27.2.13

Przemyśl to

Podstawa negocjacji. Podstawa skuteczności. Podstawa rozwoju. Podstawa pewności.

Czas. 

Nikt nie podpisuje żadnej poważnej umowy "od ręki". Żaden kontrakt nie poczuje chłodu stalówki pióra zanim nie zostanie dokładnie przeczytany, przeanalizowany, zweryfikowany. Pod kątem wszelkich skutków. 
Nie wyślę ani pół dokumentu, bez pewności konsekwencji. 

Pośpiech jest największym przyjacielem ludzi, którzy boją się podejmować odpowiedzialność za własne decyzje. Zawsze można zwalić na niego winę. Zawsze można wtedy na coś, bądź kogoś zrzucić konsekwencje decyzji.  
- A bo on/ona mi kazała zadecydować natychmiast - nieraz słyszymy utyskiwania. Prawda?
- Nie miałam czasu pomyśleć
Także się zdarza.
No nieprawda. 



Działanie w emocjach? Konsekwencje i tak ponosi działający. Z reguły. Bo czasami jeszcze inni.
Czym są wpadki? Czym są pochopne decyzje? Czym jest hasło "raz się żyje"? 
Ilu ludzi do dziś żałuje swoich decyzji, działań, słów, podpisów, tylko dlatego, że działali pochopnie?





Owszem, można przejść przez życie unikając prawie zupełnie odpowiedzialnych działań, gdy najbardziej odpowiedzialnym dokumentem jest abonament na telefon. Można książki pisać o skutkach pochopnych decyzji. 

Już pisałam o presji i nieuleganiu jej. 
Nikt, kto ma w rękach naprawdę odpowiedzialne decyzje, nie ulega jej. Z reguły. Od kontrolerów lotów, przez lekarzy, pilotów, prawników. Są zawody, gdzie samemu się wywiera presję, ale nie ulega jej. Umysł pozostaje chłodno analityczny. 

Ale to jedna strona medalu. Piję oczywiście do slow life. Czasami doprowadzam ludzi do szału swoją powolnością. Właściwie to ich problem. Jeśli nie widzę sama potrzeby działania szybkiego, to nie dam się zmusić do decyzji.  Nie ważne, czy w kwestiach prywatnych czy zawodowych. Szybkość działania jest kwestią doświadczenia. Nikt nie ma go we wszystkim? Nie, nie. Nie w tym rzecz. Właśnie wiedza i doświadczenie świadczą o przemyśleniu. Przemyślenie nie musi trwać nawet 5min. Ma być. To nie długość czasu potrzebnego do przemyślenia jest kluczowa.

Ociąganie z niewiedzy jest czymś zupełnie innym i widać je. Ale to inna sprawa.

Każdy staje czasami z presją twarzą w twarz. Skutki bywają katastrofalne. 

W życiu trzeba zarówno umieć powiedzieć "tak" i "nie" jak i "przemyślę to". 

Jeśli nie masz pewności powiedz - "przemyślę to". Pominę, że jest to też technika manipulacji, bo nie chodzi mi o to. Tym razem. 

Wszyscy ludzie sukcesu jakich znam mają to zdanie na ustach często.  
Nie powiedzą najwyżej nic. Też do nich należę. I nie ruszają mnie ponaglenia. 

Powiem jak przemyślę. Nie wcześniej i nie później. Dokładnie wtedy, kiedy trzeba.

To cecha guru slow life. Presją można co najwyżej rozdrażnić. 
Zresztą nikt nie ma śmiałości wywierać tak naprawdę presji na kimś, kto mówi - przemyślę to. Te słowa mają moc. 

Tak sobie patrzę na ten świat, na tych zestresowanych i zaszczutych ludzi i życzę im, żeby w końcu pękali i się z tego wyłamywali. Jeden po drugim. 
To co ma być zrobione - będzie. 

Nie lubię pośpiechu z jeszcze jednego powodu: bardzo, bardzo często idzie za nim bylejakość. Jakość wymaga czasu. Dopracowania. Przemyślenia. Nawet Jobs pracując nad ipodem długo nad tym myślał. Sztab ludzi, który mu pomógł w realizacji po prostu doskonale odczytywał jego intencje i wizje. Ale to on nad tym myślał. Dojrzewało to w nim  Powoli. 

Zgodnie z zasadami zarządzania czasem (znowu się o tym powtarzam), 80% powinno być przeznaczane na planowanie, a 20% na działanie. Służy to maksymalnemu dopracowaniu. Wyeliminowaniu wszelkich niedoróbek. Późniejsze rozwijanie czegoś to już coś innego. 

Sama unikam podejmowania błędnych decyzji. Żeby nie tracić czasu na ich naprawę, nie mówiąc o tych, które są nieodwracalne. Kto lubi? No może i nikt, ale ja i tak wolę im przeciwdziałać, żeby potem nie narzekać.

W życiu slow chodzi o bardzo świadome układanie życia na miarę potrzeb i możliwości, na dany moment. Stąd odniesienie do tu i teraz. Stąd planowanie. Stąd dążenie do własnego ideału. 


