15.2.13

Machając planetoidzie

Śledziłam z M. przelot planetoidy koło Ziemi. Na tvn24. Oczywiście godzinę wcześniej zaczęłam się nakręcać, czy trafi. Gdzie trafi. Kogo trafi. Okazało się, że generalnie zupełnie nie ufam mediom, bo zadzwoniłam do kolegi J., który ma o tym dużo więcej pojęcia niż ja. 
- Marzena, nie ma szansy, żeby to trafiło w Ziemię. A jeśli nawet trafi, to ty tego nie poczujesz
- Uf. To miłego wekeendu

Genialna sprawa  z  kosmosem. Za każdym razem, gdy trafiam na ten wątek, to czuję jego bezmiar i naszą niewiedzę. Albo jej szczątkowość. 
Kocham ten dystans. 

Z perspektywy kosmosu wszystko jest takie nieważne. 

Patrząc na fakt, że meteory są fragmentami materii, która kiedyś stworzyła m.in. naszą planetę, dochodzę do wniosku, że mieć taki fragment meteoru w dłoni, to mieć fragment czegoś, co było przez powstaniem Ziemi. 

I ta droga, od fragmentu masy, do mnie leżącej na kanapie. I wszystko pomiędzy. 

Ułamek czasu w wieczności. 


Cudo.  


Ale jak zauważył M. - Obserwatorium im. Adama Mickiewicza  w Poznaniu to już są jaja. 



PS. Fajnie się słucha naukowców, którzy tak zgrabnie ubierają w słowa naszą ludzką niewiedzę. 

PS 2. Oczywiście ze śledzenia nic nie wyszło, bo zagadali moment. Poszukam sobie potem na stronach NASA. Ludzie to zagadają wszystko. Zamiast patrzeć.