24.2.13

Zapachniało potem

Coś mnie tknęło, żeby poruszyć dość drażliwy temat - pocenie.

Polscy mają dość specyficzne podejście do tematu potliwości i ciężko się o tym rozmawia. Jak mało o czym. O perfumach oczywiście, o wszystkim innym, ale pocenie to temat tabu. Szybciej porozmawiają o biegunce czy zaparciu. Dziwne. 

Wnikliwe badanie pozwoliło mi znaleźć odpowiedź na dość nurtujące mnie pytanie - czy antyperspiranty mogą szkodzić? Używam ich od lat, bo prawie nic nie powoduje takiego dyskomfortu jak bycie spoconą.
Podstawowa sprawa - pot jest bezzapachowy. Jednak szybkie działanie bakterii zmienia ten stan dość błyskawicznie. A dzień wolę spędzić bez niespodzianek. A nie wiem, kto ma możliwość odświeżać się kilka razy dziennie. 

Odpowiedź jest jedna: raczej unikać produktów zawierających glin czyli aluminium. Odsyłam chociażby do wiki pod hasło «glin». Najważniejsze jest, że odkłada się on w organizmie. Skutki? Za chwilę podam ciekawy link. 

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/
Właśnie lecą do kosza 4 produkty z mojej półki. 





Niedawno aptekarka poleciła mi preparat Biodermy. I przy nim zostanę. Wniosek jest taki, żeby nie używać wcale antyperspirantów, jeśli nie cierpimy na nadmierną potliwość. Zdałam sobie sprawę, że robiłam sobie krzywdę używając antyperspirantu po prysznicu przed treningami. No cóż. Człowiek uczy się całe życie.


Wniosek? Jedynie dezodoranty bez aluminium. Najlepiej bezzapachowe, ale to już kwestia gustu. Dobre są dezodoranty ze srebrem, które doskonale hamuje rozwój bakterii. 

Dodatkowo polecam jeszcze ciekawą stronę - pogromcy mitów medycznych. Akurat podlinkuję wątek odnośnie glinu w antyperspirantach. Najważniejsze, że strona nie skupia kryptoekspertów. Można poznać różne opinie i wyciągnąć wnioski na różne tematy. 

Potliwość jest normalnym zjawiskiem. Potrzebnym. Jej zaburzenia też są sygnałami. Niestety temat jest ciągle bagatelizowany, co można odczuć czasami w miejscach bardziej publicznych. Dobry dezodorant powinien zabijać bakterie żyjące na skórze i powodujące fermentację potu, a nie blokować pory i jego wydzielanie. Zapachowy deo nie tuszuje zapachu. Nawet jeśli się komuś tak wydaje. Przez to tak unikam komunikacji miejskiej, szczególnie latem. Ludzie chyba nie wiedzą, że można temu przeciwdziałać. I umówmy się - podniecający to jest zapach kogoś, kto nas podnieca. Wszyscy inni drażnią nos. Nie bez powodu reakcja na zapach jest tak istotnym wyznacznikiem doboru. Jednym z pierwszych. To w końcu czysta biologia. Szanujmy się wzajemnie. W tym zakresie też. Zapach, w tym zapach potu jest paradoksalnie jednym z najintymniejszych. 

Najważniejsze  pozostaje też noszenie odpowiednich ubrań, umożliwiających skórze oddychanie a tym samym też odparowywanie potu. Na tym polega moja miłość do ubrań z najlepszych materiałów. One mają rozpieszczać skórę i chronić, bo po to w końcu się ubieramy. Tu nic nowego nie wymyślono. I raczej nie wydaje mi się, żeby były powody. 

Kwestia dezodorantów i antyperspirantów pozostaje rozwiązana. Nie walczmy z ciałem.
Swoją drogą, tak jak są niezastąpione w podróży: chusteczki do higieny intymnej, czy demakijażu, jak są bezcenne preparaty antybakteryjne zamiast mydła (różnie bywa w toaletach publicznych, więc takie mydełko w żelu mam zawsze w torebce), tak czekam na chusteczki przeciwpotne. Byłyby hitem. 

To szybki prysznic i spacer.

Kolejna skrajność wyśrodkowana. Dobrze.