Notkę zainspirowało znalezienie wiecznego pióra z czasów liceum. Bardzo długo pisałam wiecznym piórem. W dzieciństwie byłam dumną posiadaczką pióra chińskiego. Napełniało się je przez pompkę. Niejeden raz miałam twarz w atramencie, bo zasysałam zaschniętą stalówkę, która była w tym mistrzynią. Potem przyszło pióro na naboje. Atrament napełniało się strzykawką, bo kupienie naboi graniczyło z cudem. Nie zapomnę, jaka zrobiła się afera, gdy rodzina znalazła strzykawkę w mojej szkolnej szafce. Zdziwienie nie schodziło z nas wszystkich. 
Potem, za pierwsze zarobione pieniądze (nie, nie były to pierwsze, ale ładnie brzmi), kupiłam sobie pióro Parkera. Edycja millenijna. Mam je do dziś. Nie poszłam po nic innego, a właśnie po to pióro. 

To było coś. Pisanie piórem, pisanie listów, na kilkanaście kartek, pisanie wypracowań. Piórem. Kochałam to. Dziś tak sobie myślę, że na urodziny chyba zażyczę sobie znowu wieczne pióro. Waterman może być ;-) 
I napiszę list. Nawet wiem do kogo, bo mnie ostatnio o to poproszono. O napisany odręcznie list. 

I siadając przed swoim biurkiem w pracy będę je wyciągała i kładła na otwartym kalendarzu. 
Po to, żeby załatwiać sprawy, kreować, negocjować i osiągać kolejne cele, odnotowując wszystko piórem w kalendarzu. Zawsze notuję przechodzące mi też przez głowę pomysły. Za szybko uciekają. Mogę notować piórem :-)
Czasami mogłabym bawić się nim przy telefonicznej rozmowie albo na spotkaniu. Nie. Na spotkaniach się niczym nie bawię. Jestem skupiona na rozmówcy. 
Mnie się nie spieszy. Jeśli mamy coś wspólnie osiągać, to słucham. 
Budowanie relacji to czas i słuchanie oraz obserwacje. Nie tylko w związku. 
Ale na to trzeba sobie samemu pozwolić. Ba. Narzucić. Dla własnego dobra, wygody i poczucia komfortu. 

Najważniejsze jest: nie działać w emocjach. Nie dawać się im ponosić, bo potem rozum musi sprzątać ten cały bałagan. Emocje mają działać zupełnie kiedy i gdzie indziej. I wtedy bez najmniejszego zahamowania. 

Wahasz się? 
Przemyśl to. 
Sprawdź, zweryfikuj. Przemyśl to. 

Presja? Pamiętaj, silni jej nie ulegają. Dopóki nie podejmiesz decyzji, nie podpiszesz, nie powiesz, nie zrobisz, to masz jeszcze wpływ na wszystko z tym związane. Potem już tylko odbierasz konsekwencje. Sprawdź wszystkie, na daną chwilę, alternatywy. Nabierz pewności. Sprawdź ryzyko i zysk. Zanim cokolwiek zrobisz. Posprawdzaj alternatywy. I negocjuj, jak trzeba. To twój czas. Nie daj się popędzać. Najwyżej poproś o wydłużenie go. Zawsze jest jakieś wyjście. Z reguły jest jeszcze trzecie, z mojego doświadczenia - najlepsze. Najbardziej zgodne z nami.


Zanim cokolwiek zrobisz, powiesz - przemyśl to, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości. Albo powinieneś mieć ;-)

Żeby nie żałować. Za chwilę, jutro, za rok. Nigdy. Żeby patrząc za siebie mieć poczucie - dobrze, że tak zrobiłam/em.

Decyzję zdążysz podjąć. Najważniejsze, to być jej pewnym. Poczucie odpowiedzialności za własne decyzje jest piękne. 
To naprawdę piękne uczucie. Zapewniam.

I jeszcze jedno: mówi się, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się tego nie zrobiło. To powiedzenie nie mówi CO TO MA BYĆ.  To ty decydujesz. 

Pamiętaj o tym. 

Zatrzymaj się. Zwolnij. Otwórz umysł, weź oddech i przemyśl to.

Bycie głuchym na presję innych, czasu, emocji to jedna z najważniejszych umiejętności w życiu. Od niej powinno się zaczynać realizację siebie. Równowaga pomiędzy pewnością a wahaniem jest tak samo ważna w życiu jak oddychanie.

Nie dać się zaskoczyć skutkom tego, na co mamy wpływ w momencie podejmowania decyzji. 
Proste. 
Naprawdę proste. 

- Przemyślę to - to czasami najbardziej imponujące słowa jakie można powiedzieć bądź usłyszeć. 

Mądrość, skuteczność nie leży w pośpiechu.
To co najlepsze przychodzi z czasem, bo (uwaga!) łatwo przyszło, łatwo poszło - i to akurat kolejne powiedzenia, które mają rację bytu w dobrym rozumieniu a nie dopasowanym widzimisię.

Przemyśl to.
Milczenie jest złotem :-)

A tak naprawdę, sytuacji wymagających przemyślenia wcale nie jest tak dużo. W tzw. między czasie i tak podejmuje się dziesiątki decyzji błyskawicznie. No cała sztuka polega na decydowaniu też kiedy jest ten moment, że trzeba przemyśleć. Trudne? Mam nadzieję, że nie. 
To ty decydujesz :-)

Przypominam, że w życiu chodzi o to, żeby podejmować najlepsze decyzje w optymalnym czasie. Czasami będą to ułamki sekund, czasami tygodnie. Albo lata. 

A to się nazywa mądrość życiowa i doświadczenie.