25.2.13

Za to można kochać Japonię

Japonia jest na mojej liście «chcę tam» od lat, ale dziś o niej napiszę. Mam przyjaciółkę Agatę, która spędziła tam pewien okres za studenckich czasów, zna japoński i przeokrutnie mi tym imponuje i właściwie rozmowy z nią uświadomiły mi, że jestem zakochana w Japonii tylko dlatego, że jej dobrze nie znam i strasznie ją sobie idealizuję ;-)

Ale skupię się na tym, w czym jestem zakochana.

Pomijając oczywiście samą kulturę, za minimalizm, który tak pięknie inspiruje dziś Europę, za rozwój technologiczny, który wyprzedza praktycznie prawie cały, cywilizowany świat, pojawiają się takie oczywiste symbole jak samuraje (oglądany jeszcze w dzieciństwie "Shogun" z boskim Chamberlainem), gejsze (ze wzruszeniem czytałam ""Wyznania gejszy"), zachwycam się japońską architekturą (chciałam bardzo urządzić łazienkę w japońskim stylu, ale zabrakło mi determinacji, zrobię to kiedyś w domu ;-) będącą kwintesencją minimalizmu, zachwyca mnie bonsai (polecam stronę o bonsai, gdzie wchodzę, po  tym jak sama wykończyłam jedno drzewko), oczywiście lubię czasami zjeść sushi (którego historia jest niesamowita, patrząc na początki a jego pozycję dziś i poziom mistrzostwa, jaki się osiąga), ujmuje mnie origami, (które raczej nie stanie się moją pasją, bo brakuje mi do niego nauczyciela albo determinacji do samodzielnej nauki albo jednego i drugiego, a Agata jest za daleko).


Ale nawiązując do tego ostatniego, dostałam niedawno od Agaty laleczkę:


Agata zgodziła się o tym trochę opowiedzieć odpowiadając na moje mailowe pytania: 



Czy robienie takich laleczek jest japońską tradycją, czy to jakaś nowa moda?
Tradycja lalkarstwa japońskiego jest bardzo stara. Istnieją dziesiątki stylów wykonywania lalek, nawet papierowych. Wykonywaniem lalek zajmują się artyści, ale papierowe można zrobić samemu.
Czy są narzucone wzory, czy jest tu pozostawiona dowolność twórcy?
Cechą, która łączy anesama („szanowna starsza siostrzyczka” – tak nazywały japońskie dzieci swoje starsze siostry) jest twarz. Zauważ, że nie ma oczu, nosa ani ust. Jedni Japończycy twierdzą, że to po to, żeby obdarowany laleczką mógł sobie wyobrazić osobę, którą zechce, inni, że chodzi o to, żeby rysy twarzy nie odciągały uwagi od piękna kimona.
Poza tym jeśli chcemy, żeby laleczka przypominała tradycyjną Japonkę, możemy ubrać ją w kimono i pas obi. Fryzury mogą być różne, w zależności od pomysłu
Dlaczego akurat gejsza? :-)
To niekoniecznie gejsza. Kimono to japoński strój tradycyjny wkładany przez Japonki w każdym wieku podczas świąt rodzinnych i państwowych.
Ile czasu zajmuje zrobienie takiej laleczki? Od pomysłu do myśli "skończyłam"?
Laikowi, który traktuje to jako rozrywkę około 15-20 minut. Artyście może wiele godzin.  Wspólne robienie anesama to również świetny pomysł na zainteresowanie dzieci kulturą i tradycją.
Czy ten japoński papier jest dostępny w Europie, czy można go zamówić wyłącznie w Japonii?
Papier do origami, którym się bawię nie jest japoński, ale sprowadzany z Azji. Kupuję na brytyjskim amazonie. Kosztuje ok. 2 funty za 50 kartek. Wiem, że można go dostać również w Polsce, w sklepach zajmujących się sprzedażą japońskich gadżetów. Ale świetnie sprawdzi się również zwykły papier do pakowania, dostępny w polskich sklepach papierniczych.
Jeśli kogoś to zainteresuje, to polecisz jakieś strony o tej tematyce?
Bardzo dobra instrukcja znajduje się na blogu Kimoreincarnate. http://kimonoreincarnate.blogspot.com/2009/10/how-to-make-japanese-paper-dolls.html
I na koniec, obiecaj mi, że jak zarobię już pierwszy milion, to pojedziesz ze mną i M. do Japonii :-)
Jasne!

Agata

Dołączyła zdjęcie swojej twórczości:


zdjęcie od A. Kiedyś próbowałam złożyć takiego żurawia. Porażka mnie przygniotła ;-)

I tak sobie myślę, że kiedyś przyjdzie taki moment, że sobie razem usiądziemy przy butelce wina i razem poskładamy origami. 
Na dziś cieszę się, że znam kolejną osobę, która mimo zajętego po kokardki życia, potrafi sobie usiąść z kawałkiem papieru i wyczarować palcami takie cudeńka. 

I mam też nadzieję, że kiedyś pojedziemy razem do Japonii. Z nią mogę jechać na koniec świata :-)

Update: Pisząc o Japonii, nie mogę nie napisać o "Zen Steve'a Jobsa". Kupiłam ebook na ebookpoint w sobotę i pochłonęłam w 15min. Tak. To buddyzm. Mało słów. Ten komiks jest po prostu o wszystkim. Co ważne. Wiem, że świat jest przegadany. Ten komiks był mi bardzo potrzebny.

Właśnie teraz.

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com zen steve'a jobsa


Też miałam w życiu takiego  Kobuna. Który mówił, ale też ze mną pomilczał i pozwolił poznawać, kreować drogą samodzielnej nauki. Kogoś, kto otworzył mi umysł na nowe.  Nie przestanę szukać inspiracji i mądrości w naukach Dalekiego Wschodu.
P. Wojtek był buddystą kształcącym się w Japonii. Już samo to, że znałam go te trzy lata, mogłam z nim rozmawiać, było szczęściem i nigdy nie przestanę się czuć przez to wyjątkowa. Nie lepsza czy gorsza. Wyjątkowa. Przez niego też. Mam szczęście do szczególnych ludzi.
Tęsknię za nim, ale zgodnie z jego życzeniem, poleceniem. rozwijając się a nie zatrzymując. Na nim, bądź na kim, czymkolwiek. Nie zatrzymam się do końca. Powoli dalej.
I chcę żyć tak, żyję tak, żeby był ze mnie dumny, że nie zmarnowałam jego czasu.


Ten komiks jest idealnie zen i bardzo mi przypomina p. Wojtka. Gratulacje dla autora.
Kreowanie.
Wszystko płynie. W nas i wokół nas. Bezmiar możliwości. Stworzyć ideał. Japonia jest tak bardzo inna. Docenienie prostoty, doskonałość jakości. W życiu i myślach.
Inspiracja.
Otwarcie umysłu.
Slowly i w skupieniu. Jest czas na błyskawiczne działanie i czas na wyciszenie i spowolnienie.