8.2.13

Weekendowe odkrycia



Co widzisz? No jasne. Widzisz Newtona, który dostaje spadającym jabłkiem w głowę. Dzięki niemu poznajemy prawo grawitacji. 

Jak się na takie rzeczy, genezę tez, praw itd. patrzy z tej perspektywy, to się to wydaje taaaaak oczywiste. Bo już to wiemy. Bo mamy dostęp do wiedzy. Super. 

Gdyby jednak nie znać prawa Newtona, to dla mnie np. na rysunku mamy raczej biologię. Facet dostaje jabłkiem w głowę i odczuwa ból. No doszukiwać się w tym pytania: ale dlaczego jabłko spadło? Piękne.

W życiu nie będę fizykiem. Z fizyki miałam dobre oceny dlatego, że nauczyciele mnie lubili. Jestem fizycznym głąbem do potęgi. Kocham chemię, kocham matematykę i inne równie pochodne, ale nie lubię fizyki. Jej wzory doprowadzają mnie do płaczu, a definicje do czarnej rozpaczy. Chociaż to ona nas tak bardzo otacza. Owszem, znam podstawowe prawa i zależności, ale nie z pasji. 

Dziś usilnie próbowałam przesunąć ciężką szafkę na kółkach, siedząc jednocześnie na fotelu na kółkach. Tak. Odjeżdżałam od szafki. No prawo fizyki. Już bym się nie wygłupiała, ale ja po prostu o tym zapomniałam. Zdarza mi się. Tak jak kiedyś, zaraz po ślubie, pierwszą rzeczą, którą włożyłam do mikrofalówki, którą dostaliśmy w prezencie ślubnym, było JAJKO. 
Tak wiem. Już wiem.
Ja się znam na mnóstwie rzeczy, mnóstwie spraw. Ogarniam malutki mikrokosmos. Ale czasami zawieszam się na sprawach tak banalnych, że sama się z tego śmieję. No nic innego nie zrobię. 
To jak zawiesić się na rondzie. Orbitując ciągle wokół jakiś "większych spraw" zapomina się o sprawach elementarnych i podstawowych. 
No i fajnie. Dzięki temu przynajmniej można pośmiać się z siebie. I z innych. Tylko dlatego, że zapominamy o elementarnych prawach nauki. No tak po prostu.

Wszystkim nam się to zdarza. I naprawdę fajnie, że tak jest. W takich sytuacjach, jesteśmy tak słodko ludzcy. Mało co mnie rozczula, jak objawy własnej bezmyślności. Jestem dla siebie wyrozumiała, bo to dla mnie dowód równowagi :-) 

Inną sprawą, której zazdroszczę niezmiennie ludziom, którzy dostają miano "geniusz" jest to, że potrafią spojrzeć na jakąś sprawę z zupełnie innego punktu widzenia. 
Jak Newton, którego zastanowiło, dlaczego jabłko spada. 

Są dwie grupy: odkrywcy i wynalazcy. 
Marzy mi się niezmiennie znaleźć się w którejś z nich, ale na pewno nie będzie to nic związanego z fizyką, co sobie dziś znowu udowodniłam.

I ciągle tylko nie rozumiem, jakim cudem mogę kochać matematykę i nie lubić fizyki. Przecież to bez sensu. No nic. Patrzę na świat dalej badawczo pod różnymi kątami, z różnych punktów odniesień, z daleka i bliska. W końcu coś ważnego zobaczę i zadam jakieś kluczowe pytanie i znajdę na nie odpowiedź i się tym podzielę ze światem.

Do tego czasu będę się pewnie dalej nie raz odpychać od szafki na kółkach. Potem też 
;-)