzna musi miec udar! A jak pomoze bezradnej sasiadce?? (wieszam szafki mamie i jej kumpelaskom :)
      Tak, kupilbym. Wiertarka dla goscia, ktory jest niezalezny od tzw. fachowcow, sam (no, z pomoca sasiadow) zbudowal wlasna chate i sam ja wyposazyl we wszystkie media w domu (piec c.o. tez sam wieszalem i uruchamialem) to rzecz taka, jak nie przymierzajac, torebka dla kobiet.
      Wiem, ze troche nie o tym jest ta notka, ale tak naprawde niewiele w zyciu jest rzeczy niezbednych (wiem, bo czasem zapominam czegos w delegacji i jakos sie bez tego obywam) Podejrzewam, ze ty tez bys przezyla bez ulubionej, bo ja wiem? - herbaty? filizanki? garsonki? butow? Granica miedzy tym, co niezbedne, a tym co tylko przyjemne, badz wywolujace mile wspomnienia jest rozmyta. I taniosc czy kupienie w promocji wcale tej ostatniej cechy nie przekresla.

      Usuń
    3. Ja za to mówię - jak ty nic nie rozumiesz :-)
      Bracie, o ile jestem byłą zakupoholiczką, o tyle wiem, że granice są bardzo płynne nie tylko między ulubionym a niezbędnym a i tanim i drogim. Można kupić za bezcen coś genialnego, można przepłacić za bubel. Tego się nauczyłam już dawno i nie w tym rzecz.
      Ta notka jest naprawdę o czymś innym.

      PS. Gratuluję osiągnięć. Czuję, że duma cię rozpiera. I słusznie :-)

      Usuń
  2. Dokładnie to samo pytanie sobie stawiam przed kupnem czegokolwiek: "czy naprawdę tego potrzebuję?" Oczywiście, że zdarza się, iż kupię coś, na co mam ochotę, ale staram się to robić rzadko, na pewno już o wiele rzadziej niż wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm. Ja też. Rzeczy mają to do siebie, że się gromadzą, pochłaniają naszą przestrzeń i nawet tego nie widzimy. Zagracają nas.

      Usuń
    2. a ja np. lubie zagracona kuchnie, jak wisza suszone grzyby, cedzaki, kubeczki, przyprawy, stoja pod reka przydatne, najczesciej uzywane przedmioty. A nie kosmicznie sterylne puste przestrzenie, gdzie nawet zmywarka i piekarnik poukrywane sa za szeregiem jednakowych drzwiczek, a na blacie pustka.

      Usuń
    3. Nie w tym rzecz. Wybacz, ale uparcie odpływasz od istoty notki.

      Usuń
    4. no przecie pisze, ze niektore uwagi nie sa na temat. to tak mi sie rozne skojarzenia nasuwaja... jak maja sie nie nasuwac, to juz nie bede

      Usuń
    5. jest pani stanowczo zbyt mila dla mnie, Pani Marzenko! :P

      Usuń
  3. "Pani Marzenko" ? ? ?
    Dobra, przyznaję się. Nie zrozumiałem tekstu.
    Ale koty mi przeszkadzały przy czytaniu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl